Czytaj więcej: medycyna ratunkowa | szpitalny oddział ratunkowy | Juliusz Jakubaszko | dostosowanie do standardów | Jerzy Robert Ładny
zobacz inne>
zobacz inne >
1. POZ od lat miga się od diagnostyki, nie dlatego, że siedzą tam sami debile i nieuki, jak niektórzy próbują nam wmówić, tylko dlatego, że jeżeli zaczną diagnozować to wydają kasę.... Właściciel NZOZu nie pozwoli na to bo te pieniądze już poczuł w swojej kieszeni!!! Skutek - zalanie SOR-ów chorymi ambulatoryjnymi. Podpisanie się pod stwierdzeniem, że chory nie jest w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego tylko na podstawie wywiadu i badania fizykalnego - to czasem odwaga, czasem doświadczenie, ale czasem głupota! I nie wiemy które z powyższych, dopóki czas tego nie zweryfikuje ;-)
2. SOR jest niedofinansowany, bo gdyby opłacało się chorego diagnozować i leczyć na SOR to Polak potrafi - z punktu widzenia NFZ byłoby to jak wybicie olbrzymiej dziury w beczce, którą chcą za wszelka cenę uszczelnić
3. Kategoryzacja i wymogi są kwestią wtórną, bo jeżeli chorzy w stanie nagłego zagrożenia życia stanowiliby większość, a nie ułamek chorych w SOR to szybko można by to opanować
Czyli Ad.1 POZ nie może się opłacać pomijanie diagnostyki i "przerzucanie" problemu (np.nie mniej niż dany % na diagnostykę bo stracą pieniądze, zwrot rzeczywistych kosztów poniesionych na diagnostykę chorego w SOR jeżeli chory mógł otrzymać pomoc w POZ, itp. - pole do olbrzymich konfliktów ;-) Ad.2 Cholernie trudna do zrobienia konkretyzacja "nagłego zagrożenia zdrowotnego" do określonych rozpoznań i odpowiednie finansowanie tych, które w koszyku sie znajdą.
Przepływ pieniędzy zdecyduje, czy Medycyna Ratunkowa będzie w praktyce specjalizacją konkretną i zajmującą się tym do czego została powołana, czy rozmytym w systemie zwyrodniałym tworem