JJ/Rynek Zdrowia | 16-05-2019 06:00

Finansowanie ochrony zdrowia wzrośnie do 100 mld zł. Czy całość pójdzie na leczenie?

Eksperci, którzy wzięli udział w dyskusji w trakcie sesji ''Medycyna i gospodarka'', w ramach XI Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach, nie ukrywali zadowolenia z faktu, że jeszcze w maju ma nastąpić kolejna zmiana planu finansowego NFZ, który urośnie do ponad 100 miliardów złotych.

- Po zmianach, które są obecnie procedowane, przekroczymy 5 proc. nakładców PKB, co zakładaliśmy na poziomie ustawy dopiero w 2020 roku - wskazywał wiceminister zdrowia Sławomir Gadomski.Fot. PTWP

- To historyczna chwila, która wpisuje się w trend zapoczątkowany w 2017 roku, związany z gwarancją stałego wzrostu nakładów na zdrowie. Gwarancje, jakie zostały zapisane w ustawie potocznie zwanej ''6 proc.'', były przekraczane rokrocznie. Po zmianach, które są obecnie procedowane, przekroczymy 5 proc. nakładców PKB, co zakładaliśmy na poziomie ustawy dopiero w 2020 roku - mówił wiceminister zdrowia Sławomir Gadomski.

Imponujące tempo wzrostu nakładów
Dodał, że jeszcze 3 lata temu plan nakładów na zdrowie zakładał 80 mld zł, a dzisiaj jest to już ponad 100 mld zł. To wzrost aż o 25 proc. w stosunku do 2016 roku. Tempo tego wzrostu jest dwa razy wyższe niż tempo wzrostu produktu krajowego brutto. Polska w tym zakresie jest ewenementem w Europie, bo czegoś takiego nie ma w żadnym innym kraju - przekonywał wiceszef resortu zdrowia.

Zdaniem dr Małgorzaty Gałązki-Sobotki, dyrektor Centrum Kształcenia Podyplomowego Uczelni Łazarskiego, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia, a także zastępcy przewodniczącego Rady NFZ, dane o wzroście nakładów na zdrowie są bardzo optymistyczne, jednak w przysłowiowej beczce miodu jest łyżka dziegciu.

- Przyjdzie nam się z tym zmierzyć już w lipcu, kiedy będziemy analizowali sprawozdanie z wykonania planu finansowego i działalności Funduszu. Nie jest tajemnicą, że przyrosty środków w ostatnich trzech latach zostały przede wszystkim skonsumowane i przeznaczone na pokrycie kosztów pracy w systemie ochrony zdrowia. Jestem przekonana, że nie będziemy mieli spektakularnych wzrostów liczby zrealizowanych świadczeń - mówiła dr Gałązka-Sobotka.

Potrzeby większe niż nakłady
Zdaniem ekspertki w dziedzinie ekonomii rynku medycznego, pomimo optymizmu, którego źródłem jest wzrost finansowania ochrony zdrowia, potrzeby zdrowotne społeczeństwa są znacznie wyższe, chociażby ze względu na starzejące się społeczeństwo oraz narastają szybciej niż środki przeznaczane na ochronę zdrowia.

- Tak jest nie tylko w Polsce, ale we wszystkich wysoko rozwiniętych państwa świata, które przeznaczają nieporównywalnie więcej pieniędzy na zdrowie niż my, a zderzają się prawie z tymi samymi potrzebami - mówiła ekonomistka.

Przekonywała, że drugim - po narastających w błyskawicznym tempie potrzebach starzejących się społeczeństw - przysłowiowym ''tsunami'' dla ochrony zdrowia jest postęp technologiczny. Jest on spektakularny i napawa optymizmem. Z drugiej jednak strony, cena nowych technologii jest tak wysoka, że apetyt na nie jest chłodzony brakiem możliwości ich zakupu nawet przez najbogatsze państwa świata.

- Na razie pieniądze, które wpłynęły do systemu ochrony zdrowia na przestrzeni ostatnich trzech lat przeznaczamy na budowanie fundamentu naszych zasobów. Jesteśmy w trakcie pierwszych pilotażowych programów kompleksowej opieki: nad kobietą w ciąży, KOS-zawał, za chwilę ruszą program SM oraz POZ Plus, które mają optymalizować procesy leczenia. Są to jednak na razie tylko przysłowiowe jaskółki. W zdrowiu tak naprawdę chodzi o to, aby optymalizować wynik zdrowotny - nie tylko rozumiany jako ilość procedur czy liczbę obsłużonych pacjentów, ale jako długość życia w zdrowiu, jakość życia w chorobie. Na razie te efekty nie są najlepsze - podkreślała dr Gałązka-Sobotka.

Nie ma też możliwości odpowiedzieć na pytanie, czy przy pozyskanych dodatkowych środkach finansowych, NFZ może zrealizować swoje zdania. W sprawozdaniu z działalności Funduszu nie ma nie ma chociażby dziesięciu mierników zdrowotnych, które pozwoliłyby na ocenę efektywności wydanych pieniędzy.

- Jako pacjentka czy osoba towarzysząca pacjentce, mogę stwierdzić, że na razie Fundusz nie jest w stanie realizować swoich zdań. Wciąż stoimy w długich kolejkach, wciąż suplementujemy system publiczny własnymi, prywatnymi nakładami na ochronę zdrowia i świadczenia zdrowotne. Nadal różne patologie są w systemie i mimo że pieniędzy jest więcej, prawdziwe wyzwania dopiero przed nami. Jako ekonomistka zawsze mówiłam, że pieniędzy jest za mało, ale same pieniądze nie rozwiążą wszystkich problemów - stwierdziła ekspertka.

Czy kolejki się skróciły, czy jakość świadczeń jest lepsza?
Andrzej Mądrala, wiceprezes zarządu Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych pytał, czy tych pieniędzy rzeczywiście wystarczy na leczenie pacjentów.

- Dzisiaj mija czas, aby NFZ odpowiedział na pytania związane z rezultatami leczenia albo chociaż podał liczbę wykonanych procedur w 2018 roku. Obiecano nam to już w marcu. Mija połowa maja i dalej tych danych nie mamy. Dla nas te dane są najważniejsze - czy kolejki się rzeczywiście skróciły, czy jakość świadczeń jest inna niż była wcześniej. Pieniądze są, ale jeżeli słyszę, że większość z nich pójdzie na płace, to zastanawiam się, ile zostanie na leczenie - mówił prezes Mądrala.

- Nie dyskutuje się z faktami, a są one takie, że pieniędzy jest więcej. Starajmy się je właściwie wykorzystać. Pacjent powinien się leczyć tam, gdzie chce, gdzie ma zaufanie do szpitala i lekarzy. Dzisiaj jest tak, że nakazuje mu się leczyć nie w moim szpitalu, a szukać po całym województwie mazowieckim ośrodka, który wykona zabieg - dodał Mądrala.

Wtórował mu prof. Andrzej Bochenek, wybitny kardiochirurg, członek rady nadzorczej American Heart of Poland, który potwierdził, że ma wielu pacjentów, którzy chcą się u niego operować. Nie może jednak tego robić z powodu braku kontraktu.

Finansowanie długofalowe
Jak przekonywał Szymon Komorowski, dyrektor zarządzający konsultingiem w IQVIA w Europie Wschodniej, każdy wzrost finansowania, kiedy ono jest niewystarczające, trzeba oceniać pozytywnie. Jednak realna wysokość wydatków na zdrowie, nie dzieląc ich na pieniądze z NFZ czy prywatne, jaka byłaby potrzebna, to dwukrotność tego, czym dysponujemy dzisiaj.

- I to nie byłaby żadna ekstrawagancja na skalę światową czy europejską. To nie jest tak, że mamy potrzeby medyczne jak 10 lat temu i dogonimy wydatki. Nam ucieka ziemia spod nóg. Trzeba się zastanowić, gdzie deficyty są największe. W porównaniach największa różnica jest w farmakoterapii. Są też duże luki i opóźnienia w diagnostyce i profilaktyce. Najmniejszą lukę ma paradoksalnie medycyna naprawcza. Nie ma jednak z czego się cieszyć, bo to, że medycyna naprawcza jest bliżej benchmarków wynika z tego, że profilaktyka, diagnostyka i farmakoterapia są tak słabo rozwinięte - mówił Komorowski.

Podkreślał też, że jest daleki od krytykowania tego, że dodatkowe pieniądze idą na płace, bo podaż specjalistów jest jednym z najbardziej krytycznych problemów ochrony zdrowia - co piąty specjalista jest w wieku powyżej 65 lat, jest coraz mniej chętnych do pracy i mamy niż demograficzny.

- Być może bijemy innych na głowę w procentach wzrostu wydatków na ochronę zdrowia. Tak naprawdę jednak ten procent nie ma znaczenia. Pieniądze nie rozwiążą wszystkiego. Jest wiele innych wyzwań procesowych i systemowych w ochronie zdrowia - podkreślał dyrektor Komorowski.

Konieczny jest feedback skuteczności wydatków w systemie
Jak mówił Radosław Sierpiński, pełniący obowiązki prezesa Agencji Badań Medycznych, rolą decydentów w ochronie zdrowia jest alokowanie środków w profilaktykę kardiologiczną czy onkologiczną, aby nie doprowadzić pacjentów do medycyny naprawczej.

- Tylko wtedy, przy ograniczonych środkach finansowych ochrony zdrowia, możemy zapewnić polskim pacjentom dobrą opiekę i właściwe postępowanie - twierdził.

- Z punktu widzenia Agencji Badań Medycznych, która w przyszłym roku będzie dysponowała budżetem ponad 300 mln zł, podstawową rolą będzie prowadzenie niekomercyjnych badań klinicznych, stworzenie środowiska dla polskich badaczy, a dla pacjentów dostępu do najnowszych technologii. Jako instytucja publiczna musimy podjąć odpowiedzialność społeczną i tym pacjentom, którzy mieli nieszczęście zachorować na choroby rzadkie, umożliwić testowanie nowych technologii oraz dostęp do opieki na najwyższym poziomie - mówił Sierpiński.

Podkreślał, że rolą ABM będzie też raportowanie ministrowi zdrowia pełnych danych dotycząc potrzeb społecznych, działań profilaktycznych i koniecznych do podejmowania właściwych decyzji w ochronie zdrowia.

- Dzisiaj tak naprawdę nie wiemy, czy właściwie wydatkujemy środki publiczne, bo nie mamy feedbacku z systemu. Nie wiemy, czy kolejne złotówki do AOS spowodowały, że kolejki tam się zmniejszyły i o ile osób. A może wydanie tej ''złotówki'' byłoby skuteczniejsze z punktu widzenia POZ? Działalność analityczna ABM pozwoli na to, że będziemy otrzymywać pełniejsze informacje z systemu - po to, aby decydenci mogli podejmować trafne i skuteczne decyzje - podkreślał.