Prof. Maciejewski: "zielone karty" podzielą pacjentów na dwie kategorie

Wprowadzenie skierowań wydawanych przez lekarzy POZ - tzw. zielonych kart dla pacjentów z podejrzeniem nowotworu jest przedwczesne - uważa prof. Bogusław Maciejewski, dyrektor Centrum Onkologii - Instytutu Oddział w Gliwicach. - Oczekuje się bowiem od nich wydawania takich "kart" w oparciu, jak to formułują pomysłodawcy, o "intuicję onkologiczną".

Taką "intuicję" może nabyć onkolog po co najmniej kilku latach praktyki, a u lekarzy POZ, nie obrażając ich, jest ona żadna. Ponadto, przy istniejącym zgłaszaniu się chorych do onkologa bez skierowania, wprowadzenie "zielonych kart" stworzy sytuację dwóch kategorii chorych - tych "zielonokartkowców" z szybką ścieżką onkologiczną i tych bez skierowań ze ścieżką wolniejszą.

Należałoby wdrożyć pilne i intensywne szkolenia praktyczne, a nie teoretyczne dla lekarzy POZ w zakresie podstaw onkologii i wtedy można by oczekiwać ich podstawowej kompetencji w tym zakresie, ale przypuszczalnie za około 2 lata przy aktualnej koncepcji skrócenia kolejek do onkologa.

Kolejną niepokojącą sprawą jest tzw. "radioterapia hotelowa". To bezkrytyczne przeniesienie tej metody leczenia w USA i częściowo w Wielkiej Brytanii (w tym ostatnim kraju opieka onkologiczna nie należy do wzorcowej). W USA duże centra onkologiczne są otoczone hotelami dla chorych, ale tak, że są połączone łącznikami z centrum po to, aby lekarze i pielęgniarki mogli wizytować chorych w czasie popołudniowym i wieczornym.

W tych hotelach jest dostępne wyżywienie według diet ustalonych w centrum. Chory jest w rzeczywistości hospitalizowany, ale hotelowo (150-200 USD), a nie szpitalnie (1200-2000 USD!). W Polsce nie ma takiej infrastruktury. Jeżeli ktoś myśli naiwnie, że radioterapia polega wyłącznie na 25-35 seansach terapeutycznych, po których chory może "odpocząć" w hotelu, jak to podają niektóre media, to popełnia niebezpieczny błąd.

U około 70-75% chorych w trakcie radioterapii występują silne odczyny popromienne, które wymagają stałej opieki onkologa i leczenia wspomagającego, które nie jest tanie, ale jego koszt jest ujęty w ramach ceny za 1 dobę szpitalną. W radioterapii obejmującej duże obszary ciała już w 2-3 tygodnie dochodzi do takiego osłabienia chorego, że wymaga wsparcia pielęgniarki w przyjściu z oddziału szpitalnego do zakładu radioterapii.

Jeżeli chorzy będą przebywali w hotelu, kto będzie odpowiedzialny za ich opiekę poza szpitalem/centrum onkologii? Czy onkolog dyżurny opuści szpital, aby odbyć wizytę wieczorną w hotelu? Czy jeżeli dojdzie w hotelu do obrzęku krtani albo płuc (niestety, takie ryzyko istnieje podczas radioterapii), to kto udzieli natychmiastowej pomocy - właściciel hotelu czy recepcjonistka? - pytam złośliwie.

W Polsce nadal obowiązuje prawo swobodnego wyboru ośrodka onkologicznego - tak więc argument, że łóżka szpitalne zajmują chorzy spoza regionu jest nietrafiony, ale faktem jest, że hospitalizowani są przede wszystkim ci chorzy, którzy wymagają stałej opieki onkologicznej. I niech tak pozostanie.

Jeżeli już budować sieć hoteli to bardziej uzasadnioną wydaje się potrzeba rozbudowy placówek hospicyjnych dla nieuleczalnych chorych onkologicznych, bo dzisiaj ich tragedia oraz ich rodzin jest chyba niedostrzegana. Jest niemoralne, aby tacy ludzie czekali na łóżko w hospicjum aż się zwolni łóżko po chorym, który zakończył życie.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH