Jacek Wykowski/Rynek Zdrowia | 20-01-2018 08:00

Uzależnienie od gier komputerowych chorobą. Czy WHO postąpiła słusznie?

Światowa Organizacja Zdrowia wpisała uzależnienia od gier wideo i gier komputerowych na listę Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych (ICD-11). Dokument wprawdzie nie został jeszcze oficjalnie ogłoszony, ale już wzbudza kontrowersje, także wśród ekspertów.

Skalę i konsekwencje problemu z grami i komputerami tak naprawdę zaobserwujemy dopiero za mniej więcej za dekadę. Fot. archiwum

Obecnie obowiązuje w Polsce opracowana przez WHO Międzynarodowa Statystyczna Klasyfikacja Chorób i Problemów Zdrowotnych ICD-10. W opracowywaniu jest następna rewizja klasyfikacji, ICD-11, a jej publikacja planowana jest na rok 2018. Ma służyć poprawie diagnostyki psychiatrycznej, która w związku nowymi obszarami zagrożeń cywilizacyjnych wynikających z rozwoju techniki bardzo dynamicznie się zmienia. 

Na listę WHO wpisała uzależnienia od gier wideo i gier komputerowych. Eksperci widzą w tym plusy, ale wskazują także na zagrożenia. Niektórzy nawet twierdzą, że gry wymykają się klasycznej definicji uzależnienia.

Skala problemu i wątpliwości
Jak zauważa prof. Mariusz Jędrzejko, pedagog społeczny i socjolog z Wydziału Nauk o Zdrowiu i Kultury Fizycznej Uniwersytetu Technologiczno-Humanistycznego w Radomiu, mechanizm uzależnienia dotyczy co 25-30 gracza, ale mechanizm zaburzonych, kompulsywnych relacji do cybertechnologii już co 5-6 nastolatka, z tendencją do poszerzania się grupy „zaburzonych”.

Podkreśla, że problemem jest brak jasnych kryteriów i nie wystarczy tylko kryterium czasu spędzanego z technologiami cyfrowymi - konieczna jest także ocena sposobu korzystania z nich oraz opis jakości i treści równoległych realnych relacji społecznych.

- Kontrowersje związane są z modelami podejść do uzależnień. Jest tu wiele „szkół”, z których część jako uzależnienia traktuje tylko alkoholizm, narkomanię, lekomanię czy hazard. Te podejścia przyjmują, że uzależnienie prowadzi do bezpowrotnego zerwania kontaktu z tym, co zaburza. Gdyby tę zasadę zastosować wobec gier komputerowych albo internetu, oznaczałoby to zakaz grania i surfowania w sieci. A przecież tak nie jest. Gdy kończymy terapię z nastolatkiem z „cyberzaburzeniami”, może on wrócić do sieci, ale na ściśle określonych warunkach, co nazywamy modelowaniem. Stąd moja ostrożność wobec decyzji WHO - tłumaczy nam prof. Jędrzejko.

Maja Polikowska-Herman, psychiatra i psychoterapeutka pracująca w SZPZLO Warszawa-Ochota oraz reprezentująca Instytut Amici, zwraca jednak uwagę, że zmienia się podejście w terapii uzależnień, m.in. w leczeniu alkoholizmu.

- Mamy już leki, które stosuje się u pacjentów także w celu ograniczenia ilości picia, chociażby naltrekson. Medycyna już wie, że w przypadku niektórych osób nie udaje się całkowicie wyeliminować spożycia alkoholu. Naltrekson wycisza ośrodek nagrody, powodując jednocześnie bardzo szybkie wystąpienie zespołu abstynencyjnego po spożyciu alkoholu - tłumaczy.

Konstatuje, że z drugiej strony - teoretycznie - zawsze można ograniczyć uzależnienie do zera, także od gry.

Granie jako choroba - dlaczego będzie lepiej
Prof. Bartosz Łoza, kierownik Kliniki Psychiatrii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, zwraca uwagę, że specjaliści i bez odpowiedniego kodu mogą rozpoznawać uzależnienie od gier, ale wpisanie tego problemu na nową listę ICD-11 zbuduje wśród lekarzy, terapeutów - ale i w społeczeństwie - jego większą świadomość.

- Każde umieszczenie na liście kodu wzmacnia naszą uważność w odniesieniu do tego, co obejmuje. Mamy korzyść trochę organizacyjną, a trochę „propagandową”, bo faktycznie jest to nowe zjawisko, którego w epoce przedinternetowej nie było - tłumaczy.

Wyjaśnia, że terapeuci dostrzegają istotną lukę w określaniu tego specyficznego stanu zaburzenia, co przekłada się na komplikacje w jego diagnostyce i terapii. Wejście uzależnienia od gier na listę będzie więc skutkowało traktowaniem go tak samo, jak innych uzależnień behawioralnych, np. hazardu.

Dodaje: - Sądzę też, że niebawem lista zostanie poszerzona o inne cyberuzależnienia, a być może także o nowy typ zachowań autoagresywnych w postaci skrajnej „medycyny estetycznej”, tatuaży czy piersingu - wyjaśnia prof. Jędrzejko, podkreślając, że „jesteśmy na wielkiej ścieżce wznoszącej różnego typu zaburzeń i zachowań ryzykownych epoki ponowoczesności”.

Profesor zwraca także uwagę, że wpis da szansę na tworzenie specjalistycznych ośrodków finansowanych np. przez NFZ: - Sądzę, że niektóre z uzależnień powinny mieć swoją instytucjonalną ścieżkę terapii - podsumowuje.

- Tego typu pacjenci są obecnie refundowani z rozpoznaniem zaburzeń nawyków i popędów. Wpisanie na listę może być impulsem do tego, by powstało więcej takich placówek jak nasza - mówi Dorota Jabłońska, psycholog i kierownik Młodzieżowej Poradni Profilaktyki i Terapii "Poza Iluzją" w Warszawie - pierwszej i póki co jedynej tego typu w stolicy, w której można leczyć się za darmo.

Polikowska-Herman konstatuje, że wpis to „takie trochę otwarcie bramy”, by móc na liście zamieścić także inne, nowe uzależnienia. Podkreśla, że jest ich już bardzo dużo, a psychiatra za nimi nie nadąża.

- Za chwilę będziemy mieli cały wirtualny świat dostępny z pomocą specjalnych gogli VR. Tak naprawdę będzie mogła w nim utonąć co druga osoba - przestrzega.

Trzeba uważać na stygmatyzację i… modę
- Obawiam, się, że u młodego człowieka ta diagnoza może być nadużywana, tak jak zdarzało się to w przypadku ADHD czy Zespołu Aspergera. Poza tym taka diagnoza nierzadko powoduje zdjęcie z rodziców odpowiedzialności, którzy kodują sobie informację, że dziecko jest chore i to system oraz osoby z zewnątrz mają coś z tym zrobić, a nie oni - podkreśla Dorota Jabłońska.

Akcentuje, że bez włączenia rodziny w proces terapeutyczny wyjście ze szkodliwego używania komputera jest bardzo trudne, a czasem wręcz niemożliwe, bo sam młody człowiek nie dostrzega problemu („przecież wszyscy grają”).

- Chodzi też o pewnego rodzaju stygmatyzację - zaznacza.

- W medycynie też występuje zjawisko mody - na różne rozpoznania. Nie można dawać się jej zwodzić. Uważajmy, by nie doszło do takiego czegoś, jak wcześniejsze zachłyśnięcie się ADHD - że nagle wszyscy będą uzależnieni od gier - przestrzega Maja Polikowska-Herman.

Prof. Bartosz Łoza zauważa, że w procesie uczenia się nowego rozpoznania powinniśmy pamiętać, że problem z grami zdecydowanie częściej dotyczy mężczyzn. Radzi, by oprócz gier zwrócić także uwagę na hazard internetowy czy tzw. hejtowanie.

Na zupełnie inny skutek wpisu uzależnienia od gier na listę ICD-11 zwraca uwagę Polikowska-Herman.

- Jeżeli coś jest chorobą, w sądach może to zostać wykorzystywane w walce o dzieci. Kodeks rodzinny wyraźnie mówi, że prawa rodzicielskie mogą być ograniczone lub odebrane w momencie, gdy jedno z rodziców jest chore bądź leczy się psychiatrycznie - i nie ma znaczenia, na jaką chorobę. Może nią być właśnie uzależnienie od gier - wyjaśnia.

Pomóc muszą rodzice i szkoła
Prof. Jędrzejko przewiduje, że problem z grami będzie narastał m.in. dlatego, że rodzice mają bardzo słabe kompetencje w zakresie edukacji medialnej, nie przyjmują też do wiadomości potrzeby modelowania relacji dziecko-gry, dziecko-telefon komórkowy, dziecko-internet.

- Większość gier jest rozwojowa dla dziecka i dorosłego, ale część jest ohydna, prymitywna, wulgarna, antykulturowa. Dzieci grają w takie gry, jakie kupują im rodzice. To prymitywni dorośli obudowują je barbarzyńskim językiem. Bicie na alarm? Nie, raczej wyjaśnianie rodzicom - zanim kupisz „Wiedźmina”, „GTA V” zastanów się - mówi stanowczo socjolog.

Jak tłumaczy Dorota Jabłońska, bardzo często rodzice, gdy wracają po pracy do domu, sami zasiadają przed telewizorem lub komputerem. Nie pokazują dziecku czegoś, co byłoby dla niego ciekawe, np. jazda na rowerze, pójście na basen czy nawet pogranie w tradycyjne gry planszowe.

- Dziecko również idzie do pokoju i siada przed komputerem czy „przykleja się” do smartfona. Rodzice z tego korzystają, bo wtedy mogą zająć się swoimi sprawami. Taki schemat trwa niekiedy całe lata. A potem się okazuje, że jest problem - najczęściej wtedy, gdy zaczynają się kłopoty dziecka w szkole. Dlatego bardzo ważna jest edukacja rodziców - wyjaśnia Jabłońska.

Przyznaje, że jej placówka prowadzi grupę terapeutyczną dla rodziców dzieci, które mają problem z używaniem komputera/internetu, ale nie jest to stała oferta. Powodem jest nieotrzymanie dotacji z Krajowego Biura Do Spraw Przeciwdziałania Narkomanii.

Pokolenie "ekranowe" będzie pasywne?
Prof. Łoza przewiduje, że skalę i konsekwencje problemu z grami i komputerami tak naprawdę zaobserwujemy dopiero za mniej więcej dekadę.

- To wtedy pokolenie „screen teenagersów” (tzw. pokolenie ekranowe - red.), zamiast zakładać rodziny, płodzić dzieci, będzie pasywne. To pokolenie już teraz niechętnie bierze odpowiedzialność za siebie. Proszę sobie wyobrazić, że w czasach masowej, wszędzie dostępnej pornografii spada liczba stosunków seksualnych - zauważa.

Podsumowuje, że już samo bycie online może być formą uzależnienia, a badania nie wychwytują negatywnych skutków kompulsywnego przesiadywania w sieci. Tama dobrostanu emocjonalnego pęka mianowicie tam, gdzie pojawiają się zaburzenia depresyjne i okołodepresyjne. - Ich tempo gwałtownie rośnie - kończy prof. Łoza.