Polskie dzieci tyją na potęgę: ze szkół znikną chipsy i batoniki?

4 lutego rząd pozytywnie zaopiniował poselski projekt ustawy zgłoszony przez PSL, która ma wyeliminować sprzedawanie w szkołach "śmieciowej żywności". W ocenie specjalistów od lat wskazujących na rosnący problem otyłości polskich dzieci, kierunek jest dobry. Z najnowszych badań Instytutu Żywości i Żywienia w Warszawie wynika, że aż 28 proc. chłopców i 22 proc. dziewcząt w ostatnich klasach szkoły podstawowej ma nadwagę lub jest otyłych.

- To naprawdę ostatni moment, żeby zatrzymać w Polsce epidemię otyłości - alarmował w październiku ub.r. prof. Mirosław Jarosz, dyrektor IŻiŻ, podczas konferencji prezentującej wstępne wyniki badań.

Gdzie jesteśmy?
Wskazują one, że tempo, w jakim przybywa otyłych dzieci i nastolatków jest wyższe, niż prognozowano 10 lat temu. W 1971 r. problem nadwagi i otyłości dotyczył w Polsce 10 proc. chłopców i 8,5 proc. dziewcząt. W 2005 r. ich odsetek zwiększył się odpowiednio do 21 proc. i 15 proc. W 2010 r. badania Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie wykazały, że ponad 24 proc. chłopców i blisko 18 proc. dziewcząt było otyłych lub miało nadwagę. W 2013 r. badania IŻiŻ ujawniły, że liczby te wzrosły odpowiednio do 28 proc. i 22 proc. w ostatnich klasach szkoły podstawowej.

Eksperci zwracają uwagę, że pod względem otyłości dzieci i młodzieży wyprzedziliśmy wiele krajów Europy Zachodniej, w tym Belgię, Holandię i Norwegię, o czym świadczy badanie ENERGI przeprowadzone w 2010 r. w siedmiu państwach europejskich. Największy problem otyłości dzieci dotyczy Grecji, gdzie nadmierną masę ciała ma aż 44 proc. chłopców. Najlepiej jest w Belgii (około 17 proc.) i Norwegii (15 proc.). Polska (28 proc.) uplasowała się pośrodku tabeli.

Według specjalistów dzieci tyją, ponieważ źle się odżywiają i są coraz mniej aktywne. Z najnowszych badań IŻiŻ wynika, że pierwsze śniadanie przed wyjściem do szkoły zjada jedynie 55 proc. uczniów. Jeszcze gorzej jest z drugim śniadaniem, które zabiera ze sobą do szkoły tylko 42 proc. uczniów.

Państwo reaguje
Na mocy projektowanej ustawy, która stanowi reakcję na narastający problem, w placówkach edukacyjno-oświatowych zabroniona byłaby sprzedaż m.in. chipsów oraz wysoko słodzonych napojów. PSL proponuje objęcie tym zakazem szkół, przedszkoli oraz placówek opiekuńczo-wychowawczych, w sumie 40 tysięcy jednostek, w których uczy się blisko 4,5 miliona dzieci i młodzieży.

Polskie Stronnictwo Ludowe chce zakazać sprzedaży w tych placówkach żywności o takiej zawartości nasyconych kwasów tłuszczowych, soli i cukru, które spożywane w nadmiarze mogą być przyczyną wielu przewlekłych chorób dietozależnych. Chodzi m.in. o niektóre ciastka, produkty mleczne i zbożowe, dżemy i marmolady, a także napoje gazowane i niegazowane oraz energetyzujące, przekąski, produkty typu fast food i instant. Takiej żywności nie można byłoby również reklamować, prezentować i promować na terenie szkoły i w jej otoczeniu. W przypadku naruszenia zakazu sprzedaży dyrektor placówki oświatowej miałby prawo do rozwiązania umowy z podmiotem handlowym bez zachowania terminów wypowiedzenia i odszkodowania.
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH