Niepokojące różnice

GUS przewiduje, że mężczyzna urodzony w 2009 r. i mieszkający w Krakowie przeżyje średnio 74,2 lata, gdy w Łodzi o ponad 5 lat mniej (68,7). I to powinno spędzać sen z oczu władzom Łodzi - pisze dr Maciej Krzanowski, były senator i dyrektor ZOZ w Cieszynie*. - No bo dlaczego w kraju jednolitym etnicznie, w którym wszyscy obywatele są ubezpieczeni, a potrzeby zdrowotne refunduje ten sam ubezpieczyciel, mogą zachodzić tak duże różnice?

W roku 2008 na 100 tysięcy mieszkańców województwa łódzkiego umarło z powodu chorób układu krążenia 568,5 osób, w województwie pomorskim 318,3.

Przykłady można mnożyć

W 2009 r. odsetek amputacji kończyn z powodu niedokrwienia był na Śląsku o 30% wyższy niż średnio w Polsce i o 60% wyższy – przy uwzględnieniu różnic w wielkości populacji - niż w województwie mazowieckim. W woj. świętokrzyskim w 2009 r. umieralność niemowląt na 1000 urodzeń żywych wyniosła 4,2, w woj. śląskim 7,2.

Znaczne są różnice w dostępności do świadczeń finansowanych ze środków publicznych. W 2006 roku odsetek osób, które „załapały się” na zabieg endoprotezoplastyki stawu biodrowego różnił się między powiatami pięciokrotnie (0,26 promila populacji w powiecie polkowickim i 1,23 promila w powiecie brzeskim), w zakresie leczenia zaćmy poprzez wszczepienie protezy soczewki ośmiokrotnie (0,88 promila populacji w powiecie grodziskim i 6,81 promila w Koszalinie), w zakresie koronarografii trzynastokrotnie (0,40 promila populacji w powiecie włoszczowskm i 5,24 promila w powiecie obornickim).

Odwrotnie niż z dostępnością do plastyki stawu biodrowego, zgłaszalność do badań cytologicznych szyjki macicy była w latach 2003-2007 we wspomnianym powiecie brzeskim dziesięciokrotnie mniejsza niż w pobliskim Tarnowie. Jednocześnie rozwiązywanie porodu cięciem cesarskim – nie ze wskazań medycznych, a na życzenie rodzącej – naganne wg FIGO (Federacja Ginekologiczno-Położnicza), bo zwiększające ryzyko powikłań przy kolejnych ciążach, miało miejsce w Legnicy u 46% rodzących, w nieodległym powiecie wałbrzyskim tylko u 10%.

Bez planu
Przykłady te są wyzwaniem dla władz województw, dużych miast, powiatów, których mieszkańcy mają mniejsze szanse na zdrowie niż  mieszkańcy innych rejonów Polski.

Bo trudno się zgodzić, że nie wystarczy na Śląsku zwykła troska o zdrowie, pójście do lekarza gdy boli noga, aby ostatecznie nie trzeba było jej amputować. Ktoś powinien być odpowiedzialny za te 30% chorych z niedokrwieniem kończyny, u których finałem choroby jest trwałe inwalidztwo tylko dlatego, że mieszkają oni w złym miejscu.

Zasługuje tu na przypomnienie wpisana w naszą konstytucję zasada pomocniczości. Problemy do rozwiązania na miejscu powinny być rozwiązywane na miejscu... Także dlatego krótsze życie mężczyzn w Łodzi nie jest problemem ministra zdrowia, ale jest problemem władz  Łodzi. Wiem, nie zawsze recepta na poprawę jest na miejscu. Ale na miejscu trzeba podejmować starania, aby ją znaleźć.   

Wypada wobec tego postawić pytanie - czy dziś lokalne samorządy problemami zdrowotnymi swoich społeczności się zajmują? I czy prawo je do tego zobowiązuje? I czy mają ku temu możliwości?

Nie zajmują się. Czasem gmina rzuci trochę pieniędzy na dodatkowe szczepienia lub badania poziomu cholesterolu, ale są to działania sporadyczne i bez wyraźnego planu.

Prawo nie zobowiązuje
samorządów terenowych do działań na rzecz poprawy tych wycinków zdrowotności, w których sytuacja danej społeczności jest gorsza niż średnio w kraju. Uchwalone w 1998 r. ustawy o samorządach województwa i powiatu wprawdzie stawiają przed nimi zadanie – „promocja i ochrona zdrowia”, ale nigdy nie zostało ono rozpisane w zasługującym na to zakresie na konkretne akty wykonawcze. I kompetencje samorządów w tej ważnej dziedzinie życia nie znaczą dużo.

Powiatowi zadano kilka, na pewno potrzebnych, ale raczej szczegółowych zadań (np. przeciwdziałanie narkomanii i alkoholizmowi). Powiat pełni nadzór właścicielski nad podległymi mu placówkami medycznymi (zadanie to wkrótce skurczy się). Ma zapewnić społeczeństwu danego terenu dostęp do opieki ambulatoryjnej. Ale obowiązku przeciwdziałania przytoczonym różnicom nie zapisano.

O tym, jaką wagę przywiązuje się w starostwach do ochrony zdrowia, świadczy ranga komórek, którym dziś ta problematyka jest przypisana.  Zdrowie jest doczepiane do wydziałów oświaty, kultury, sportu i turystyki (np. w Rzeszowie czy Opolu Lubelskim), do wydziałów spraw obywatelskich i zarządzania kryzysowego (Cieszyn), do wydziałów organizacyjno-administracyjnych i spraw obywatelskich (Przemyśl) lub zupełnie nie wiadomo gdzie w organizacji starostwa jest owo zdrowie ukryte (Polkowice).

Są pozytywne wyjątki
W starostwie czarnkowskim działa biuro promocji i ochrony zdrowia. Co więcej, w jego zakresie obowiązków zapisano zadania kluczowe dla dostrzegania i usuwania zacofania w zdrowiu wobec reszty kraju, takie jak: „analiza wskaźników zdrowotnych i epidemiologicznych populacji powiatu” i „nadzór nad zabezpieczeniem odpowiedniej ilości i jakości świadczeń zdrowotnych (kontrola dostępności i poziomu udzielanych świadczeń dla mieszkańców powiatu)”.

W Czarnkowie uznano, że skoro prawodawca takich zadań nie przydzielił w sposób wyraźny nikomu, mógłby samorząd powiatu skorzystać – jak to nazywają konstytucjonaliści - z zasady domniemania kompetencji i sprawą się zająć. Ale… Czy te wyprzedzające polską epokę zadania to nie słowa tylko? Na prośbę o szczegóły nie odpowiedzieli.

Moje obawy mają źródło w tym, że nie ma w Czarnkowie ani w żadnym polskim powiecie wiedzy, jak w szczegółach przedstawia się ich sytuacja zdrowotna na tle kraju. Nie ma, bo w starostowie nie mają gdzie się o tym dowiedzieć. I nie ma prawem uznanych dróg postępowania, gdy już wiadomo, że z czymś jest źle.

Co trzeba zrobić?
Trzeba przełożyć płynące z ustawy ogólnie zapisane zadania samorządów terenowych w zakresie promocji i ochrony zdrowia na konkretne przepisy wykonawcze - to po pierwsze. I potrzebna jest wieża obserwacyjna, z której marszałkowie i starostowie mogliby widzieć, jak wygląda ich miejsce w szeregu, jak prezentują się wskaźniki zdrowotności populacji pod ich opieką na tle kraju.

Pilnie potrzebne są materiały statystyczne opisujące zdrowotność populacji wszystkich polskich województw i powiatów poprzez możliwie liczne wskaźniki. Czyli minister zdrowia powinien sprawić, aby podległe mu Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia   poszerzyło w znacznym stopniu swą działalność i udostępniało on line maksymalnie szczegółowy informator, określający obecną sytuację zdrowotną w polskich powiatach i województwach.

Dziś opracowania tego typu robione są w wojewódzkich centrach zdrowia publicznego (nie wszystkich), ale w ograniczonym zakresie, przy czym doborem poruszanych tematów rządzi pomysł redaktora. Chaos absolutny. W jednych są dane o świeżo rozpoznanych przypadkach schizofrenii, w innych prawie nic z psychiatrii, a dużo o częstości owsicy i świerzbu. Nawet w kolejnych rocznikach biuletynów z tego samego województwa zakres tematów bywa różny.

Maciej Krzanowski

* Cały artykuł ukaże w najbliższym, październikowym wydaniu miesięcznika Rynek Zdrowia (nr 10/2011).

Podobał się artykuł? Podziel się!

CZYTAJ TAKŻE

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH