Kraj bogów i Olimpu też nie jest ekonomicznym rajem.
Pomimo strajku pracowników sfery budżetowej, grecki parlament przyjął reformę systemu emerytalnego. W strajku uczestniczyli również lekarze i pielęgniarki, dlatego szpitale przyjmowały tylko w nagłych przypadkach.
Kilkuset urzędników państwowych protestowało przed budynkiem greckiego parlamentu, gdy deputowani przygotowywali się do głosowania nad reformą systemu emerytalnego w sektorze publicznym. Za przyjęciem reformy opowiedziało się 156 deputowanych, przeciw głosowało 128. W zeszłym tygodniu parlament przyjął reformę dla zatrudnionych w sektorze prywatnym.
W czwartek (15 lipca) zamknięte były również zabytki archeologiczne, w tym Akropol, gdyż w strajku brali także udział pracownicy Ministerstwa Kultury i Turystyki.
Uczestniczyli w nim również lekarze i pielęgniarki, w związku z czym szpitale przyjmowały tylko w nagłych przypadkach. Pracownicy publicznej służby zdrowia zapowiedzieli, że w następnym tygodniu będą strajkować przez pięć dni.
Socjalistyczny rząd, który zdobył władzę w październiku, aby uniknąć bankructwa kraju pogrążonego w kryzysie zadłużenia publicznego, zgodził się na wprowadzenie najbardziej drastycznych środków oszczędnościowych w historii Grecji.
Postanowiono m.in. wstrzymać nabór pracowników do służby państwowej, zmniejszyć zarobki urzędników, ograniczyć świadczenia socjalne i podnieść wiek emerytalny, wynoszący teraz średnio 61,3 roku, do 65 lat. W zamian Grecja otrzymała pożyczkę z Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego w wysokości 110 mld euro.
Czytaj więcej: strajk lekarzy | strajk pielęgniarek | strajki | emerytury | kryzys ekonomiczny w Grecji
Świdnica: prowizje zróżnicowały zarobki i poróżniły personel