Rynek w ochronie zdrowia? Tak, ale myślmy, co robimy

Jeśli przyjmiemy, że w ochronie zdrowia obowiązują zasady wolnego rynku, to wtedy musimy zgodzić się, że nie ma solidaryzmu i każdy płaci tyle, ile chce i może - mówi w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl Stanisława Golinowska, profesor nauk ekonomicznych w Collegium Medicum UJ, ekspert w dziedzinie ekonomiki zdrowia, polityki społecznej i rynku pracy.

Rynek Zdrowia: - Ile konkurencji powinno być w ochronie zdrowia?

Prof. Stanisława Golinowska: - Konkurencja ma zasadnicze znaczenie w gospodarce, na dobrze działającym rynku. Ale, gdyby w sektorze zdrowotnym działał wyłącznie mechanizm rynkowy, dostęp byłby ograniczony do pacjentów posiadających odpowiednią zdolność do płacenia, a sektor rozwijaliby tylko te usługi, na które zgłaszaliby popyt zamożniejsi.

Wprowadzenie na taki rynek pośrednika w postaci prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych przyniosłoby pewne korzyści dla grup o średnich dochodach - obrona przed katastrofalnymi wydatkami gospodarstw domowych, gdy ktoś zachoruje, ale dostęp osób biedniejszych i o wyższym ryzyku chorobowym byłby nadal ograniczony.

- Było orzeczenie sądu antymonopolowego, że należy równo traktować wszystkie podmioty ubiegające się o publiczne pieniądze, w związku z czym NFZ postanowił, że nie będzie już preferował świadczeniodawców, których od dawna finansował. To krok w stronę tak wyczekiwanej równości podmiotów na rynku usług zdrowotnych...

- Organ antymonopolowy może wypowiadać się jedynie odnośnie sektorów, w których działa mechanizm rynkowy. Natomiast NFZ nie jest instytucją rynkową. To fundusz społeczny, który powstał na podstawie przymusu opłacania składki na usługi zdrowotne. Ten przymus jest uzasadniony tym, że ubezpieczeni będą mieli dostęp do gwarantowanych usług, dobrej jakości i w warunkach bezpiecznych oraz szanujących godność człowieka.

Równość dostępu dotyczy pacjenta, a nie producenta. Zatem Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz sąd antymonopolowy w ogóle nie powinny zabierać głosu na temat reguł, którymi posługuje się NFZ.

Powinien raczej zabrać głos w sprawie innej sytuacji, a mianowicie w przypadku Porozumienia Zielonogórskiego, które przed laty - dzięki zmowie niepublicznych przychodni - wyegzekwowało niższy zakres świadczeń POZ i wyższą stawkę kapitacyjną i w ten sposób przyczyniło się de facto do upadku instytucji leczącego lekarza rodzinnego.

W działania Funduszu trzeba ingerować wówczas, gdy nie przestrzega zasad związanych z istotą ubezpieczenia społecznego (dostępności i sprawiedliwości), pozostaje w niezgodzie z etyką, jest niegospodarny i nie kieruje się kryteriami jakości usług medycznych.

Co do argumentu NFZ, preferującego znanych już świadczeniodawców wątpliwości może budzić to, czy takie kryterium ma związek z większym dostępem, wyższą jakością i efektywnością działania.

- Wracając do urynkowienia ochrony zdrowia - wiele aktów prawnych wskazuje rozwiązania rynkowe. I orzeczenie sądu, i działanie NFZ, przede wszystkim reforma ochrony zdrowia potwierdzają, że w tym kierunku będziemy zmierzać.

- Jeśli przyjmiemy, że w ochronie zdrowia obowiązują zasady wolnego rynku, to wtedy musimy zgodzić się, że nie ma solidaryzmu i każdy płaci tyle, ile chce i może, a ryzyko zdrowotne jest większe dla mniej zamożnych, starszych i słabszych.

Gdy świadczeniodawcy chcą korzystać ze społecznych funduszy, to muszą przystać na to, że środki te sprzyjają tylko zdrowiu i leczeniu pacjentów, przestrzegają gospodarności, lecz nie pomnażają zysku właścicielom. Są więc głównie non-profit a nie for-profit. Taki świadczeniodawca będzie posługiwał się raczej analizami HTA niż reklamą i marketingiem.

Zdarza się, że tę umowę społeczną chcą podważyć różne grupy interesów. Problem bowiem polega na tym, że gdy publiczny sektor zdrowotny jest tradycyjnie bardzo duży (w krajach UE jest to reguła), to obszar stricte rynkowy, dla ludzi którzy mogą sami zapłacić, jest dla rozwoju znaczących prywatnych interesów zbyt wąski.

Dlatego inwestorzy wchodzą zwykle tam, gdzie rynek zbytu ma szanse na rozwój. Pomieszanie z poplątaniem zaczyna się wówczas, gdy roszczenia do tego rynku przypisuje się głównie funduszom społecznym.

Słynny ekonomista zdrowia z harvardzkiej szkoły zdrowia publicznego, prof. William Hsiao napisał kilka bardzo dobrych dydaktycznie tekstów o ”nienormalnym rynku” w sektorze zdrowotnym, ostrzegając kraje postkomunistyczne przed rozciąganiem zasad rynkowych na sektor ochrony zdrowia.

Niebezpieczeństwo zachłyśnięcia się zasadami wolnej gry rynkowej, nieujawniające się od razu, może przynieść poważne negatywne skutki nie tylko o charakterze społecznym, ale także zdrowotnym.

- Naukowcy swoje, a życie swoje. W polskim prawie i w orzecznictwie NFZ traktowany jest jak przedsiębiorstwo.

- To nieporozumienie. Jako ekonomistka nie rozumiem także, dlaczego szpital w nowym ustawodawstwie nazwany został przedsiębiorstwem. Czy w intencji polityków, którzy przyczynili się do uchwalenia tej ustawy, chodzi o to, żeby właścicielom przyświecał cel ekonomiczny, a nie zdrowotny? Przecież nie można chyba mówić, że są to cele tożsame i że zawsze istnieje pozytywna korelacja między zyskiem placówki oraz zdrowiem mieszkańców w jej oddziaływaniu.

- Pytając nieco prowokacyjnie - czy społeczeństwo odniosłoby większą korzyść, gdyby w sektorze zdrowia więcej spraw regulować centralnie?

- Nie popadajmy w skrajność. Zacznę od tego, że popieram rynek, tam, gdzie on działa. Państwo powinno zrobić wszystko, aby na tych obszarach promować i regulacyjnie oraz infrastrukturalnie wspierać przedsiębiorstwa i przedsiębiorczość. A na pewno nie przeszkadzać. Dlatego nie rozumiem ostatnich regulacji w sektorze aptecznym, w którym rynek akurat się sprawdził. Natomiast tam, gdzie rynek jest zawodny z powodu charakteru dóbr, potrzebne są państwowe regulacje i instytucje.

Problem jednak z tym, że państwo bywa często zawodne, szczególnie w warunkach młodej demokracji i niskiego jeszcze poziomu rozwoju kraju. Zbyt tanie państwo zwykle nie jest efektywne. Efektywne państwo wymaga inwestycji w odpowiednią jakość działania instytucji publicznych. Instytucje te muszą posiadać odpowiedniej jakości kadrę, informację, analizę oraz ekspertyzę.

NFZ powinien dysponować odpowiednimi kryteriami i metodami pozwalającymi na dokonanie optymalnego wyboru. Jako płacący składki obywatele domagajmy się tego od polityków, urzędników i mediów. Kontrolujmy ten proces!

- Czy w wyniku działania ustawy o działalności leczniczej, czyli poprzez rynkową weryfikację lecznic, może ukształtować się w Polsce optymalna sieć szpitali zapewniających dostępność do świadczeń?

- Jakaś sieć powstanie, ale powinien to być przedmiot dogłębnej analizy. Sieć powinna być opracowana przez zewnętrznych ekspertów, a jej zasady przyjęte w drodze ustawy. Bez oparcia o taką sieć, powstanie sytuacja społecznie i zdrowotnie niebezpieczna. Placówki będą się orientować na zysk i pełne pokrycie kosztów terapii.

Już uruchomiony został proces, którego efekt społeczny i zdrowotny jest zupełnie nieznany. Z jednej strony powstają liczne nowe placówki z nadzieją na zyski, pochodzące także ze środków publicznych. A z drugiej - samorządy - a nie są one w dobrej kondycji finansowej - będą zmuszone sprzedawać lub może i zamykać zadłużone szpitale.

Jednym słowem przyjęto rozwiązanie będące nadzieją fiskalną, że proces zadłużania się szpitali zostanie zahamowany. Nie uwzględniono jednak wymogu dostępności i kompleksowości usług zdrowotnych na danym obszarze. 


Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH