Wojciech Kuta/Rynek Zdrowia | 01-12-2018 07:57

Przemysł tytoniowy nie śpi, czyli naukowcy wciągani do badań czy marketingu?

- Wyrafinowany, profesjonalny, a zarazem brutalny i nieetyczny marketing społeczny przemysłu tytoniowego zachęca młodych ludzi do sięgania po nowe wyroby tytoniowe i e-papierosy - mówi prof. Tomasz Zdrojewski, przewodniczący Komitetu Zdrowia Publicznego PAN. Polityka antynikotynowa w Polsce wymaga dostosowania do zmieniających się warunków otoczenia - podkreślają eksperci.

Szybko rośnie liczba osób używających e-papierosy i podgrzewany tytoń; FOT. Mike Mozart of The Toy Channel (CC BY 2.0)

Rząd planuje zmiany w tzw. ustawie antynikotynowej. Wprowadzony ma zostać m.in.: zakaz palenia w samochodach, w których przewożone są dzieci; obowiązek umożliwienia przez przedsiębiorców właściwemu organowi Państwowej Inspekcji Sanitarnej pobrania próbki papierosów; wdrożenie systemu "track and trace" - znakowania paczek papierosów niepowtarzalnym identyfikatorem w celu ich śledzenia od producenta do konsumenta.

Rocznie 57 miliardów zł puszczamy z dymkiem
Eksperci przyznają jednak, że oprócz przepisów konieczna jest bardziej skuteczna niż dotychczas edukacja podnosząca społeczną świadomość zagrożeń związanych z nikotynizmem i rozbudowanie sieci poradni leczących osoby z tym uzależnieniem.

- Rocznie leczenie szeroko rozumianych chorób odtytoniowych w Polsce pochłania ok. 50 miliardów złotych, a kolejne 7 miliardów to koszty związane z utratą produktywności - przypomina dr Łukasz Balwicki z Zakładu Zdrowia Publicznego i Medycyny Społecznej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Podczas niedawnej XI Konferencji Kardiologia Prewencyjna w Krakowie eksperci wskazywali, że tych ogromnych kosztów nie równoważą wpływy do budżetu państwa z akcyzy na wyroby tytoniowe, sięgające rocznie ok. 18 miliardów zł.

Oczywiście w ostatnich latach w Polsce osiągnęliśmy sukcesy w walce z nikotynizmem. - W latach 70. ubiegłego wieku paliło w naszym kraju 60% mężczyzn, a w liczbach bezwzględnych, w odniesieniu do wszystkich Polaków, paliło 15 mln osób. Obecnie pali 8,5 mln. Wciąż jednak nie jesteśmy w czołówce UE. Są kraje, jak Szwecja, gdzie odsetek palących osiągnął wartość jednocyfrową, tam pali tylko 9% mieszkańców - mówiła podczas tegorocznego Kongresu Wyzwań Zdrowotnych dr Magdalena Cedzyńska z Zakładu Epidemiologii i Prewencji Nowotworów w Centrum Onkologii w Warszawie.

Spoczęliśmy na laurach
Dobre rezultaty przyniosła też obowiązująca od 2010 roku ustawa o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych (tzw. ustawa antynikotynowa). Problem w tym, że mimo różnych programów, akcji i kampanii społecznych, od dwóch lat średnia liczba palaczy w Polsce nie zmienia się. Co gorsza, przybywa palących w niektórych grupach, m.in. wśród młodych kobiet. Co więc zacięło się w antypapierosowej machinie?

- Niestety, można powiedzieć, że w Polsce w ogóle nie leczymy uzależnienia od tytoniu. Zgodnie z danymi za sierpień 2018 r., zajmują się tym zaledwie 94 placówki podstawowej opieki zdrowotnej - na istniejących w kraju ponad 6600 placówek POZ - oraz tylko 10 poradni specjalistycznych - informuje dr Balwicki.

Dr Magdalena Cedzyńska przypomina, że od 2005 roku NFZ prowadzi program pn. „Profilaktyka chorób odtytoniowych”. - Ten progam musi być lepiej skrojony, gdyż ma sporo ograniczeń. Dlatego liczba poradni prowadzących leczenie uzależnienia od tytoniu w niektórych województwach spadła w ostatnich latach aż o 90 procent. Musimy szkolić lekarzy w tym kierunku. Dobrze więc, że takie szkolenia są już jednym z elementów Narodowego Programu Zdrowia - podkreśla dr Cedzyńska.

Zakaz reklamy wyrobów tytoniowych? To iluzja
Eksperci zwracają uwagę, że droga wiodąca do dalszej redukcji liczby „tradycyjnych palaczy” oraz osób używających e-papierosów w Polsce nie będzie łatwa.

- Okazuje, że zakaz reklamy wyrobów tytoniowych, usankcjonowany ustawą o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu - jest w Polsce iluzją. Wystarczy przyjrzeć się niektórym pubom czy innym lokalom gastronomicznym, które często są wręcz „obrandowane” materiałami promującymi nowy rodzaj wyrobów - tzw. podgrzewanych tytoń - podaje przykład dr Balwicki.

Przypomnijmy, że aerozole z podgrzewanym tytoniem są nową technologią na rynku - idącą krok dalej od e-papierosa. Na niebezpieczeństwa związane ze strategią koncernów tytoniowych, mającą zwiększyć sprzedaż tych produktów zwraca uwagę Jarosław Pinkas, Główny Inspektor Sanitarny, konsultant krajowy w dziedzinie zdrowia publicznego.

Tak działa ten biznes
- Dane z "Euromonitor International" pokazują, że do 2021 roku rynek tradycyjnych papierosów odnotuje stratę w wysokości ok. 7,7 miliarda dolarów, która ma zostać w tym samym czasie zrekompensowana wzrostem sprzedaży produktów podgrzewających tytoń o 13,2 mld dolarów - podaje Jarosław Pinkas.

Podkreśla, że koncerny tytoniowe podejmują liczne działania mające na celu zachęcenie palaczy do przejścia na podgrzewany tytoń. Strategia jednego z koncernów zakłada, że do 2025 r. sprzedaż produktów podgrzewających tytoń stanowić będzie już 30 proc. przychodów tej firmy.

Prof. Tomasz Zdrojewski z Katedry Nadciśnienia Tętniczego i Diabetologii GUMed, przewodniczący Komitetu Zdrowia Publicznego PAN wprost mówi o tym, że wyrafinowany, finezyjny, profesjonalny, a zarazem brutalny i nieetyczny marketing społeczny przemysłu tytoniowego zachęca - szczególnie młodych ludzi - do sięgania po nowe wyroby tytoniowe i e-papierosy.

- Niedawno uczestniczyłem w ostrej dyskusji w Polskiej Akademii Nauk z niektórymi polskimi naukowcami, którzy - powiem to eufemistycznie - w głupi sposób zgodzili się na udział w pewnych badaniach - zaznaczył Tomasz Zdrojewski. Przypomnijmy, że chodzi, między innymi, o badania mające dowodzić mniejszej szkodliwości podgrzewanego tytoniu w aerozolu niż dymu z klasycznego papierosa.

Konsekwencje używania nowych produktów tytoniowych
Jarosław Pinkas zwraca uwagę, że konsekwencje zdrowotne wynikające z używania e-papierosów i produktów podgrzewających tytoń nie zostały dostatecznie poznane. - Co więcej, dostępne dowody wskazują, że e-papieros nie stanowi skutecznej metody wspomagającej rzucenie palenia, a jedynie alternatywną formę dostarczania nikotyny do organizmu. Dlatego częstość stosowania tych produktów wymaga stałego monitorowania - mówi Główny Inspektor Sanitarny.

Przyznaje, że w Polsce cały czas rośnie popularność e-papierosów, stają się wręcz modne. - To jest dramat, a nie mniejsze zło, bo e-papierosy też są szkodliwe. Ponadto "wapowanie" wciąga do palenia zwykłych papierosów - mówi Jarosław Pinkas. -  Z badań już wiemy, że e-papierosy powodują, między innymi, wzrost częstości akcji serca i ciśnienia tętniczego krwi, indukcję stresu oksydacyjnego oraz dysfunkcje komórek nabłonka - wyliczał konsultant krajowy w dziedzinie zdrowia publicznego.

Z badań prowadzonych przez Zakład Zdrowia Publicznego i Medycyny Społecznej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego wynika, że elektroniczne wyroby tytoniowe często stanowią inicjację, wprowadzenie do palenia tradycyjnych papierosów. - Nasze badania dowodzą, że między 2011 a 2014 rokiem w Polsce nastąpił ogromny wzrost używania e-papierosów wśród młodzieży. Co gorsza, do 2016 roku, w wśród badanych osób nastąpił prawie 50-procentowy wzrost tzw. dual users, czyli tych, którzy używają zarówno e-papierosy, jak i palą tradycyjne papierosy - informuje dr Łukasz Balwicki.

Jaką strategię przyjęły inne kraje, co wybierze Polska?
Jak wskazuje Jarosław Pinkas, za kraj wolny od tytoniu uznaje się, gdy odsetek palących mieści się w granicach od 5 do 10%: - W Polsce mamy na razie 24% palącego społeczeństwa - przypomina i dodaje: - Przed nami więc daleka droga, ale powinniśmy nią podążać. Są kraje, w których przyjęto już tzw. strategię endgame, czyli zakładającą redukcję tego wskaźnika do maksymalnie 5%.

Do tak niskiego odsetka palaczy dążą, między innymi: Nowa Zelandia i Szwecja - do 2025 r.; Finlandia i Dania - do 2030 r.; Kanada - do 2035 roku.

Eksperci zaznaczają, że nawet jeśli w Polsce wybierzemy mniej radykalną strategię (tzw. reduce harm), musimy działać bardziej skutecznie. Zgodnie też przyznają, że ustawa antynikotynowa z 2010 r. była ogromnym sukcesem. - Strefy w miejscach publicznych wolne od tytoniu, w tym m.in. lokale gastronomiczne - to była rewolucja wymagająca kilku lat przygotowań, rozmów z różnymi środowiskami, porozumienia między ministerstwami. Dzisiaj nadal właśnie uzgodnienia międzyresortowe są najtrudniejszym i najdłużej trwającym etapem wdrażania różnych elementów zdrowia publicznego - przyznaje poseł Beata Małecka-Libera, była wiceminister zdrowia.

Nowe warunki wymagają nowej polityki
- Dzisiaj kanałem promocji i dystrybucji nowatorskich wyrobów tytoniowych stały się media społecznościowe. Nasza polityka antynikotynowa wymaga więc dostosowania do zmieniających się warunków otoczenia - podkreśla Jarosław Pinkas.

- Trzeba wprowadzić rzeczywisty nadzór nad przestrzeganiem zakazu reklamy i promocji wyrobów tytoniowych. Musimy przejąć narrację dotyczącą tytoniu w komunikacji ze społeczeństwem. Należy też zaoferować palaczom dostępną i skuteczną pomoc - wylicza dr Łukasz Balwicki.

Z kolei wiceminister zdrowia Zbigniew Król zauważa, że podstawą sukcesu w walce z nikotynizmem jest skuteczna edukacja podnosząca społeczną świadomość zagrożeń związanych z tym nałogiem.

- Polska jest obecnie czwartym na świece producentem tradycyjnych papierosów. Mamy też największy odsetek osób używających e-papierosy. Batalia antynikotynowa nie będzie więc łatwa. Musimy w tej materii doprowadzić do współdziałania kliku ministerstw. Poza tym żadne akcje i programy nie pomogą, jeśli nie przekonają ich adresatów, że palenie naprawdę zagraża ich zdrowiu i życiu - podsumowuje wiceszef resortu zdrowia.

Wypowiedzi pochodzą z sesji „Czy Polskę da się wyleczyć z palenia?” podczas XI Konferencji Kardiologia Prewencyjna (Kraków, 23-24 listopada).