Jacek Wykowski/Rynek Zdrowia | 27-06-2019 05:58

Po debacie "Wspólnie dla Zdrowia": recepta jest niezła. Będzie realizowana?

Podczas podsumowującej, siódmej konferencji z cyklu "Wspólnie dla Zdrowia", minister i wiceministrowie zdrowia oraz członkowie Rady Społecznej tej debaty byli bardzo dobrej myśli. Dyskusje toczyły się jednak także w kuluarach, a wnioski z nich nie były już tak jednoznacznie optymistyczne.

FOT. Arch. RZ; zdjęcie ilustracyjne

Wtorkowa (25 czerwca) debata na Politechnice Warszawskiej stała się symboliczną klamrą zamykającą półtoraroczną pracę rady społecznej nad rekomendacjami dla polskiego systemu ochrony zdrowia. - Polacy nie chcą wywracania ochrony zdrowia do góry nogami, chaosu. System chcemy modyfikować powoli. Nie zmienimy od razu myślenia tych, którzy są przyzwyczajeni do SOR, specjalistów - podkreślał Łukasz Szumowski.

Rynek Zdrowia zapytał zarówno polityków, jak i ekspertów, czy to dobra droga, a także czy jest szansa, by tym razem wnioski z debaty doczekały się realizacji.

Gryglewicz: dobrze, że dyskusja toczy się przed wyborami
- Plusem jest to, że rekomendacje trafiają do debaty publicznej teraz. Zwłaszcza w okresie przedwyborczym. Dlaczego? Ponieważ mogą być pewną instrukcją dla partii politycznych, żeby coś implementować do własnych programów - stwierdził Jerzy Gryglewicz, ekspert rynku medycznego z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego w Warszawie.

Zauważył, że z raportem „Wspólnie dla Zdrowia” zbiegł się raport NIK, a wnioski są - według Gryglewicza - bardzo zbieżne. Przypomnijmy: pod koniec maja br., analizując wyniki ponad 70 kontroli, NIK sformułowała 32 propozycje pożądanych zmian w polskim systemie ochrony zdrowia. Ekspert zapytany o plusy i minusy efektu prac rady społecznej „Wspólnie dla Zdrowia”, wymienił zdecydowanie więcej pozytywów. 

- Przede wszystkim od wielu lat mówi się o problemie zadłużenia szpitali, zwłaszcza powiatowych. Rekomendacja rady zakłada, że istniałaby możliwość ich przejmowania (na wniosek powiatu) przez samorządy województw - zaznaczył. Stwierdził, że takie rozwiązanie jest realne do wdrożenia.

Zwrócił również uwagę, że bardzo dobrym pomysłem jest koncepcja wpływania poprzez plan finansowy NFZ na zmniejszenie wydatków na leczenie szpitalne. - Mają one rosnąć wolniej niż na AOS. Także NIK zwróciła uwagę, że jesteśmy krajem, który wydaje ok. połowy budżetu na zdrowie na lecznictwo szpitalne, które jest najdroższe - mówił.

Zaznaczył, że kolejnym dobrym rozwiązaniem jest określenie kompetencji dla poradni przyszpitalnych, które powinny pełnić rolę opieki przedszpitalnej, przeprowadzając diagnostykę, weryfikować poprawność kwalifikacji i potem zajmować się opieką po hospitalizacji.

Podkreślił, że konieczny jest wzrost nakładów i wycen procedur w AOS, zwłaszcza, że we wszystkich badaniach opinii pacjenci podkreślają, że największym problemem jest dostępność do specjalistów. - Minusy? W mojej ocenie zbyt słabo została zaakcentowana możliwość wprowadzenia finansowania niektórych procedur szpitalnych ze środków pacjenta. Chodzi o świadczenia poza koszykiem, np. zabiegi robotyczne - wskazywał. 

Później sam minister Szumowski stwierdził, że resort przyjrzy się temu pomysłowi.

Mołdach: minister zdrowia nie ma zaplecza do zmian
Robert Mołdach z Instytutu Zdrowia i Demokracji debatę „Wspólnie dla Zdrowia” podsumował krótko: - Już na pierwszym spotkaniu rok temu minister Szumowski ustawił się z boku, przyjmując rolę zleceniodawcy i przyszłego recenzenta rekomendacji ekspertów, a nie lidera merytorycznego kształtującego równolegle kontekst polityczny proponowanej reformy. Można to porównać jedynie do próby pełnienia funkcji ministra konstytucyjnego, bez zaplecza politycznego, wsparcia premiera oraz atencji innych kluczowych ministerstw. Czeka nas więc kolejna dyskusja o tym, co z tymi wnioskami zrobimy - ocenił Robert Mołdach.

Stwierdził, że reformy ministra Radziwiłła zostały kierunkowo zapisane w programie politycznym PiS na długo przed wyborami parlamentarnymi. - Dlatego potem mogły być sprawnie w sensie legislacyjnym (nie mówię o ich skuteczności) przeprowadzone - zauważył.

Zdaniem Mołdacha potencjalne reformy ministra Szumowskiego nie mają takiego umocowania, a złożone propozycje będą musiały przejść swoisty audyt polityczny. - Z wypowiedzi wiceministra Cieszyńskiego czy przewodniczącej Ochman wynika, że część tych postulatów może być trudna do akceptacji. Z drugiej strony postulaty dotyczące np. podnoszenia efektywności systemu są na poziomie operacyjnym już implementowane przez NFZ. Gra idzie więc o kluczowe pytania - źródła finansowania, podział odpowiedzialności i rozliczanie z decyzji. Czego by eksperci w tych obszarach nie proponowali, decyzja o kształcie takiej reformy to decyzja polityczna, na którą będziemy musieli zaczekać do nowej kadencji Sejmu - podsumował Robert Mołdach.

Latos: do pełnej zmiany potrzeba jeszcze dwóch kadencji
O wnioski z debat, ale przede wszystkim o ocenę skuteczności ich wprowadzenia w życie, zapytaliśmy również posła PiS i przewodniczącego sejmowej komisji zdrowia, Tomasza Latosa. Już na samym wstępnie odniósł się do szeroko komentowanego, także przy okazji debaty „Wspólnie dla Zdrowia”, raportu NIK.

- Trzeba o nim mówić także w kontekście pewnego opisu przeszłości. Część różnych postulatów, które przedstawiła NIK, została w międzyczasie zrealizowana albo jest w trakcie wdrażania - mówił.

Przyznał, że faktycznie z jednej strony wiele osób zajmujących się organizacją ochrony zdrowia w Polsce wie, co należy zrobić, by system naprawić. Z drugiej - zdaniem Latosa - brakowało tego, by problemy i rozwiązania wspólnie określić, zdefiniować i przyjąć jako pewien kierunek strategiczny działania oraz zapewnić odpowiednie finansowanie zmian.

- Teraz musimy dokonać całego szeregu zmian systemowych, które w tych wnioskach są przedstawione - w obszarze POZ, AOS, lecznictwa szpitalnego. Implementacja wymaga komplementarności, współpracy. Tego do tej pory brakowało. Jeżeli coś realizowano, to bardzo fragmentarycznie, nie patrzono szeroko - ocenił.

Jednocześnie Latos podkreślił, że do pełnej zmiany systemu potrzeba jeszcze jednej, a najlepiej dwóch kadencji. - To wymaga nie tylko wyznaczenia mapy drogowej, ale choć minimalnej zgody politycznej co do najważniejszych priorytetów. Zdrowie nie może podlegać bieżącym sporom politycznym - zaapelował.

Według Latosa ryzykiem krótkoterminowym dla zaimplementowania nowych rozwiązań jest nadchodząca kampania wyborcza, a długoterminowym - brak zgody politycznej co do najważniejszych zmian. - Apeluję, by zawrzeć pakt o nieagresji, jeśli chodzi o ochronę zdrowia - podsumował.

Ambroziewicz: system ma pomagać zagubionemu pacjentowi
- Zakończenie debat "Wspólnie dla Zdrowia" to nie koniec wszelkich dyskusji o ochronie zdrowia. To taka dziedzina, której wszyscy cały czas się uczymy - z uwagi na postęp technologiczny, zmiany demograficzne. Co wyróżniało te debaty? Przede wszystkim były prowadzone w sposób ciągły, pomiędzy oficjalnymi konferencjami wiele było spotkań roboczych, dyskusji, pracy zdalnej - tłumaczyła Beata Ambroziewicz, członek Rady Społecznej debaty i prezes Polskiej Unii Organizacji Pacjentów „Obywatele dla Zdrowia”.

- Wyszliśmy z założenia, że nie musimy odkrywać wszystkiego na nowo. Z drugiej strony chcieliśmy znaleźć i zdefiniować priorytetowe obszary oraz dojść do koniecznych konsensusów. Przykład? Zawody medyczne. Były tu starcia, ale wszyscy zgodzili się co do tego, że mają to być zawody wspierające, a nie umniejszające status lekarzy czy pielęgniarek - mówiła Ambroziewicz.

Zaznaczyła, że bardzo ważnym priorytetem na najbliższe lata będzie koordynacja na styku ochrona zdrowia - opieka społeczna. Wyraziła nadzieję, że strona opieki społecznej aktywniej włączy się w spójne przeprowadzenie pacjenta od leczenia do systemu opieki, gdzie wchodzi jako osoba niesamodzielna, niepełnosprawna.

Inny priorytetem - ważnym z punku widzenia Ambroziewicz - ma być prewencja i profilaktyka, która zaczynać się będzie już od lekarza POZ. - Była duża dyskusja, żeby podstawową profilaktykę i diagnostykę sytuować jak najbliżej pacjenta, by lekarz POZ wysyłał chorego na dalszą ścieżkę już wstępnie zdiagnozowanego. W tej chwili wypuszczamy pacjenta w tę otchłań z tysiącem skierowań - i może on chodzić rok, dwa lata po rożnych specjalistach, nie uzyskując informacji, czy jest chory i gdzie powinien się leczyć - zaznaczała Ambroziewicz. Dodała, że lekarz POZ, aby korzystać z takiego pakietu profilaktyczno-diagnostycznego, powinien być odpowiednio motywowany, m.in. finansowo.

Według Ambroziewicz nie możemy oczekiwać natychmiastowych efektów zmian, z uwagi chociażby na bariery mentalnościowe u pacjentów, którzy są przyzwyczajeni do opieki specjalistycznej. - Jednak jeśli nie zaczniemy ich teraz, edukując czy pokazując, jak można leczyć się inaczej, to za dekadę będziemy stali w tym samym miejscu - skonstatowała.

Co dalej?
Wszyscy pytani przez nas politycy i eksperci byli zgodni co do jednego - że finansowanie na poziomie 6 proc. PKB w roku 2024 nie pozwoli nam na doganianie Europy, więc ta dynamika musi być większa. 

Ministra Szumowskiego zapytaliśmy, jakie są dalsze plany dotyczące wniosków sformułowanych przez Radę Społeczną debaty. - Rekomendacje przeanalizuję i chciałbym je przekuć w dokument w postaci programu prac MZ na kolejną kadencję. To będą konkretne rozwiązania, co i kiedy będziemy robić. Nie wszystkie zmiany będziemy mogli wprowadzić od razu. Polacy nie chcą rewolucji, nie chcą drastycznych zmian natychmiast, w związku z tym potrzebujemy lat, żeby płynnie skoordynować na poziomie województwa lecznictwo szpitalne, specjalistyczne, POZ - przyznał Łukasz Szumowski. 

Zaznaczył, że wspomniany dokument powstanie „do końca wakacji”. - Chcemy pokazać, co zrobimy w następnej kadencji - podsumował minister zdrowia.