Nadal nie wiadomo, czy postulowany przez większość posłów wzrost składki zdrowotnej z 9 do 12 proc. znajdzie się wśród rządowych propozycji zmian w systemie ochrony zdrowia.
Paweł Graś, rzecznik rządu, zaznacza, że decyzja o podniesieniu składki od przyszłego roku jeszcze nie zapadła. Dodaje jednak, że jest to element prac rządu. Punktem spornym jest, kto ma sfinansować wzrost składki do NFZ – czy ubezpieczeni, co oznacza niższe pensje, czy budżet?
Z sondy przeprowadzonej przez Dziennik Gazetę Prawną wśród posłów wynika, że wszystkie kluby parlamentarne opowiadają się za podniesieniem składki.
– Wzrost jest niezbędny. Obecne nakłady na lecznictwo nie odpowiadają potrzebom pacjentów – uważa Joanna Mucha, posłanka PO, członek sejmowej komisji zdrowia. Jednak jej zdaniem podwyżka składki już od przyszłego roku jest dyskusyjna ze względu na spowolnienie gospodarcze.
Posłowie opozycji mają gotowy projekt ustawy w tej sprawie. – Składka powinna wynosić 12 proc. Jej wzrost nie powinien jednak obciążać ubezpieczonych – mówi Bolesław Piecha, poseł PiS i przewodniczący sejmowej komisji zdrowia. Takie stanowisko popierają również członkowie klubu PSL oraz Lewicy. Zdaniem tego ostatniego składka powinna wzrosnąć nawet do 13-14 proc.
Zdaniem posłów wzrost składki musi być jednak rekompensowany przez budżet, a nie przez ubezpieczonych. A to oznacza dodatkowe wydatki. Wzrost składki o 1 punkt procentowy oznacza konieczność znalezienia w kasie państwa ok. 5 mld zł rocznie.
Czytaj więcej: Joanna Mucha | Bolesław Piecha | składka zdrowotna | Paweł Graś | podwyżka składki zdrowotnej
Wadowice: rozpoczęła się rozbudowa szpitala
A emeryci i ludzie chorzy dalej nie mają dostępu do leczenia. Jak chory człowiek ma czekać miesiąc do specjalisty, to jest chore tak jak nasze państwo.
Niech sejm uchwali eutanazję ludzi w wieku emerytalnym i problem się rozwiąże.