Stowarzyszenie Nasz Bocian: ustawa o in vitro niezbędna, ale ma braki

Przyjęta we wtorek (10 marca) przez rząd ustawa o in vitro jest niezbędna, ale ma braki, m.in. nie przewiduje jawnego dawstwa gamet, co odbiera dzieciom możliwość poznania tożsamości dawców i rodzeństwa biologicznego - uważa Anna Krawczak ze Stowarzyszenia Nasz Bocian.

Jak powiedziała Krawczak w rozmowie z PAP, wprowadzenie ustawy regulującej kwestię zapłodnienia metodą in vitro jest niezbędne ze względu na bezpieczeństwo pacjentów. Jej zdaniem projekt ustawy ma jednak braki, a raz przyjęty będzie trudno zmienić.

- Bardzo żałujemy, że projekt ustawia in vitro w paradygmacie medycznym, zapominając, że dawstwo jest formą adopcji prenatalnej. To stoi w sprzeczności z legislacją wielu krajów europejskich, ustaleniami kilkudziesięciu lat badań naukowych nad psychospołecznymi aspektami dawstwa i wreszcie z zapisami Konwencji o prawach dziecka - powiedziała.

Zwróciła uwagę, że w myśl proponowanych przepisów dawstwo inne niż partnerskie będzie całkowicie anonimowe, co oznacza, że dzieci urodzone w wyniku dawstwa nasienia, komórek jajowych czy zarodków nie będą mogły poznać tożsamości dawców.

- Dzieci nie chcą być dziećmi numeru identyfikacyjnego dawcy spermy. One są oczywiści dziećmi swoich rodziców, którzy je urodzili i wychowują, ale to jest pewien element „puzzla tożsamościowego”, którego działanie obserwujemy od kilkudziesięciu lat w adopcji - podkreśliła.

- Doskonale wiemy, że dzieci odnajdują swoje matki biologiczne nie po to, żeby nawiązywać z nimi więź i relacje, bo one tę więź i relację już mają ze swoimi rodzicami, ale po to, żeby dowiedzieć się, jak ta kobieta się nazywała. To jest właśnie wypełnienie tej luki tożsamościowej. Tutaj dzieci tego prawa nie zyskają. Co więcej, nie będą mieć też prawa do poznania swojego rodzeństwa - mówi Anna Krawczak.

Dodała, że w coraz większej liczbie krajów europejskich w bankach nasienia standardem staje się, że jeżeli dawca jest anonimowy, biorcy otrzymują np. informację o jego zainteresowaniach, hobby, często otrzymują przygotowany przez niego list do przyszłych rodziców lub jego zdjęcie z dzieciństwa.

- W tej ustawie w ogóle nie ma takiej myśli. Traktuje się to po prostu jako procedurę medyczną, a to jest jednak procedura psychospołeczna, jak każda adopcja - powiedziała Krawczak.

Zwróciła także uwagę, że w projekcie nie przewidziano konsultacji psychologicznych dla dawców i biorców. Zaznacza, że "ludzie, którzy adoptują dziecko, powinni być gotowi, żeby adoptować dziecko, które nie będzie z nimi spokrewnione biologicznie".

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH