Kształcenie pielęgniarek: rozmowa niedokończona

Promocja pielęgniarstwa jako zawodu oraz upowszechnianie nowych form kształcenia dla pielęgniarek i położnych jest dzisiaj działaniem ze wszech miar potrzebnym i cennym - pisze Maciej Krajewski*, pielęgniarz oddziałowy w Wielkopolskim Centrum Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie. - W działalność taką wpisuje się niewątpliwie cykl audycji Programu I Polskiego Radia poświęcony promocji studiów pomostowych w ramach projektu Ministerstwa Zdrowia sfinansowanego z funduszy Unii Europejskiej.

W jednej z nich wziąłem ostatnio udział, a jednak po jej zakończeniu, opuszczałem studio radiowe z bardzo mieszanymi uczuciami. Czułem się tak, jak czuje się każdy z nas po rozmowie ważnej, a w połowie przerwanej, niedokończonej…

Medialny stres i nie tylko
Dlaczego niedokończonej? Otóż dlatego, że nie zdążyłem (10 minut na rozmowę w gronie pięciu osób) i nie zdołałem (o gdybyż mój język giętkim i zdolnym był przekazać to, co pomyśli głowa…) powiedzieć tego, co zamierzałem. Zderzyłem się na własne ryzyko z formułą krótkiej audycji sponsorowanej (przez Ministerstwo Zdrowia), podporządkowanej z góry założonemu celowi. Zadziałał także stres i, najogólniej mówiąc, nieobycie z mediami.

Mógłbym w tej sytuacji powiedzieć sobie: trudno, nie odstanie się, już poszło w eter… Ale dlatego właśnie, że w eter poszło, a środowisko pielęgniarskie uważnie i krytycznie słucha (słusznie!), winien jestem wszystkim pielęgniarkom, pielęgniarzom i położnym oraz samemu sobie dokończenie swojej radiowej wypowiedzi i spóźnione, bo spóźnione, ale zareagowanie na stwierdzenia uczestników audycji, z którymi trudno mi się zgodzić.

Czego nie powiedziałem, początkowo miałem zamiar ująć w artykule do ogólnopolskiego Magazynu Pielęgniarki i Położnej, jednak cykl wydawniczy zapewne znacznie opóźniłby dotarcie do naszego środowiska. Zdecydowałem się więc na formułę artykułu w sieci, tym bardziej, że Internet, poza gwarancją szybkości, umożliwia rozpoczęcie i kontynuowanie żywej, spontanicznej dyskusji z udziałem wszystkich zainteresowanych osób.

Tak jak spodziewałem się, rzeczona audycja i moje w niej wypowiedzi wywołały częściowo głosy krytyczne wśród słuchaczy, m.in. wśród pielęgniarek i pielęgniarzy, z którymi mam szczęście (!) współpracować.

Tak czy inaczej, cieszę się z reakcji! Poruszenie, czy oburzenie, to ważne dzisiaj zjawisko! Motor do zmian. Najgorsza jest pozornie uładzona, spokojna tafla mrocznej wody, pod którą jest głębia i grząsko jest, i się kłębi, i się tonie, i się opada na dno...

Przejdźmy do rzeczy
Pielęgniarki, pielęgniarze i położne, jeśli studiują, to jest to zasługa nie tylko ich samych, ale także ich współpracowników, Zespołów, które pracują niejako "za nich" w czasie ich szkoleniowych urlopów. To samo dotyczy zresztą pielęgniarskich specjalizacji, kursów doskonalących, kwalifikacyjnych. I tak już niestety jest, że rocznie możliwe są studia zaledwie średnio dwóch osób i specjalizacje kolejnych dwóch w ramach jednego oddziału.

To bardzo ważne dla mnie stwierdzenie, ponieważ uważam, że promując słuszną skądinąd ideę studiów pomostowych i gloryfikując ich absolwentów, zapomina się mówić o tych, którzy studiować z różnych względów nie mogą, a przecież umożliwienie podjęcia studiów przez wybrane osoby jest możliwe w istotny sposób dzięki tym, którzy „pracują, by uczyć mógł się ktoś”, dzięki wysiłkowi całych pielęgniarskich zespołów.

Dobrze by było, by w naszych rozważaniach o współczesnym kształceniu pielęgniarek, pielęgniarzy i położnych w mediach o tym aspekcie pamiętano.

Dobrze by było wreszcie, aby także świeżo upieczeni magistrowie i specjaliści, nie zapominali o swoim niejako „długu wdzięczności” wobec swoich koleżanek i kolegów, a także placówek ochrony zdrowia, które im kształcenie umożliwiły. Spłatę tego długu rozumiem oczywiście jako dzielenie się zdobytą wiedzą z innymi, wzmacnianie swoich pielęgniarskich zespołów poprzez wzmożoną aktywność zawodową i inicjowanie oraz przewodzenie pozytywnym zmianom w pielęgniarstwie i swoim macierzystym miejscu pracy.

Oczywistym jest, że powinni to odczuć także i przede wszystkim pacjenci, gdyż efektem ukończenia studiów przez pielęgniarkę powinien być nie „zadarty nos”, a realne podniesienie kompetencji zawodowych i jej jeszcze dojrzalsza postawa zawodowa. Tak powinno być.

To są tylko studia
Tymczasem słuchając audycji można było zrozumieć, że prowadzący ją redaktor Artur Wolski i inni uczestnicy twierdzą, że ukończenie studiów jest gwarantem bycia kompetentnym, profesjonalnym i lepszym w zawodzie. Z pewnością takie jest szczytne studiów tych założenie.

Jednak dobrze wiemy: same studia, ich ukończenie, nie gwarantują tego, że ktoś będzie pracował lepiej i dbał więcej, profesjonalnie o pacjentów, niż ten, kto studiów z różnych zresztą względów nie podjął. Jest wiele różnych innych form kształcenia i doskonalenia zawodowego, może nie tak uznanych i prestiżowych, ale niesłychanie ważnych, jest wreszcie SAMOKSZTAŁCENIE!

Podkreślmy to w tym miejscu z całą mocą: kto jaką pielęgniarką, pielęgniarzem jest, zależy od człowieka, od jego osobowości, predyspozycji, od jego woli i motywacji. Bywają przecież, wiemy to z doświadczenia, pielęgniarki i pielęgniarze, nazwijmy to (bardzo uproszczając) "lepsi", od tych utytułowanych, mimo że przed nazwiskiem tytułów naukowych nie noszą...

Przestrzeganie standardów i procedur pielęgniarskich obowiązuje wszystkich pracujących w tym zawodzie - tych z ukończonymi studiami i tych bez, a posiadanie mgr na służbowym identyfikatorze czy pieczątce, nie gwarantuje jeszcze rzetelności i sumienności w wypełnianiu swoich obowiązków.

Nie tytuł magistra, nie doktora i nie profesora decyduje, jak kto np. traktuje pacjenta czy jakim jest pracownikiem, jakim człowiekiem…

Skąd ta frustracja
Mówiąc w radio o znaczeniu studiów w życiu pielęgniarki, pielęgniarza, położnej wspomniałem, iż moim zdaniem, są one, jak każde doskonalenie zawodowe, dobrym remedium na nasze zawodowe frustracje i poczucie niemożności. Redaktor Wolski wtrącił, że - jak rozumie - te frustracje wzięły się stąd, iż pielęgniarki są, czy były gorzej wykształcone od lekarzy. Nie zdążyłem na jego wypowiedź, niestety, w porę zareagować, a przecież z tym stwierdzeniem nie można się bezkrytycznie zgodzić.

Nasze główne zawodowe frustracje wzięły się z braku szacunku wielu lekarzy wobec pielęgniarek (którzy notabene byli tak samo zdziwieni ich „wymysłem studiowania”, jak kiedyś dziwiono się, że mężczyzna może być pielęgniarzem) i ich instrumentalnym traktowaniem, czy wręcz wykorzystywaniem. Dzięki podnoszeniu kwalifikacji zawodowych pielęgniarki mają szansę skuteczniej walczyć o swoje godne miejsce w zespole terapeutycznym, gdzie pielęgniarka winna być pełnoprawnym partnerem lekarza i pacjenta w procesie terapii.

Natomiast brak wiedzy i kompetencji, indolencja i ignorancja zdarzają się zarówno w środowisku lekarskim, jak i pielęgniarskim. Pielęgniarki są w dużej mierze dobrze wykształcone. Co nie znaczy też, że nie mamy w tej materii jeszcze wiele do zrobienia.

Z pewnością niektórym spośród pielęgniarek, pielęgniarzy i położnych w Polsce przydałby się „lifting” wiedzy zawodowej, wszak jej aktualizacja jest przecież naszą powinnością. Jak powiedziałem w audycji, także etycznym obowiązkiem.
I tu kolejne niebezpieczne uogólnienie i (wierzę, że przypadkowe) nieporozumienie.


Na wirtualnej stronie Programu I Polskiego Radia poświęconej tejże audycji, napisano w podsumowaniu moich wypowiedzi, iż twierdzę, że podejmowanie studiów, to nasz etyczny obowiązek. Co zatem z osobami, które studiować, np. z przyczyn osobistych, rodzinnych, nie mogą? Czy nie mają szansy być dobrymi pielęgniarkami, nie są etyczne?

To byłoby całkowite przeinaczenie moich słów!

Moralny obowiązek
Twierdzę, zgodnie z naszym Kodeksem Etyki, że naszym moralnym obowiązkiem jest podnoszenie swoich kwalifikacji, doskonalenie zawodowe tak, byśmy jak najlepiej służyli zdrowiu i dobru pacjenta. Jego form jest jednak bardzo wiele. Studia pomostowe są oczywiście do tego wyborną, ale przecież nie jedyną okazją.

W tym miejscu na zakończenie dodam, że z kolei etycznym obowiązkiem pracodawców i kadry zarządzającej jest wspieranie swoich podwładnych - pielęgniarek, pielęgniarzy i położnych w wypełnianiu ich tego moralnego obowiązku ustawicznego kształcenia. Wiemy skądinąd, że w niektórych placówkach ochrony zdrowia w Polsce nie jest z tym, mówiąc najoględniej, najlepiej.

Dziękuję za wysłuchanie i przeczytanie. Zapraszam do dyskusji.


* Maciej Krajewski, mgr pielęgniarstwa, pielęgniarz oddziałowy w Wielkopolskim Centrum Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie, na Oddziale Chirurgii Onkologicznej i Ogólnej z izbą przyjęć.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH