Dominika, Bartek, Lena: dzieci ofiarami źle działającego systemu?

W poniedziałek (4 marca) media obiegła informacja o śmierci trójki dzieci: Dominiki, Bartka i Leny. Wszystkie maluchy były leczone z powodu - wydawałoby się - niegroźnych schorzeń, typowych dla tej pory roku. Prokuratury w województwach łódzkim, mazowieckim i lubelskim starają się wyjaśnić dlaczego do tego doszło, a minister zdrowia obiecuje, że zrobi wszystko, aby mali pacjenci byli otoczeni lepszą opieką medyczną.

Jak podał serwis tvp.info, 3,5-roczna Lena J. była przez cały tydzień, na podstawie zaleceń lekarskich, leczona z powodu przeziębienia. Rodzice dwukrotnie zabrali ją do lekarza rodzinnego, który zalecił m.in. podawanie witaminy C i inhalacje. Gdy w piątek (1 marca) w nocy stan dziecka pogorszył się, rodzice zabrali je do placówki nocnej i świątecznej opieki. Ponieważ dziewczynka miała blisko 40 stopni gorączki, lekarz nakazał przewiezienie jej do Szpitala Zachodniego w Grodzisku Mazowieckim.

Według tvp.info, w szpitalu u Leny stwierdzono prawdopodobne zapalenie płuc. W sobotę (2 marca) jej stan się gwałtownie pogorszył. Mimo akcji ratunkowej dziewczynka zmarła, prawdopodobnie z powodu sepsy.

W ubiegłym tygodniu zmarł też w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym w Lublinie, 3,5- miesięczny Bartek. Z informacji podanych przez Gazetę Wyborczą wynika, że chłopca odesłano wcześniej z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Chełmie do miejscowej przychodni, a stamtąd do Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie. Do lubelskiej lecznicy dziecko trafiło w stanie skrajnie ciężkim. Nie udało się go uratować.

Najwięcej emocji wzbudziła śmierć 2,5-rocznej Dominiki, która była leczona przez ponad miesiąc najpierw z powodu zapalenia gardła, następnie oskrzeli i w końcu ucha. Gdy dziewczynka znów zaczęła gorączkować, rodzice i tym razem skorzystali z pomocy lekarza z ambulatorium nocnej i świątecznej opieki medycznej w Skierniewicach, który zalecił podawanie leków przeciwgorączkowych.

Cały następny dzień rodzina domowymi sposobami starała się obniżyć gorączkę, jednak wieczorem temperatura doszła do 41,5 stopnia, dołączyły się drgawki, biegunka i torsje. Rodzice wezwali pogotowie, dyspozytor zalecił jednak telefon do nocnej i świątecznej pomocy medycznej. Gdy lekarz odmówił przyjazdu, a dziecko znów zaczęło wymiotować, matka ponownie zadzwoniła pod numer 999. Tym razem karetka przyjechała. Kiedy dziewczynka trafiła do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 4 im. M. Konopnickiej w Łodzi, była w stanie krańcowo złym. Stwierdzono u niej obrzęk mózgu, zapalenie mięśnia sercowego oraz wątroby. Badania potwierdziły grypę typu B. Dominika zmarła dwa dni później.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH