Jacek Wykowski/Rynek Zdrowia | 28-03-2017 05:50

Pielęgniarek i tak będzie za mało. Czy coraz częściej zaczną pomagać im asystenci?

Tę debatę o problemach współczesnego pielęgniarstwa i położnictwa w Polsce zdominowało właściwie jedno pytanie: jak wypełnić wśród pielęgniarek lukę pokoleniową, która grozi utrudnieniami w opiece nad pacjentami? Proste dosypanie pieniędzy raczej nie spowoduje dużego wzrostu liczby osób wykonujących ten zawód w naszym kraju.

Obecnie jedynie 2 proc. pielęgniarek i położnych ma mniej niż 30 lat. Fot. Shutterstock

- W poprzednich latach rządzący wprowadzali rozwiązania doraźne. Nadszedł czas na systemowe rozwiązania, by pielęgniarstwo i położnictwo mogło zafunkcjonować w sposób długofalowy - mówił podczas debaty minister zdrowia Konstanty Radziwiłł.

Organizatorem wielogodzinnej dyskusji, która miała miejsce w poniedziałek (27 marca) w Warszawie, był Departament Pielęgniarek i Położnych Ministerstwa Zdrowia, zaś współorganizatorami były: Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych, Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych oraz Warszawski Uniwersytet Medyczny, którego aula gościła 40 zaproszonych ekspertów ze środowiska nauki, polityki i medycyny.

Radziwiłł o prestiżu
- Problemy polskiego pielęgniarstwa są problemami całego kraju. Ministerstwo Zdrowia jest w sposób szczególny zobowiązane do pracy nad nimi - podkreślał minister Radziwiłł.

Przyznał, że z całą pewnością trzeba zadbać o społeczny prestiż zawodów pielęgniarki i położnej. - Ten prestiż jest tym, co będzie przyciągać nowe kadry, a także powstrzymywać przed odchodzeniem od zawodu - powiedział minister.

Zdaniem Radziwiłła kompleksowym aktem dotyczącym problemów tej grupy zawodowej powinna być strategia na rzecz polskiego pielęgniarstwa. Powiedział, że taka strategia w ciągu trzech miesięcy zostanie opracowana przez specjalnie powołany zespół ds. pielęgniarstwa, którego pracami ma pokierować wiceminister Józefa Szczurek-Żelazko.

- Na pytanie, jak poprawić sytuację pielęgniarstwa i położnictwa w Polsce, nie znam prostej odpowiedzi - mówił minister zdrowia.

Jak kształcić
Odniósł się do głośnej środowiskowej dyskusji na temat zmian w kształceniu. - Nikt nigdy, nawet przez moment, nie planował likwidacji kształcenia uniwersyteckiego pielęgniarek, zarówno na poziomie licencjatu, jak i magisterium. Natomiast rozmawiamy o wzmocnieniu pracy pielęgniarek zawodami pomocniczymi, np. asystentkami, które niekoniecznie miałyby wykształcenie uniwersyteckie - tłumaczył Konstanty Radziwiłł.

Wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin zapewniał, że rząd do problemów środowiska pielęgniarek i położnych przywiązuje ogromną wagę i powtórzył zapewnienia ministra Radziwiłła, że nie jest planowane nadanie systemowi kształcenia "charakteru nieakademickiego".

Czytaj też: Dargiewicz: liczymy na wicepremiera Gowina w kwestii kształcenia pielęgniarek

- Trzeba poprawić nabór, kształcenie - także w zawodach pomocniczych, kształcenie podyplomowe, ścieżkę rozwoju zawodowego czy warunki pracy. To nie jest tylko kwestia wynagrodzeń, ale także norm zatrudnienia - przyznał Radziwiłł.

Minister zdrowia wyliczał, że musi zaistnieć cały szereg kompleksowych rozwiązań prowadzących do tego, aby więcej młodzieży chciało wybierać pielęgniarstwo i położnictwo, mniej osób z tych kierunków rezygnowało w międzyczasie oraz by ograniczyć do minimum odchodzenie od zawodu tych, którzy już go wykonują.

Konstanty Radziwiłł nawiązał też tematu podwyżek pielęgniarskich wynagrodzeń. Zapewniał, że zapisy ustawy o wynagrodzeniu minimalnym w służbie zdrowia nie kolidują z projektem 4x400.

- Wynagrodzenia pielęgniarek rosną. Dzisiaj jesteśmy na poziomie 800 zł podwyżki, pod koniec tego roku będzie to 1200, a w kolejnym 1600 zł dodatkowych środków. Minimalne wynagrodzenie to jest - jak sama nazwa wskazuje - granica, poniżej której w żadnym wypadku osoba nie może zarabiać - stwierdził minister Radziwiłł.

Luka pokoleniowa i co dalej
Prof. Mirosław Wielgoś, rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, przypomniał, że pielęgniarki i położne są edukowane na trzech poziomach kompetencji: studiów licencjackich, magisterskich i doktoranckich. - Niewielu zdaje sobie sprawę, jak ciężkie to są studia. Trzyletni program licencjacki obejmuje 4800 godzin. Szkolimy na bardzo wysokim poziomie - zaznaczał.

Prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych Zofia Małas zwracała uwagę, że 42 tys. pielęgniarek pracujących w Polsce ma już uprawnienia emerytalne i w każdej chwili może zrezygnować z pracy, a kolejne 40 tys. nabędzie je w ciągu 4 lat.

- Mamy lukę pokoleniową. To nas bardzo, bardzo niepokoi. Nie będziemy mogli zabezpieczyć pacjenta w świadczenia pielęgniarskie. Pacjenta starzejącego się, pacjenta geriatrycznego - bo demografia jest nieubłagana - argumentowała.

Sprecyzowała, że obecnie jedynie 2 proc. pielęgniarek i położnych ma mniej niż 30 lat. - Mamy jednak od kilku lat pewne bardzo pozytywne zjawisko - młodzi ludzie chętniej studiują pielęgniarstwo. Trzeba więc im dać dobrą ofertę - zauważyła.

Prezes Małas dodała, że w obecnych realiach prawie połowa absolwentów pielęgniarstwa albo emigruje, albo "ucieka do innych, lepiej płatnych zawodów".

Lucyna Dargiewicz, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych alarmowała, że działać trzeba bardzo szybko. - Nie mamy już czasu na planowanie - podkreślała.

Zwróciła uwagę na zagraniczne, bardzo atrakcyjne propozycje płacowe dla pielęgniarek i położnych. - W Skandynawii - 4300 euro, Niemcy - 2800, Czechy - 1500. W Polsce proponuje się 600-800 euro. Nie zatrzymamy w ten sposób pielęgniarek - stwierdziła.

Zawody pomocnicze czy dotowane studia i staże?
W propozycjach wielu ekspertów pojawiał się temat zawodów pomocniczych, które mogłyby pomóc zasypywać międzypokoleniową lukę i odciążyć pielęgniarki od najprostszych, podstawowych czynności. Dyskutanci definiowali tego typu zawód jako asystent pacjenta/pielęgniarki czy opiekun medyczny.

- Najpierw ustalmy, jakie są kompetencje pielęgniarek i położnych i dopiero potem mówmy o opiekunach czy asystentach - apelował Marek Wójcik, pełnomocnik zarządu Związku Miast Polskich ds. legislacji.

Prof. Joanna Jasińska, ekspert Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, przestrzegała przed używaniem w nazwach zawodów pomocniczych słów "pielęgniarstwo", "medyczny", "pielęgniarka".

- W praktyce może się tak zdarzyć, że pracodawcy będą chętniej zatrudniać właśnie te osoby - ekonomia jest nieubłagana. Lepiej, żeby nie dochodziło do jakiejś zamiany zawodu, zatrudnienia - zauważała.

- Jestem przeciwniczką studiów wyższych dla opiekunów medycznych. Optuję za jednoroczną ścieżką kształcenia - odniosła się z kolei do obszaru edukacji prof. Irena Wrońska, przewodnicząca Krajowej Rady Akredytacyjnej Szkół Pielęgniarek i Położnych oraz dziekan Wydziału Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Medycznego w Lublinie

Prof. Joanna Jasińska zasugerowała, że być może należy rozważyć płatny program stażowy dla absolwentek po studiach licencjackich i magisterskich. - Może rozważyć też studia subsydiowane ze strony Ministerstwa Zdrowia? - zastanawiała się.

Marka Wójcika jednak te propozycje nie przekonały. - Byłbym ostrożny w tych stażach, dlatego, że doświadczenia lekarskie są jednoznaczne: to tylko odsuwa w czasie wyjazd za granicę i zwiększa nakłady państwa na kształcenie takiej osoby - oponował.

A może szkoły policealne - dla asystentów
Izabela Pyra, dyrektor Medyczno-Społecznego Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Rzeszowie akcentowała, że zawód pielęgniarki i położnej to zawód publicznego zaufania, bardzo odpowiedzialny - i bezsprzecznie powinien być odpowiednio gratyfikowany.

- W ubiegłym tygodniu byłam na spotkaniu z minister edukacji. Anna Zalewska powiedziała, że na zachodzie Polski problem braku pielęgniarek przybrał takie rozmiary, że… stworzono program kształcenia Ukrainek. I to za nasze, polskie pieniądze. Chyba tutaj coś jest nie tak - zżymała się Izabela Pyra.

Zachęcała również, by kształcenie w obszarze zawodów pomocniczych oprzeć na policealnych szkołach medycznych. - Mają świetną bazę dydaktyczną, kadrę - argumentowała.

- Są głosy, by kadry zawodów pomocniczych kształcić na uniwersytecie. Nie można wszystkiego przenieść na poziom szkolnictwa wyższego. Za chwilę osoba, która będzie wykonywała w szpitalu najprostszą czynność, będzie musiała się legitymować się dyplomem uczelni - mówiła.

Dodała także, że skoro brakuje pielęgniarek, "nie byłoby złym pomysłem, żeby wesprzeć kształcenie techników pielęgniarstwa".

I wracamy do pieniędzy
Krystyna Ptok, członek zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych jednak właśnie w braku pieniędzy w systemie upatrywała główną przyczynę bolączek polskiego pielęgniarstwa i położnictwa.

- Nie będzie odpowiedniej liczby pielęgniarek, jeśli służba zdrowia nie będzie w prawidłowy sposób finansowana. Opiekunowie medyczni również muszą mieć godziwe wynagrodzenie. Możemy ich "naprodukować", ale oni też mogą wyjechać - oferty pracy za granicą czekają - mówiła.

Optymistycznie, mimo wszystko, dyskusję zakończył Marek Wójcik.

- Przed zawodem pielęgniarki są nieprawdopodobne możliwości w kolejnych latach. Zapotrzebowanie na te kwalifikacje i umiejętności będzie bardzo duże. A zawsze jest tak, że jak zapotrzebowanie na towar rośnie, to jego cena też rośnie - podsumował.