Czy program "Ratujemy polskie szpitale" jest faktycznie atrakcyjnym dla samorządów terytorialnych? Czy na przekształcenia SPZOZ-ów w spółki prawa handlowego nie patrzy się zbyt doktrynersko?
Gdy prezydent Lech Kaczyński zawetował ustawę o ZOZ-ach (przewidującą m.in. przekształcenia SPZOZ-ów w podmioty prawa handlowego), rząd chciał przeznaczyć na realizację alternatywnego rozwiązania 2,7 mld zł. Zaistniał tzw. plan B i okazało się, że na jego urzeczywistnienie pieniędzy jest o połowę mniej niż wcześniej głoszono. Nie ubyło determinacji dla dzieła reformowania systemu, co nieraz podkreślała Ewa Kopacz.
Nic dziwnego, że raporty z realizacji programu brzmiały i brzmią niczym frontowe meldunki. Ostatni donosił, że wg stanu na 27 maja 2010 r. zainteresowanie udziałem w programie zgłosiło 105 samorządów.
Frontem do pacjenta
Ewa Kopacz w inwokacji do programu oświadczyła: „Celem naszych działań jest poprawa sytuacji polskiego pacjenta, tak by czuł się on rzeczywistym podmiotem naszych działań”.
Pacjent jest najważniejszy – truizm i doktrynalna prawda zarazem. Z drugiej strony w jednym województwie na jednego ubezpieczonego przypada 1650 zł, a w innym już 1, tysiąca. Skąd te różnice skoro pacjent jest najważniejszy. I w domyśle ten z województwa X równy temu z województwa Y?
Janusz Krakowian, wicestarosta częstochowski uważa, że ważniejsze od granic administracyjnych są granice wytyczone przez własność. Utrzymuje, że niepubliczne – niezależnie od tego, czy to są placówki całkowicie prywatne, dzierżawione przez podmioty prywatne, czy też spółki samorządowe – są finansowane gorzej.
– Placówki niepubliczne stanowią już ponad 20 proc. wszystkich. To całkiem sporo w kraju, w którym za prywatyzację szpitali grożono więzieniem. Być może strach wywołany tą groźbą paraliżuje dziś NFZ i w związku z tym zmniejszenie kontraktów w ostatnich dwóch latach bardziej dotknęło placówki niepubliczne niż publiczne – zauważa Krakowian w liście do portalu rynekzdrowia.pl.
Relacje między centralą NFZ a niepublicznymi placówkami nie są obecnie najlepsze. Przedstawiciele Funduszu nie uczestniczą w spotkaniach Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Niepublicznych Szpitali Samorządowych (OSNSS), choć resort zdrowia jest tam reprezentowany, czym manifestuje poparcie dla realizatorów planu B...
Czytaj więcej: plan B | szpitale samorządowe | przekształcenia własnościowe szpitali
Świdnica: prowizje zróżnicowały zarobki i poróżniły personel
Dyrektorom publicznych zakładów każe się nie wykonywać usług ponad limit ustalony przez urzędasa z NFZ wpajając im, że to jest nieopłacalne, co jest nieprawdą, bo koszty stałe utrzymania szpitala są w zasadzie niezmienne i przyjęcie ponad limit 10 czy 20 tysięcy pacjentów zmienia jedynie koszty zmienne stanowiące 10-20 % ogólnych kosztów, ale przyjęta ilość pacjentów stanowi argument do wysokości przyszłego kontraktu. Nie rozumiem, dlaczego Prezes spółki prawa handlowego ma inną odpowiedzialność za decyzje przez siebie podjęte, które prowadzą spółkę do zadłużenia niż Dyrektor publicznego szpitala przecież obydwaj powinni odpowiadać za działanie na szkodę zakładu.
Na portalu „Rynek Zdrowia” podano, że outsourcing kosztuje więcej o 37% niż pracownicy szpitala po podwyżce VAT będzie to 40% jednak w publicznych szpitalach zmusza się dyrektorów do wyprowadzania usług na zewnątrz czy jest to świadome działanie na szkodę publicznych szpitali to w takim razie gdzie jest Prokuratura.