Raport GUMed: ewidentny konflikt interesów

Prof. Paweł Buszman, przewodniczący Rady Nadzorczej American Heart of Poland SA (Polsko-Amerykańskie Kliniki Serca) polemizuje z tzw. raportem GUMed, dotyczącym m.in. selekcji pacjentów przez prywatne lecznice. - NFZ, mając własne dane nie tylko z Pomorza, ale również całej Polski, powinien sam sprawdzić postawioną tezę - podkreśla prof. Buszman.

Pan Ryszard Dubiela, Przewodniczący Rady Pomorskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ, zwrócił się do Rektora Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego (GUMed) o ekspertyzę dotyczącą selekcji i odmowy leczenia trudnych chorych w ośrodkach prywatnych. To tak, jakby UEFA poprosiła polskiego arbitra o prowadzenie meczu Polska-Rosja. Żaden decydent UEFA by tego nie zrobił w obawie o stronniczość i ewidentny konflikt interesów.

Kryteria i argumenty

Oczywistym jest, że Rektor GUMed, zawiadujący dużymi szpitalami klinicznymi, wybudowanymi ze środków ministerialnych i z postawionym zadaniem leczenia chorych trudnych i nietypowych, będzie starał się podkreślić to w swojej opinii oraz pokazać wyższość dużych placówek publicznych nad małymi szpitalami prywatnymi. Prawdopodobnie każdy na jego miejscu zrobiłby to samo.

NFZ, mając własne dane nie tylko z Pomorza, ale również całej Polski, powinien sam sprawdzić postawioną tezę. Proszę zwrócić uwagę, jakimi informacjami dysponuje GUMed i jakimi argumentami się posługuje: główne kryterium oceny ciężkości hospitalizowanego chorego to długość jego hospitalizacji.

Czytaj. Raport GUMed: czy resort zdrowia zdecyduje się na stworzenie podobnej, ogólnopolskiej analizy


Oczywiste jest, że szpital prywatny - mniejszy i sprawniej zarządzany - będzie wykazywał krótszy okres pobytu pacjenta niż szpital publiczny. W szpitalu publicznym rzadko liczy się koszty, zwykle jest sporo łóżek, a NFZ płaci za długość pobytu - czemu zatem nie przytrzymać chorego dłużej, by otrzymać od Funduszu wyższą kwotę?

O czasie hospitalizacji
Problem, który rozpatruje NFZ w Gdańsku był sprawą bardzo głośną na Śląsku 10 lat temu, kiedy duże szpitale kliniczne zarzucały, że w I Oddziale Kardiologii Inwazyjnej Polsko-Amerykańskie Kliniki Serca w Ustroniu, wykonywane są specjalistyczne zabiegi na bazie krótkoterminowej hospitalizacji. Sugerowano, że jest to niebezpieczne dla chorych, a powikłania po zabiegach wykonywanych w Ustroniu leczą szpitale publiczne.

Aby uporać się z tak poważnym zarzutem poprosiłem pracownika ówczesnej Kasy Chorych, aby - wykorzystując bazę danych w systemie komputerowym płatnika oraz udostępniając pełną dokumentację kliniczną chorych - porównał w sposób nie budzący zastrzeżeń merytorycznych, grupy chorych poddanych diagnostyce i leczeniu choroby wieńcowej na bazie krótkiej hospitalizacji w naszym ośrodku oraz długiej hospitalizacji w ośrodkach referencyjnych.

Analizie poddano zarówno czas hospitalizacji, dane demograficzne i stan kliniczny chorych, jak również wczesne i roczne wyniki leczenia oraz roczny koszt leczenia chorych dla płatnika. Okazało się, że pomimo ponad 7-krotnie dłuższego pobytu chorych w ośrodkach referencyjnych (czytaj: klinicznych) nie tylko stopień zaawansowania i złożoność zabiegów w ośrodku AHP była większa, ale również odnotowano mniejszą liczbę powikłań, jak i sumarycznie niższy roczny koszt diagnostyki i leczenia chorych w tym ośrodku.

W oparciu o te obiektywne dane i naukową analizę danych, lekarz-pracownik NFZ przedstawił tezy rozprawy doktorskiej wskazującej, że diagnostykę i leczenie choroby wieńcowej można skutecznie przeprowadzić na bazie krótkoterminowej, jednodniowej hospitalizacji obniżając tym koszty dla płatnika.

Oczywistym jest, że długa hospitalizacja nie jest korzystna dla chorego, bo wiąże się z podwyższeniem ryzyka zakażeń wewnątrzszpitalnych, popełnienia błędu lekarskiego lub pielęgniarskiego, narażeniem na ryzyko niepotrzebnie wykonywanych zabiegów oraz większym stresem dla pacjenta.

W szczególności u osób starszych, a więc potencjalnie trudniejszych i o większym ryzyku, przedłużanie hospitalizacji wiąże się z ryzykiem wystąpienia zaników mięśniowych, zakrzepicy obwodowej i zatorów płucnych oraz wszelkiego rodzaju infekcji, w tym ciężkiego zastoinowego zapalenia płuc.

Przedłużenie hospitalizacji często o 1-2 dni, tylko po to aby sprawozdać wyższą wycenę procedury do NFZ może skończyć się dla takich chorych ciężkim powikłaniem lub nawet zgonem.

„Łatwiejsi chorzy”
Podobne zarzuty leczenia „łatwiejszych chorych“ i skracania hospitalizacji, kierowano kilka lat później w stosunku do sieci małych ośrodków kardiologicznych PAKS leczących ostre zespoły wieńcowe na bazie całodobowych dyżurów hemodynamicznych. Tym razem w sukurs przyszły dane z rejestru PL-ACS, czyli Ogólnopolskiego Rejestru Ostrych Zespołów Wieńcowych, prowadzonego przez Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

Wykorzystując dane z tego rejestru porównano dane demograficzne i wyniki leczenia chorych leczonych w dużych ośrodkach dysponujących m.in. zapleczem kardiochirurgicznym (czytaj: ośrodki kliniczne) z małymi ośrodkami (w większości prywatnymi) bez zabezpieczenia kardiochirurgicznego.

Pierwszą rzeczą, która rzuciła się w oczy było kilkakrotnie większe opóźnienie przedszpitalne i dwukrotnie dłuższe wewnątrzszpitalne w dużych ośrodkach referencyjnych. To znaczne opóźnienie w rozpoczęciu leczenia w tych ośrodkach w oczywisty sposób musiało się odbić na ciężkości stanu klinicznego przyjmowanych chorych (np. więcej wstrząsów kardiogennych).

Szczegółowa analiza porównawcza chorych w poszczególnych grupach ryzyka wykazała istotnie lepsze wczesne i odległe wyniki leczenia OZW (30-dniowa i roczna przeżywalność) w małych ośrodkach (a więc głównie prywatnych) w każdej z grup ryzyka.

Wyraźnie widać zatem, że prywatne inwestycje w kardiologię przyczyniły się do poprawy dostępności chorych do nowoczesnej diagnostyki, leczenia choroby wieńcowej i przeżycia chorych w ostrym zespole wieńcowym. Statystyki GUS wskazują zaś, że w okresie ostatnich 10-12 lat zaobserwowano spadek liczby zgonów tylko w zakresie przyczyn sercowych, i to głównie w chorobie wieńcowej. Zatem rola sektora prywatnego w tym zakresie jest niepodważalna.

Wyceny procedur
Co do leczenia niewydolności serca - chętnie się tym zajmiemy, pod warunkiem, że otrzymamy tak samo duże kontrakty na procedury limitowane w kardiologii (czyli hospitalizację i wykonywanie zabiegów implantacji ICD i CRT) co oddziały publiczne. Zwykle NFZ przyznaje na procedury planowe prywatnej kardiologii nie więcej niż 10-20% całego kontraktu, podczas gdy oddziały publiczne otrzymują ponad 50% zakontraktowanych punktów na procedury planowe.

Środki NFZ wykorzystywane byłyby lepiej, gdyby przeznaczono je na leczenie niewydolności serca w prywatnych ośrodkach, zamiast płacić kardiologicznym szpitalom publicznym za zabiegi o nieudokumentowanym wpływie na odległe przeżycie, takie jak kosztowne zamykanie PFO lub mało skuteczne, wieloetapowe i niekompletne zabiegi radiofrekwencyjnej ablacji migotania przedsionków...

Zapewniam, że z punktu widzenia epidemiologii i wskaźników statystycznych umieralności z powodu tego schorzenia, efekt będzie taki sam jak w przypadku leczenia ostrych zespołów wieńcowych.

Na koniec pozostaje pytanie, czy brak zainteresowania inwestora prywatnego oddziałami i dyscyplinami bardzo nisko wycenionymi przez NFZ może być zarzutem w stosunku do sektora prywatnego, który nie może liczyć na dotacje organu założycielskiego, płaci podatki od zysku (szpitale publiczne są zwolnione od podatku!), zaś amortyzację wykorzystuje jako rzeczywiste źródło finansowania zakupu nowego sprzętu, a nie jako bufor kontrolowanej straty.

Czy samodzielny szpital publiczny powinien prowadzić działalność medyczną, która przynosi straty i czemu zakłady publiczne nie protestują przeciwko zbyt niskiej cenie za niektóre procedury? Czemu wskazuje się kardiologię, jako dyscyplinę, której trzeba zabrać pieniądze, a nie szuka się środków na „deficytowe“ procedury w rocznych wzrostach budżetu NFZ?

Czym jest taki raport?
Łatwo zepsuć coś, co działa dobrze i daje doskonałe wyniki epidemiologiczne w skali całego kraju. A więc może trzeba brać wzór z kardiologii, czyli równać w górę, a nie w dół? Skądinąd wiemy, że prywatne firmy prowadzą różną działalność szpitalną, w tym prowadzą szpitale powiatowe, które dobrze zarządzane potrafią zbilansować się w oparciu o działania w podstawowym zakresie (w tym chirurgii ogólnej, interny i pediatrii).

Czy zatem raport GUMed to nie jest brutalna próba wymuszenia większych wycen za te same procedury, ale wykonywane w szpitalu publicznym? Czy nie jest to po prostu prywatna opinia ośrodka, który pragnie petryfikacji starego i nieekonomicznego dla NFZ systemu, ograniczającego dostęp chorego do usług?

Dlaczego NFZ sam nie przeprowadził własnej, profesjonalnej i naukowej analizy, opartej o dane, które posiada we własnych bazach?

Czy należy niszczyć prywatne ośrodki, które są bardziej przyjazne dla chorych, dają lepszy efekt merytoryczny i ekonomiczny dla NFZ? Odpowiedź pozostawiam czytelnikom i niezawisłym ekspertom.

Prof. dr hab. Paweł Buszman

PS.
W oddziale PAKS w Ustroniu na ścianie wisi prezent od jednej z naszych pacjentek: góralska stolniczka z napisem „Ostatnia deska ratunku“. Chorej odmawiano kompleksowego leczenia w klinikach publicznych, bezpłatną pomoc znalazła dopiero w ośrodku prywatnym.


Śródtytuły od redakcji.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH