Karanie za każdą drobną pomyłkę - to budzi ogromny sprzeciw

Płatnik nakłada kary umowne nie w sytuacji zaistniałej szkody, tylko za pomyłki, których większość nie skutkuje ani stratą dla NFZ, ani utrudnieniem dla pacjenta - twierdzi Konstanty Radziwiłł, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej - Przecież znaczna liczba drobnych omyłek na receptach nie ma żadnego znaczenia dla możliwości zrealizowania recepty - przekonuje w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl

Rynek Zdrowia: - Prezes NFZ i minister zdrowia przekonują, że większość postulatów lekarzy została w nowym wzorze umów na wypisywanie recept refundowanych spełniona. Jak wygląda ta sytuacja z Pana punktu widzenia?

Konstanty Radziwiłł: - Słyszałem o tym, że jakoby z dziewięciu postulatów lekarzy, osiem zostało spełnionych, ale moim zdaniem to jest jakieś nieporozumienie. Pani prezes Pachciarz opowiada o tym, o czym była mowa podczas spotkania w ostatni piątek (29 czerwca-przyp red.). Trzeba jednak zwrócić uwagę, jak wyglądało to spotkanie.

Zaproszenie NRL na to spotkanie nastąpiło kilkanaście godzin przed jego rozpoczęciem, po południu w czwartek (28 czerwca), co już było poważnym wyzwaniem dla przedstawicieli Naczelnej Rady Lekarskiej. Zdążyli się jednak zjechać z całej Polski.

Następnie, kiedy zjawiliśmy się w centrali NFZ, na stole pojawił się projekt zarządzenia prezesa NFZ z załącznikiem w postaci projektu umowy na wypisywanie recept refundowanych. Wszystkie te dokumenty liczyły około 15 stron, a my mieliśmy natychmiast rozpocząć rozmowy na ten temat.

Pełni dobrej woli poprosiliśmy o godzinną przerwę, żeby móc w ogóle przeczytać te dokumenty. Na gorąco zwróciliśmy uwagę na kilka rzeczy, które były, z naszego punktu widzenia, natychmiast do poprawienia. Te sprawy rzeczywiście zostały poprawione w dużej części.

Jednak mówienie o tym, że postulaty środowiska lekarskiego zostały w ten sposób spełnione jest po prostu nieporozumieniem. Tak wyglądała techniczna część piątkowego spotkania.

- Jakie jest więc obecnie główny powód sprzeciwu lekarzy?

- Istotą sprzeciwu lekarzy jest obecnie regulacja, która zastąpiła karę z tytuły tzw. „nienależnej refundacji”. Obecnie zamieniono ją na karę "za nieprawidłowe wystawienie recepty", jednak bez żadnej definicji, co to oznacza.

W praktyce może chodzić o każdą najdrobniejszą pomyłkę w stosunku do rozporządzenia ministra zdrowia o receptach. W grę wchodzi tu np. pomyłka w jednej z cyfr numeru PESEL, pomyłka w numerze mieszkania pacjenta, literówka w nazwisku pacjenta itd. NFZ może też zakwestionować receptę np. o milimetr dłuższą, czy węższą.

Za każdą z tych pomyłek jest przewidziana obecnie jedna zryczałtowana kara. W rozmowach najpierw zaproponowano ją w wysokości 300 zł. Pod koniec piątkowych rozmów zmieniono na 200 zł.

To jest po prostu totalne nieporozumienie. Ta kara oznacza, że recepta, dotychczas zagrożona zapłaceniem „nienależnej refundacji”, która w zależności od recepty się zmienia, jednak średnio wynosi gdzieś około 20-30 zł, teraz jest zagrożona zapłaceniem 200 zł.

- Zasady nakładania kar nie jasne?

- Problem w tym, że zasada nakładania tej kary jest, zgodnie z wytycznymi NFZ, jasna i praktycznie każda najdrobniejsza pomyłka jest naruszeniem przepisów. Co za tym idzie każda najdrobniejsza pomyłka może skutkować karaniem lekarzy. To właśnie budzi tak ogromny sprzeciw.

Przecież lekarze powinni się skupiać przede wszystkim na tym, żeby recepta była sensownie wystawiona tzn. żeby po odpowiednim rozpoznaniu pacjent mógł liczyć na odpowiednie leczenie. Tymczasem w tej chwili trzeba się skupić przede wszystkim na tym, żeby recepta była poprawnie wystawiona we wszystkich możliwych aspektach formalnych, bo to właśnie będzie zagrożone najwyższą karą.

Paradoksalnie lekarz, który z punktu widzenia medycznego nieprawidłowo wystawi lek, jeśli nie dojdzie do żadnej szkody ze strony pacjenta, w zasadzie w ogóle nie będzie ponosił odpowiedzialności, w przeciwieństwa do tego, który popełni uchybienia formalne.

NFZ próbuje zamienić lekarzy w urzędników i to takich, którzy jako jedyni w Polsce odpowiadają za każdy ruch długopisem wysoką karą. Nie wiem, czy jest inna kategoria urzędników publicznych, którzy w ten sposób odpowiadaliby za swoje postępowanie.

- A w jaki sposób sprawy recept refundowanych i ich kontroli uregulowane w innych krajach?

- Za granicą są stosowane bardzo różne rozwiązania. Jednak generalnie na tle innych krajów europejskich odróżnia nas przede wszystkim nieprawdopodobny stopień skomplikowania recepty. Co za tym idzie możliwość popełnienia dużej liczby pomyłek nawet w jednej recepcie.

Systemy refundacyjne są różne, jednak, co warto podkreślić, w wielu krajach jest to rozwiązane w ten sposób, że lekarz praktycznie w ogóle nie zajmuje się sprawami refundacji. Przykładowo w Szwecji pacjent jest w systemie aptecznym i to apteka oblicza czy w ogóle i ile pacjent powinien zapłacić. W Szwecji regułą jest, że płaci się za pierwsze recepty w roku. Po wykupieniu leków o określonej wartości następne leki po prostu otrzymuje się za darmo.

W niektórych krajach ustalane są sumy ryczałtowe za każdą receptę, albo za każdą pozycję na recepcie. Tak jest np. w Wielkiej Brytanii, tak jest też w Irlandii. Lekarze w ogóle nie zajmują się sprawą ubezpieczenia pacjenta, a tym bardziej poziomu refundacji każdego z leków.

- A propos ubezpieczenia pacjenta. Czy zapowiadane przez Michała Boniego, ministra administracji i cyfryzacji, wprowadzenie we wrześniu Centralnego Wykazu Ubezpieczonych (CWU), który pozwalałby na weryfikację ubezpieczenia pacjenta wpłynie jakoś na stanowisko lekarzy?

- W dzisiejszej sytuacji lekarz, czy świadczeniodawca ma obowiązek sprawdzić coś, co jest niesprawdzalne. Jeżeli pojawi się system, który pozwoli sprawdzać status ubezpieczeniowy pacjentów, będzie to krok w dobrym kierunku. Jednak mając na uwadze to, że przytłaczająca większość polskich obywateli jest ubezpieczona, to planowany przez MAiC system sprawdzania ubezpieczenia będzie mało ekonomiczny.

- Przecież zaangażuje się mnóstwo środków i ludzi, żeby sprawdzić to, czego wynik jest w ogromnej większości wiadomy. Znacznie prościej byłoby sprowadzić sprawę do postępowania odwrotnego. Pacjent, który jest nieubezpieczony i oszukuje, byłby wychwytywany przez NFZ, który refundowałby każdą raportowaną przez placówkę wizytę. To byłoby znacznie prostsze i wystarczyłoby, żeby CWU było w NFZ, a nie w każdej placówce w kraju.

- Rozumiem, że i tak obecnie głównym problemem, na który zwraca uwagę NRL, nieracjonalne, Państwa zdaniem, przepisy dotyczące karania lekarzy?

- Myślę, że sprawa kar dla lekarzy to jest "kropla która przepełnia kielich". Rzeczywiście w tej chwili nieadekwatne, nieuzasadnione kary za błędy formalne w receptach są problemem. Jednak tak naprawdę narastającym problemem jest m in. właśnie to, co się wiąże także ze sprawdzaniem ubezpieczenia. Mam na myśli biurokrację, jaką narzuca się pracownikom medycznym.

Przecież nie po to za ciężkie pieniądze kształci się lekarza, żeby go zamienić następnie w urzędnika. Lekarz powinien się skupić na medycynie i tym się zajmować. Przełożenie jego decyzji na różnego rodzaju formalności do wykonania w gabinecie powinno być ograniczone do minimum.

Pewną szansą na doprowadzenie do takiej sytuacji jest na pewno informatyzacja ochrony zdrowia. Jednak koniec końców te czynności formalne nie powinny być celem działania lekarza. Powinien on być przede wszystkim rozliczany ze swojej działalności merytorycznej.

Oczywiście jeżeli lekarze jest oszustem, malwersantem, to powinien odpowiadać za swoje czyny z całą surowością prawa, jednak przecież od tego nie jest Narodowy Fundusz Zdrowia.

Do sprawy kar warto dodać jeszcze jedną kwestię. Jeżeli już tak zrobiono, że umowa między Funduszem a lekarzem, jest umową cywilno-prawną, to przypominam, że kary umowne w tego typu umowach mają charakter odszkodowania, za straty jakie jedna strona ponosi w wyniku działań drugiej.

Tymczasem w przypadku umów z NFZ jedna strona nakłada kary umowne nie w sytuacji zaistniałej szkody, tylko w sytuacji pomyłki, która nie skutkuje ani stratą dla NFZ ani utrudnieniem dla pacjenta. Przecież znaczna liczba drobnych omyłek na receptach nie ma żadnego znaczenia dla możliwości zrealizowania recepty.

To jest jakiś dodatkowy, niekonstytucyjny rodzaj karnej odpowiedzialności, która miałaby wynikać z umowy cywilno-prawnej. Na to lekarze po prostu się nie godzą.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH