- Tak długo, jak normalnie żyję, będę robić wszystko tak, jak do tej pory. Pracować w Sejmie, zabierać głos, prowadzić prace doktorskie, spotykać się z dziećmi. Żyję dalej, staram się żyć normalnie. Zakładam, że jeszcze pożyję. Ale nie czepiam się życia kurczowo - mówi w wywiadzie dla Dziennika Zbigniew Religa.

- Moje przemyślenia są proste: nie ma człowieka, który by nie umarł. Łącznie z papieżem. Skoro jest to nieodwołalne i nieodwracalne, to nie ma się czego bać - odpowiada profesor pytany czy obawia się śmierci.

Dodaje: - Każdy musi umrzeć. Dla mnie śmierć jest niczym, śmierć jest snem. Tłumaczę to sobie jeszcze tak: miałem ukochane miejsce w świecie - Wyspy Zielonego Przylądka. Ukochane było dawno temu, kiedy nie było tam tych wszystkich hoteli, tłumu turystów, hucznych imprez, a ja mogłem łowić ryby. Ale mnie na tych Wyspach nie ma. Nie żyję tam, nie żyję i już. To samo dotyczy innych miejsc na świecie. I naturalną koleją rzeczy kiedyś nie będzie mnie też tu.

- Niezależnie od zabiegów i tak umrę - mówi zapytany o swoją chorobę nowotworową, do której publicznie się przyznał. - Stosuję się do zaleceń lekarza, uzgadniam z nim, co jest dla mnie dobre, a co złe. I ustalam komfort życia: stosuję taką terapię, jaka nie zaburza tego komfortu. Z doświadczeń półtorarocznych wiem, że chemioterapia działa na mnie fatalnie. Umarłbym po tej chemii. Do niej już nie wrócę.

Wyznaje: - Chciałem odwiedzić w Stanach Zjednoczonych miejsca, w których byłem i które miały na mnie wpływ. Pojechałem tam, ale musiałem przerwać tę podróż właśnie ze względu na odczyn popromienny. Całe szczęście, że wróciłem. Jednak zdążyłem zobaczyć te wszystkie miejsca istotne dla mnie ze względów zawodowych. Musiałem niestety zrezygnować z wędkowania na Wielkich Jeziorach. Nie miałem już siły.

W wywiadzie padają i inne trudne pytania, na które Zbigniew Religa odpowiada bez wahania.

- Kiedy rozmawia pan zupełnie szczerze ze swoim lekarzem o dalszych perspektywach, to co pan słyszy?
- Słyszę prawdę. Lekarz mówi mi, jak powinienem być dalej leczony, kiedy następne badanie kontrolne i co w nim może wyjść.

- Pyta pan, ile jeszcze czasu przed panem?
- Absolutnie nie. To nie jest pytanie do niego.

- A do kogo?
- Do mnie. Jestem lekarzem. Co prawda tylko kardiochirurgiem, ale wydaje mi się, że niezłym. Mam rozeznanie w chorobach, więc nie muszę nikomu stawiać takich pytań.

- A pan co sobie odpowiada?
- Odpowiadam, że muszę jeszcze załatwić to, to i to. I załatwiam.

- Ale bez udawania przed samym sobą: ile pan sobie daje czasu?
- Nie muszę udawać. Ja naprawdę nie wiem.

Profesor Zbigniew Religa mówi, że jest zadowolony ze swojego dotychczasowego życia. Mówi też otwarcie o tym co, kiedyś, nieuchronne: - Mam bardzo niewiele rzeczy do załatwienia. Został mi tylko testament do napisania i jakoś nie wiem, czy mam się umawiać z prawnikiem, czy wystarczą świadkowie. Ale to będzie prosty testament, trzy zdania, więc nie ma o czym mówić. Rodzina wie mniej więcej, jak powinien wyglądać mój grób, a reszta... Reszty nie ma.

Obszerny tekst wywiadu z prof. Zbigniewem Religą został opublikowany w piątkowym (31 października) wydaniu Dziennika. Z profesorem rozmawiały: Renata Kim i Barbara Kasprzycka.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH