Nigdy nie wyciągali ręki o pomoc, bo wstyd, ale leczenie trójki chorych dzieci kosztuje. Leki więc biorą

Na Suwalszczyźnie, w Rudnikach mieszkają Sidorowie z siedmiorgiem dzieci. Troje jest ciężko chorych.

Zaczęło się cztery lata temu. Najpierw zachorował syn, Andrzej. Skarżył się na ból brzucha. Lekarza przepisał tabletki, które nie pomogły. Z rozlanym wyrostkiem trafił do suwalskiego szpitala, gdzie uratowano go z trudem. Skutkiem jednak zbyt późnej diagnozy jest powiększona komora serca i problemy neurologiczne. Musi być pod stałą opieką lekarzy.

Córka Asia niedawno świętowała swoje dziewiąte urodziny. Też jest ciężko chora. Najpierw przeszła toksokarozę. Później zachorowała kolejna córka Krysia. Od dłuższego czasu skarżyła się na ból nogi. Lekarz sugerował, że symuluje, że chce wymigać się od lekcji. Jesienią, niemal trzy lata temu, dziewczynka, na szkolnych zawodach sportowych zdobyła złoty medal. Była najlepsza w biegu przełajowym. Następnego dnia biegała po mieszkaniu, uderzyła nogą w kant biurka.  I rozsypało się jej kolano. Rak wyżarł dziurę w nodze. Białostoccy lekarze chcieli ją amputować.

Sidorowie nie zgodzili się, pojechali szukać ratunku do Centrum Zdrowia Dziecka. Tamtejsi medycy dali nadzieję. Wstawili endoprotezę, tyle, że zwykłą. A to niepotrzebny dyskomfort i ból. Co pewien czas trzeba ją dostosować do wzrostu dziecka. Krysia przeszła już dwanaście takich zabiegów. Można było ich uniknąć, gdyby wstawić protezę magnetyczną, która "rośnie” wraz z nogą. Ale do takiego komfortu trzeba było dopłacić. A Sidorom ledwo wystarczyło na dojazd do szpitala. Półtora roku temu lekarze wykryli u Krysi guzki nowotworu na płucu. Wycięli. Drugiego płuca podobno nie mają odwagi badać.
Od kilku tygodni dziewczynka traci na wadze. Potrzebuje witamin i płynów, które przywróciłyby jej apetyt.
Sidorowie nie maja na to pieniędzy. Z trudem wysupłują na kolejne wyjazdy do Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, gdzie bywają średnio co trzy tygodnie. A każda wyprawa, to wydatek co najmniej kilkuset złotych.

Lekarstwa dzieciom kupują na zeszyt. Jak dostają świadczenia zdrowotne, to zwracają pieniądze. A jak nie wystarcza, to sprzedają prosiaka. Tyle, że w chlewie zaczyna już robić się pusto.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH