Pielęgniarki o eboli: brakuje kombinezonów i szkoleń; GIS uspokaja

W wielu szpitalach brakuje kombinezonów ochronnych, które miałyby być zastosowane na wypadek wystąpienia w Polsce wirusa ebola, a nawet jeśli są, to nikt nie przeszkolił personelu, jak ma ich używać - alarmują pielęgniarki i położne.

- Personel medyczny ''pierwszej linii'' jest najbardziej narażony na zarażenie się wirusem od chorego, czyli głównie pielęgniarki i pielęgniarze ze szpitalnych oddziałów ratunkowych i izb przyjęć oraz pielęgniarki podstawowej opieki zdrowotnej - powiedziała w poniedziałek (13 października) Lucyna Dargiewicz, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.

W przekazanej PAP w poniedziałek (13 października) informacji oceniła, że personel nie jest należycie przeszkolony jak korzystać z kombinezonów i gdzie przeprowadzić dekontaminację osób opuszczających pomieszczenie, w którym izolowany jest chory, zanim zdejmą odzież ochronną. Jej zdaniem, w instrukcjach postępowania brakuje też wytycznych, w jaki sposób ochronić przed zarażeniem ebola osoby w poczekalni.

OZZPiP powołuje się w swoim liście na wypowiedź dr. Pawła Grzesiowskiego z Centrum Medycyny Zapobiegawczej, który miał powiedzieć, że "do każdego szpitala powiatowego może zastukać pacjent, który ma biegunkę, gorączkę i wrócił właśnie z Afryki".

Jan Bondar, rzecznik Głównego Inspektoratu Sanitarnego proszony w poniedziałek o odniesienie się do zastrzeżeń OZZPIP powiedział: "związki zawodowe powinny zajmować się sprawami związkowymi, od standardów leczenia jest Ministerstwo Zdrowia, krajowy konsultanci i inni eksperci".

- Najbardziej narażony jest personel ''trzeciej linii'', czyli personel placówek specjalistycznych. Związki zawodowe powinny włączyć się w akcję rozpowszechniania wśród personelu medycznego opracowanych już procedur - uważa Jan Bondar.

Przypomniał, że na ubiegłotygodniowej konferencji eksperci oceniali, że stopień zagrożenia wirusem ebola w Polsce jest znikomy i podkreślali, że jesteśmy przygotowani na taką sytuację.

Prof. Mirosław Wysocki, szef Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego-Państwowego Zakładu Higieny ocenił w środę (8 października), że stopień zagrożenia ebolą w Polsce jest bardzo niewielki. Przyznał jednak, że przypadek w Hiszpanii wpłynął na analizę procedur i decyzję o zakupie dodatkowych kombinezonów.

Według najnowszych danych WHO na gorączkę krwotoczną, której epidemia trwa od kilku miesięcy, zmarło na całym świecie prawie 3,5 tys. osób, w tym 678 w Sierra Leone. 7,5 tys. zostało zainfekowanych. Przeniesienie wirusa Ebola następuje przez bezpośredni kontakt z krwią, wydzielinami i wydalinami osoby zakażonej.

W odróżnieniu do wirusa odry, ospy wietrznej lub grypy wirus Ebola nie szerzy się drogą powietrzną. Transmisja wirusa Ebola możliwa jest również od osoby zmarłej z powodu zakażenia oraz od zakażonych/padłych zwierząt np. małpy czy nietoperzy. Maksymalny okres wylęgania choroby to do 21 dni od chwili kontaktu ze źródłem zakażenia.

CZYTAJ TAKŻE

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH