W maju br. ze stanowiska szefa Wielkopolskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ została odwołana Zbigniewa Nowodworska. Wśród pięciu kandydatów na jej miejsce znalazł się Andrzej Sośnierz (PJN). Poseł i były szef NFZ uważa, że jeśli w Polsce znajdzie się człowiek, który coś potrafi, i może to zrobić, to powinno się go wykorzystać. Dlatego proponuje: - Weźcie mnie, może coś jeszcze dobrego zrobię - przyznaje w rozmowie z Rynkiem Zdrowia.
Rynek Zdrowia: - Pana decyzja o zgłoszeniu swojej kandydatury na stanowisko dyrektora Wielkopolskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ, jest dość zaskakująca…
- Andrzej Sośnierz: Dla mnie to nic nadzwyczajnego. Zawsze lepiej sprawdzałem się w strukturach wykonawczych, dlatego kiedy zwolniło się stanowisko szefa w oddziale wojewódzkim funduszu, postanowiłem spróbować swoich sił w tym kierunku. Tym bardziej, że Wielkopolska słynie z tradycji dobrej pracy, podobnie zresztą jak Śląsk. Już w przeszłości Wielkopolanie pokazali, że dobrze sprawdzali się na Śląsku, to myślę, że też Ślązak poradzi sobie w Wielkopolsce.
- Czy nie uważa pan, że przez niektóre osoby decyzja ta może być odbierana, jako rezygnacja z ambicji zawodowych. Pełnił pan przecież już bardziej znaczące funkcje, jak chociażby szefa NFZ?
- Zgadza się, ale byłem też szefem Śląskiej Kasy Chorych i także dobrze sobie radziłem. Nie trzeba w życiu być tylko ministrem. Jeśli człowiek jest otwarty i czuje, że ma coś do zrobienia, to może realizować się w różnych rolach i na różnych stanowiskach.
Znam trochę sytuację w Wielkopolsce i to, co na pewno chciałbym zrobić, to uporządkować pewne sprawy organizacyjne. Na pewno poszedłbym tą samą drogą, co na Śląsku. Wprowadziłbym te zasady, które wówczas się sprawdziły, a więc chociażby równe traktowanie świadczeniodawców. Zresztą sama ustawa tak przewiduje.
Nieważne powinno być, czy świadczeniodawca jest podmiotem publicznym czy prywatnym, czy świadczył już usługi w ramach kontraktu z NFZ , czy nie, ale jakość usług, które oferuje. Oczywiście równe traktowanie w ramach tego na ile przepisy pozwalają.
- Jak zamierza pan sprawdzać rzetelność oferowanych przez świadczeniodawców usług? Czy miałoby to opierać się na kontrolach?
- Oczywiście tak. Zawsze byłem zdania, że mechanizmy kontrolne, odpowiednio wprowadzane i egzekwowane, są niezwykle ważnym narzędziem dyscyplinującym. Zresztą tak samo postępowaliśmy na Śląsku. Tylko, że ja dość specyficznie pojmuję to narzędzie. Dla mnie kontrola powinna służyć wzajemnej nauce i poprawianiu stanu zastanego, a nie ściganiu za błędy czy robieniu z tego sensacji.
Kiedy byłem jeszcze dyrektorem Śląskiej Kasy Chorych, zawsze mówiłem swoim pracownikom, że płatnik ma tylko pieniądze, a system tworzą wszyscy: lekarze, świadczeniodawcy, no i oczywiście fundusz. NFZ musi bowiem zdawać sobie sprawę z tego, że bez świadczeniodawców jest niczym. Mamy pieniądze ale usług nie potrafimy świadczyć.
Chciałbym przywrócić też rangę negocjacjom. Pamiętam, jak kiedyś kasy chorych oskarżono o dyktat. Ja natomiast myślę teraz, że to były złote czasy negocjacji...
- Jak pan ocenia swoje szanse?
- Złożyłem aplikację i czekam spokojnie na dalszy przebieg wydarzeń. Nie emocjonuję się tym za bardzo. Cokolwiek się wydarzy przyjmę to ze spokojem.
- Czy nie obawia się pan zarzutów ze strony przeciwników politycznych, że szuka pan sobie ciepłej posadki, bo zbliżają się wybory, a szanse PJN na wygranie są niewielkie?
- Ja trochę znam opiekę zdrowotną i wydaje mi się, że mogę w tym zakresie jeszcze sporo dobrego zrobić. Dlatego najpierw należy zadać sobie pytanie, czy w Polsce potrzeba fachowców, czy też nie. Czy też każdy fachowiec ma być oskarżany o realizowanie jakiś własnych interesów? Ja naprawdę mam z czego żyć, więc nie w tym rzecz. Wydaje mi się, że warto byłoby coś dobrego zrobić, jeśli się potrafi. A ja, w moim odczuciu, do takich ludzi należę. Dlaczego więc nie spróbować?
Czytaj więcej: Andrzej Sośnierz | konkurs na dyrektora | konkurs na dyrektora oddziału NFZ
Wadowice: rozpoczęła się rozbudowa szpitala