Pacjenci ze zrozumieniem (na razie) podchodzą do protestu lekarzy

Portal rynekzdrowia.pl przeprowadził w poniedziałek (2 stycznia) krótki sondaż dotyczący "protestu pieczątkowego" lekarzy w przychodniach w Warszawie, Tychach, Katowicach oraz w Poznaniu. Nie wszędzie lekarze opieczętowują wypisywane recepty czerwonymi pieczątkami "Refundacja do decyzji NFZ".

Wszędzie jednak sprawdzane jest ubezpieczenie pacjentów, a w przypadku braku dokumentującego to poświadczenia, odbierane jest "oświadczenie woli" pacjenta o ubezpieczeniu. Takie oświadczenie traktowane jest jako ostateczność.

Obawy we wszystkich przychodniach są takie same - wszyscy lekarze obawiają się, że w przyszłości NFZ będzie ich karał za leczenie chorych bez ubezpieczenia. Wymagają więc od pacjentów druku RMUA lub innych dokumentów potwierdzających ubezpieczenie zdrowotne. Jedynie w wyjątkowych sytuacjach przyjmują "oświadczenie woli" pacjenta o jego ubezpieczeniu i domagają się, by odpowiedni dokument doniósł do przychodni w ciągu 7 dni.

Recepty wypisywane jak zwykle
Jak mówi portalowi rynekzdrowia.pl Bożena Strażecka z przychodni Ultra-Med-Strefa w Tychach, wszyscy lekarze w tej placówce wypisują recepty tak, jak do tej pory. Nie korzystają z zalecanych przez OZZL pieczątek "Refundacja do decyzji NFZ".

- Nasi lekarze maja listy leków i określają na bieżąco poziom ich refundacji na wypisywanych receptach. Wymagany jest natomiast dokument poświadczający ubezpieczenie pacjenta. Przynajmniej na razie nie ma natomiast możliwości wypisania recepty - dla tych którzy biorą systematycznie te same leki - "na telefon". Pacjent musi umówić się na wizytę do lekarza, przyjść osobiście i przynieść aktualny dokument poświadczający ubezpieczenie oraz tzw. kartę chipową (obowiązującą w woj. śląskim - dop. red) - mówi Strażecka.

Nie opieczętowuje recept pieczątką "Refundacja do decyzji NFZ" dr Małgorzata Plewako z Samodzielnego Zespołu Publicznych Zakładów Lecznictwa Otwartego Warszawa Praga Północ.

System nie działał
Nie opieczętowuje w ten sposób recept, bo nie mam takiej pieczątki. Wypisałam normalnie recepty, bo pacjentów których dzisiaj miałam było mi bardzo żal. Byli biedni i chorzy i musieli dostać odpowiednie leki - mówi dr Plewako.

Jak zaznacza są dodatkowe kłopoty, bo program umożliwiający wypisywanie recept nie działa: - Nie powinniśmy w ogóle wypisywać recept i przyjmować pacjentów. Nie mam w umowie o pracę obowiązku sprawdzania dokumentacji ubezpieczenia pacjenta. Odpowiadam jedynie za merytoryczną ordynację leków - stwierdza nasza warszawska rozmówczyni.

Jej zdaniem oczywistym jest, iż czy ktoś jest ubezpieczony, czy nie, powinna sprawdzać ta instytucja, która składki na ubezpieczenie zbiera.

Dodaje: - Generalnie pacjenci przychodzą z dokumentami poświadczającymi swoje ubezpieczenie. "Oświadczeń woli" o ubezpieczeniu generalnie jednak nie przyjmujemy. Jeśli ktoś sfałszował zaświadczenie to już jest jego sprawa i prokurator się tym powinien zająć.

Zgodnie z przepisami
W Medycynie Rodzinnej - sieci prywatnych placówek medycznych (wchodzących w skład Grupy LUX MED) zlokalizowanych w całej Polsce, obejmujących 17 centrów medycznych, jak zapewnia portal rynekzdrowia.pl Barbara Gad-Karpierz, dyrektor medyczny Grupy LUX-MED - pacjenci obsługiwani są zgodnie z obowiązującymi przepisami.

- Przygotowaliśmy dla lekarzy specjalne rozwiązanie informatyczne umożliwiające szybką weryfikację aktualnego zakresu refundacji poszczególnych leków. Pomimo takiego narzędzia sprawdzanie nowej listy oraz nowe wymogi przypisania na recepcie każdemu preparatowi poziomu refundacji znacznie wydłużają czas wizyty, który lekarz musi poświęcić na czynności administracyjne - informuje dyrektor Gad-Karpierz.

- Podobnie rzecz się ma z weryfikacją uprawnień pacjentów do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków Narodowego Funduszu Zdrowia również wykonujemy na podstawie aktualnie obowiązujących przepisów, w tym Komunikatu NFZ w sprawie potwierdzenia zgłoszenia do ubezpieczenia zdrowotnego zamieszczonego na stronach internetowych Funduszu 19.12.2011 r. - dodaje dyrektor

Z czerwoną pieczątką
W tzw. "proteście pieczątkowym" biorą udział natomiast lekarze z przychodni NZOZ InterMed w Katowicach.

Lekarze w tej przychodni nie określają na receptach poziomu refundacji leków i przybijają pieczątki "Refundacja do decyzji NFZ". Sprawdzają skrupulatnie czy pacjenci są ubezpieczeni, czy mają dokumenty to poświadczające. W ostatecznym przypadku, w sytuacji, jak mówią - naprawdę wyjątkowej, decydują się przyjąć oświadczenie pacjenta o jego ubezpieczeniu -

- Nie chcemy się bawić w papierologię, bo w kartotekach pacjentów już nawet nie wiadomo co powinno być. Czy pacjenci narzekają na całą tę sytuacje? Oczywiście, ale nie mniej jednak muszę powiedzieć, że rozumieją naszych lekarzy i jeżeli utyskują to na NFZ i resort zdrowia - mówi portalowi rynekzdrowia.pl Dorota Kitajewska, dyrektor przychodni przy NZOZ InterMed w Katowicach.

Na razie do potestu "pieczątkowego" nie przyłączyli się lekarze z przychodni przy NZOZ EuRoMed w Poznaniu.

Stary druk bez pieczątki
Nie określają poziomu refundacji leków, bo - jak nas informowano - "używają starych druków recept, a poziom refundacji określają apteki".

W NZOZ EuRoMed wciąż ma nadzieję, że jednak pojawią się jasne kryteria wypisywania recept i nie będzie konieczne uciekanie się do protestu.

- Na razie jednak mamy już poniedziałek i nikt nic nie wie... Nawet strona internetowa Ministerstwa Zdrowia jest niedostępna - mówił około południa portalowi rynekzdrowia.pl dr Kazimierz Janicki, kierownik NZOZ EuRoMed.

- Od pacjentów, tak jak chyba wszędzie, wymagamy wszystkich dokumentów poświadczających ich ubezpieczenie, aczkolwiek to co zaproponowało ministerstwo - złożenie przez pacjenta "oświadczenie woli" o ubezpieczeniu - jest bezcelowe. Uznajemy je, bo nie możemy ustanawiać swoich kryteriów, ale takie oświadczenie może być fałszywe i lekarz w dalszym ciągu jest narażony na kary - dodaje dr Janicki.

Z kolei lekarze z Przychodni Medycyny Rodzinnej BIG-MED w tym samym Poznaniu uczestniczą w "proteście pieczątkowym".

Awantur nie ma, ale...
Tam posługują się pieczątką "Refundacja do decyzji NFZ" i nie określają poziomu refundacji leków. Od pacjentów wymagają udowodnienia odpowiednim dokumentem, że są ubezpieczeni.

Jeżeli nie mają takiego, aktualnego dokumentu, to muszą złożyć odpowiednie oświadczenie i w ciągu siedmiu dni dostarczyć aktualny dokument - mówi portalowi rynekzdrowia.pl dr Jacek Bajon, kierownik przychodni BIG-MED w Poznaniu.

Jak zaznacza Jacek Bajon wśród pacjentów w przychodni jeszcze nie dostrzega większego echa protestu; do pieczątkowania recept podchodzą z dużą wyrozumiałością.

- Dzisiaj właściwie jest dopiero jego pierwszy dzień, kiedy recepty poszły do realizacji. Przyjąłem dzisiaj 32 pacjentów. Zobaczymy co dalej, czy będą do nas wracać, czy pójdą do NFZ-u, czy dojdzie do awantur... - mówi z niepokojem Jacek Bajon.

Sądny dzień farmaceutów
Jak poinformował portal rynekzdrowia. pl Piotr Lengiewicz, farmaceuta pracujący w aptece w Ełku, od samego rana pacjenci przynoszą głównie recepty błędnie wystawione. Jest ich ponad 90 proc. Są to recepty wystawione na starych drukach bez poziomu odpłatności, albo recepty z protestu lekarzy z pieczątką refundacja do decyzji NFZ.

- Według wytycznych NFZ powinniśmy tego typu recepty z pieczątką realizować, wybierając najwyższy poziom odpłatności ujęty na liście leków refundowanych. Niestety NFZ nie uwzględnił  w zaleceniach faktu, że nawet lek, który posiada tylko jeden poziom odpłatności można w zależności od diagnozy lekarskiej wydawać ze zniżką lub na 100 procent - twierdzi Piotr Lengiewicz.

Jest bardzo wiele przypadków, kiedy lek występuje tylko w dwóch poziomach odpłatności, np. na ryczałt i na 100 proc., a pacjentowi ryczałt się nie należy. Jednak tego aptekarz nie jest w stanie stwierdzić.

- Czemu farmaceuta ma odpowiadać za wydanie pacjentowi leku w ryczałcie, skoro lekarz nie określił poziomu odpłatności? NFZ przekonuje, że można wydawać leki automatycznie w ryczałcie, jednak nie ma pewności co do tego, kto weźmie na siebie odpowiedzialność za błędnie wydane leki. Leków, które można wydawać na różnych zasadach w zależności od diagnozy lekarskiej jest bardzo dużo. Co za tym idzie, mogą tu wchodzić w grę ogromne kwoty - dzieli się z nami swoimi wątpliwościami.

Przykładowo. Jest lek, wypisywany bardzo często w przypadku zespołu niespokojnych nóg, i wówczas jest płatny w 100 proc. Tymczasem teraz, jeśli do apteki zgłosi się pacjent z recepta na ten lek z pieczątką "Refundacja do decyzji NFZ", to zgodnie z zaleceniami Funduszu farmaceuta powinienem wydać ten lek, ale ze zniżką.

Okazuje się, że pacjent, który całe życie płacił 100 proc. ceny za lek, teraz z okazji protestu lekarzy dostanie go za zniżką.

- Bałagan z receptami jest ogromny. NFZ nie przyjmuje zestawień refundacyjnych i sam nie jest pewny jak reagować w zaistniałej sytuacji. Niektóre apteki są zamknięte ze względu na brak pewności co do sposobu realizacji recept. Co więcej bardzo wielu lekarzy dzwoni do aptek, żeby zasięgnąć informacji co do sposobu wypisywania recept. Nawet jeśli chcą, to nie wiedzą jak to zrobić. Nasza apteka to infolinia dla lekarzy - mówi Piotr Lengiewicz.

Podobał się artykuł? Podziel się!

CZYTAJ TAKŻE

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH