Dziennik Zachodni/Rynek Zdrowia | 16-10-2008 11:18

Sklepy z legalnymi środkami odurzającymi są zagrożeniem?

Katowice, to kolejne miasto, gdzie można legalnie kupić środki odurzające. Za kilkadziesiąt złotych dostaniemy specyfiki, które wpływają na ludzki organizm podobnie jak narkotyki. Lekarze nie mają wątpliwości - branie takich używek jest niebezpieczne dla zdrowia i przyzwyczaja do rytuału odurzania się, co jest pierwszym krokiem do narkomanii.

Sklepów z legalnymi używkami jest już w Polsce kilkanaście. Działają między innymi w Krakowie, Łodzi i Sopocie. W piątek taki interes rusza w Olsztynie, w sobotę w Warszawie i Gdyni. Na otwarcie czeka około dwudziestu kolejnych punktów. Sprzedaż dopalaczy kwitnie też w internecie.

Lekarze nie mają wątpliwości, te specyfiki niszczą zdrowie. Problem jednak w tym, że obrót substancjami chemicznymi, które oferowane są w tych sklepach nie jest w Polsce zabroniony.

Pierwszy na Śląsku sklep z legalnymi środkami odurzającymi działa od trzech tygodni w Katowicach. Można tam kupić substancje o działaniu podobnym do marihuany, amfetaminy, extasy oraz LSD. Bez żadnej reklamy każdego dnia ten punkt odwiedza co najmniej dwustu klientów. Ściągają ich specyfiki podobne do tych, które wcześniej można było dostać tylko na czarnym rynku.

- Dopalacze stworzono po to, by wywoływały efekty podobne do narkotyków - przyznaje właściciel sklepu, Michał Skowronek. - Ale to środki bezpieczniejsze od narkotyków. Na przykład nie wywołują uzależnienia - zapewnia.

- Jak można twierdzić, że tego typu środki nie wywołują uzależnień? Przecież uzależnić możemy się od wszystkiego, nawet od coca-coli. Co dopiero od specyfików o charakterze odurzającym - podkreśla psycholog Renata Romanowska.

Prof. Andrzej Pilc z Instytutu Farmakologii Polskiej Akademii Nauk dodaje, że legalność dopalaczy wcale nie oznacza, że nie są one szkodliwe.

- Skutki ich zażywania są podobne jak zwykłych narkotyków - zaznacza profesor. Z kolei według psycholog Renaty Romanowskiej teza, że dopalacze nie uzależniają jest bardzo ryzykowna.

- Skoro uzależnienie może wywołać nawet coca-cola, to nie ma możliwości, by ze środkami odurzającymi było inaczej. Fakt, że są w wolnorynkowej sprzedaży o niczym nie świadczy. A skoro są ogólnodostępne, to sięgnąć po nie mogą również niepełnoletni - obawia się Romanowska.

Poza tym sięganie po tego typu używki wyrabia wśród młodych ludzi nawyk „brania prochów", by dobrze się bawić. A to pierwszy krok do narkomanii.

Michał Skowronek zapewnia, że każdy klient w jego sklepie musi potwierdzić swój wiek. Ale w internecie takie ograniczenia już nie obowiązują. A w sieci interes kręci się jeszcze lepiej niż w punktach sprzedaży bezpośredniej.

Choć ludzie handlujący tymi specyfikami, zapewniają o ich legalności i bezpieczeństwie, z jakiegoś powodu przy ofertach zamieszczają klauzulę mówiącą, że środki te nie są przeznaczone do spożycia dla ludzi, a sprzedawane są jedynie dla celów... kolekcjonerskich, naukowych, edukacyjnych i obrzędowo-religijnych.

- To wykorzystywanie luk w prawie. Ale nie widzę możliwości na ich załatanie - mówi prawnik Konrad Wyrębowski. - W Szwecji problem ten rozwiązano w dość prosty sposób. Za posiadanie lub sprzedaż substancji uznanej za niebezpieczną dla zdrowia lub życia można trafić na rok do więzienia. Tylko jak w tej sytuacji traktować papierosy czy alkohol? Jak widać, ciężko o złoty środek - dodaje.

Ministerstwo Zdrowia od kilku miesięcy próbuje znaleźć złoty środek do walki ze sprzedawcami dopalaczy. Urzędnicy próbowali szukać wsparcia u inspektora sanitarnego, w Głównym Inspektoracie Farmaceutycznym, a nawet w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Bezskutecznie.

Na razie, zgodnie z nowelizacją ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii (w myśl decyzji Rady UE), której projekt został przyjęty we wtorek, na listę zakazanych substancji ma trafić benzylopiperazyna, zwana też BZP, która działaniem przypomina amfetaminę. Problem w tym, że to tylko składnik jednej grupy dopalaczy.

- Już wycofujemy ze sprzedaży środki oparte na BZP. Będą inne, równie skuteczne - informuje właściciel katowickiego sklepu.

Specjaliści przewidują, że przez dopalacze w Polsce zdecydowanie powiększy się problem narkomanii. Według najnowszego raportu Europejskiego Centrum Monitoringu Narkotyków i Narkomanii, w naszym kraju do palenia marihuany przyznaje się 9% społeczeństwa, kontakt z kokainą miał niecały 1% ludzi. W Danii, Hiszpanii czy Irlandii, te liczby są kilkakrotnie większe. W Polsce za kilka lat może być podobnie.