Prezes NRL: pakiet onkologiczny to nieudany eksperyment, który trzeba zakończyć Prezes NRL Maciej Hamankiewicz Fot. PTWP

Pakiet onkologiczny to nieudany eksperyment i należy go jak najszybciej zakończyć - przekonywali uczestnicy czwartkowej konferencji w siedzibie Naczelnej Rady Lekarskiej. Wśród negatywnych skutków pakietu wskazywali m.in. wydłużenie kolejek do lekarzy rodzinnych.

Prezes fundacji 1 czerwca Piotr Piotrowski wskazywał, że zgodnie z założeniami pakietu pełną diagnostykę pacjenta z podejrzeniem choroby nowotworowej należy wykonać w ciągu 9 tygodni. Jeśli placówka medyczna nie zrobi tego w tym czasie, NFZ zapłaci jej jedynie 70 proc. stawki. Tymczasem, jak podkreślał, sytuacje takie mogą mieć miejsce nie z winy placówki, a np. dlatego, że pacjent musi wyjechać.

Piotrowski przypomniał, że lekarz specjalista ma prawo wystawić pacjentowi kartę szybkiej diagnostyki i leczenia onkologicznego (karta DiLO) tylko w przypadku zdiagnozowania nowotworu, a nie - jak lekarz rodzinny - w przypadku podejrzenia choroby. W praktyce, jak przekonywał, powoduje to odsyłanie pacjentów przez specjalistów do lekarzy rodzinnych, by ci wystawili im kartę.

Jacek Siwiec z fundacji Watch Health Care zaznaczył z kolei, że po wejściu w życie pakietu do kilku dni wydłużył się czas oczekiwania na wizytę u lekarza podstawowej opieki zdrowotnej (POZ), z czym wcześniej nie było problemu. Podkreślił, że według danych fundacji przewidziany w pakiecie czas 9 tygodni na diagnostykę pacjenta to w rzeczywistości 21-24 tygodnie.

Prof. Lucyna Kępka z Warmińsko-Mazurskiego Centrum Onkologii w Olsztynie oceniła, że pakiet onkologiczny to "największy bubel biurokratyczny", jaki widziała w swojej karierze zawodowej. Jej zdaniem pakiet - poprzez nałożenie wymogów dotyczących m.in. wypełniania karty DiLO i zwołania konsylium w konkretnym momencie - karze lekarzy i ośrodki, które dotąd dobrze leczyły pacjentów.

Podkreśliła m.in., że po zwołaniu konsylium pacjent nie może mieć już w ramach pakietu wykonywanych żadnych badań, bo konsylium kończy etap diagnostyki. W sytuacji, gdy później potrzebne są dodatkowe badania, są one wykonywane na koszt świadczeniodawcy.

Inny wskazany przez nią problem to fakt, że po zakończeniu leczenia karta DiLO jest zamykana. W praktyce oznacza to, że pacjent z nawrotem choroby nie może mieć wykonanych badań w ramach tzw. szybkiej ścieżki, bo wcześniej musi ponownie otrzymać kartę.

Kępka zwróciła także uwagę, że w karcie można wpisać tylko jedną jednostkę chorobową, tymczasem w trakcie pogłębionej diagnostyki czasami okazuje się, że pacjent ma dwa nowotwory, dwóch różnych organów. W takiej sytuacji na wykonanie badań drugiego nowotworu pacjent musi ustawić się w "zwykłej", a nie "szybkiej" kolejce.

CZYTAJ TAKŻE

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH