Jacek Janik/Rynek Zdrowia | 30-03-2010 06:32

Uczniowie bez lekarzy, czyli medycyna szkolna w tarapatach

Polskie Towarzystwo Pediatryczne apeluje o powrót lekarzy do szkół. Likwidowaniu gabinetów lekarskich w placówkach oświatowych towarzyszył argument, że najlepszy model opieki nad dzieckiem w wieku szkolnym obejmuje pomoc lekarską zarówno w zdrowiu, jak i w chorobie.

Forsowane założenia, choć wydawałoby się, że słuszne, nie sprawdziły się jednak w praktyce. Dlatego pediatrzy domagają się zmian i ostrzegają, że problem będzie narastał wraz ze zbliżającym się wyżem demograficznym.

Jedno jest pewne: mamy kłopot. Świadczą o tym przeprowadzane w całym kraju badania, których wyniki dowodzą, że system opieki na dziećmi w wieku szkolnym jest, najdelikatniej mówiąc, „dziurawy”. Badania kontrolne, profilaktyczne i opieka stomatologiczna stanowią prawdziwy problem, a połowa uczniów w ogóle nie jest badana przez specjalistów.

Zdemontowano sprawdzony system?
– W 2000 r. zapadła decyzja o powołaniu 20 tys. gabinetów lekarza rodzinnego, które miały przejąć opiekę również nad dziećmi. W 2006 r. takich gabinetów było jednak tylko 5715. Te liczby mówią wiele: zdemontowano dobry system, który u nas funkcjonował. W UE dzieli się np. opiekę medyczną na tę nad dorosłymi i tę nad dziećmi – mówił w 2008 r. prof. Jerzy Bodalski z Kliniki Chorób Dzieci Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

– Lekarzy nie ma w szkołach w zasadzie od 1992 roku, kiedy przeprowadzono pierwszą reformę w tym zakresie –  mówi portalowi rynek zdrowia.pl Małgorzata Wojciechowska, prezes Krajowego Stowarzyszenia Pielęgniarek Medycyny Szkolnej.

I przypomina jednocześnie, jak wyglądała praca lekarzy w gabinetach szkolnych: na dyżury przychodzili z tzw. „rejonów”. Za każdym razem był ktoś inny. Wpadał na chwilę, mało wiedział o uczniach. Błyskawicznie badał dzieci i uciekał do następnej szkoły.

– To nie miało racji bytu – uważa prezes KSPMS. – Idea, aby lekarz opiekował się dzieckiem w zdrowiu i chorobie jest zdecydowanie bardziej słuszna, ale...

Profilaktyki ze świecą szukać
Poprzedni system opieki nad dzieckiem w wieku szkolnym najlepszy może nie był, ale obecnie jest jeszcze gorzej. Wyniki przeprowadzonych niedawno badań uczniów na Dolnym Śląsku są zatrważające. Okazało się, że na sto przebadanych dzieci tylko troje jest zupełnie zdrowych. Wielu uczniów ma wady postawy, zgryzu, próchnicę, kłopoty ze wzrokiem, słuchem, cierpi na poważne schorzenia. Wiele dzieci nie miało także szczepień.

– Obecny system jest zły z dwóch powodów. Po pierwsze lekarz, który ma czuwać również nad profilaktyką, nie może poświęcić jej czasu ze względu na dużą liczbę chorych dzieci – mówi profesor Alicja Chybicka, prezes Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego. – Po drugie, aby lekarz mógł zobaczyć zdrowe dziecko, muszą się z nim zgłosić rodzice. Niestety,  wielu z nich idzie do lekarza tylko wówczas, gdy dziecko jest chore. Dlatego wielu małych pacjentów w ogóle nie jest objętych badaniami profilaktycznymi, a problemy odkrywamy wtedy, gdy są już naprawdę poważne – dodaje prof. Chybicka.

– Kiedyś, gdy w pierwszych latach życia dziecka rozpoznano schorzenie, np. zaburzenia metaboliczne, wadę serca, alergię, następował przydział do odpowiedniej grupy dyspanseryjnej, a książeczka zdrowia wydawana była w innym kolorze. To oznaczało częstsze kontrole u pediatry i większą uwagę lekarza szkolnego. Obecnie żaden ślad po tej dobrej praktyce nie został – dodaje profesor Chybicka.

Brakuje pediatrów i pielęgniarek szkolnych
Lekarzy w szkołach nie ma, ale powinny być pielęgniarki medycyny szkolnej. I są, ale niestety, nie wszędzie. O ile problemy kadrowe dotyczą pielęgniarstwa w ogóle, o tyle w medycynie szkolnej występują w wersji zwielokrotnionej.

– Pielęgniarka szkolna jest najgorzej wyceniana przez NFZ i trudno się dziwić, że brakuje  chętnych do wykonywania tego zawodu. Finansowanie z NFZ zależy od liczby dzieci. Stawka jest mizerna i ta sama od trzech lat: 3,20 zł na ucznia miesięcznie – przypomina Małgorzata Wojciechowska.

Prezes Wojciechowska zaznacza, że gdyby w Szkolmed NZOZ Medycyny Szkolnej S.C. w Szczecinie, którego jest współwłaścicielem, starsze pielęgniarki odeszły na zasłużoną emeryturę, wiele szczecińskich szkół pozostałoby bez opieki.

Zdaniem profesor Chybickiej, nieskuteczność systemu opieki na dziećmi w wieku szkolnym to także efekt braku lekarzy.

– Połowa członków PTP jest na emeryturze, druga połowa ma średnią wieku powyżej pięćdziesiątego roku życia – podkreśla prof. Chybicka. – Powstaje luka pokoleniowa, bo następców jest niewielu, a jeśli już się pojawiają, to dzięki dobremu krokowi Ministerstwa Zdrowia, które uznało pediatrię za dziedzinę deficytową, co oznacza, że rezydentura jest wyżej płatna niż inne. W ub. r. do kliniki, którą kieruję, przyszło aż dziesięciu rezydentów – stwierdza prof. Chybicka.

Ministerstwo pracuje, PTP proponuje
Prezes PTP zwraca uwagę, że każde dziecko musi być w ciągu roku przebadane, a uczniowie, których zdrowie wymaga szczególnej troski, powinni znajdować się pod stałą opieką lekarską. Ponieważ obecny system tego nie zapewnia, w Departamencie Matki i Dziecka w Ministerstwie Zdrowia trwają prace nad nowymi propozycjami w zakresie opieki zdrowotnej nad dziećmi w wieku szkolnym.

Na jakim etapie znajdują się powyższe działania i co proponuje resort zdrowia, nie udało się nam na razie ustalić. Biuro prasowe przy ul. Miodowej poinformowało nas jedynie, że pozostaje oczekiwanie na przekazane regulacji do konsultacji zewnętrznych.

PTP chce natomiast utworzenie pediatrycznych punktów konsultacyjnych, w których rodzice mogliby szukać dla swego dziecka porady pediatry, a jednocześnie lekarz rodzinny, który pediatrą nie jest, mógł w razie potrzeby skonsultować się ze specjalistą.

– Opieką takiego punktu mogłyby zostać objęte także najbliższe szkoły, przy czym lekarz miałby obowiązek przebadania każdego dziecka przynajmniej raz w roku – stwierdza profesor Alicja Chybicka.

I dodaje, że już najwyższy czas naprawić medycynę szkolną. Nadciągający wyż demograficzny spowoduje, że problem stanie się jeszcze bardziej palący.