PAP/Rynek Zdrowia | 20-04-2019 10:20

Prof. Maksymowicz: mimo wielu artystycznych zainteresowań wybrałem medycynę

Neurochirurg prof. Wojciech Maksymowicz, mimo wielu artystycznych zainteresowań w młodości, wybrał nie sztukę, ale medycynę. Nie porzucił jednak malarstwa, uprawia je w wolnych chwilach - mówi, że daje mu odpoczynek od codziennej ciężkiej pracy.

Prof. Wojciech Maksymowicz podczas gali Laureatów Portretów Polskiej Medycyny 2016. Fot. PTWP

Prorektor do spraw Collegium Medicum Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego prof. Wojciech Maksymowicz na co dzień operuje pacjentów w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Olsztynie. W wolnych chwilach maluje, a obrazy jego autorstwa można zobaczyć w galerii Bakałarz Wojewódzkiej Biblioteki Pedagogicznej w Olsztynie. Są to pejzaże morskich plaż, widoczki z Nałęczowa, portrety dzieci, ilustracje norweskich trolli czy sceny ze stacji drogi krzyżowej. Te ostatnie zdobią na co dzień kaplicę w Szpitalu Uniwersyteckim w Olsztynie.

- Odżegnuję się od nazywania mnie artystą. Namówiono mnie, bym pokazał swoje obrazy. Ciągle mam jednak niepokój, czy nie jest to bezczelność z mojej strony, bo nie jest to w końcu mój zawód. Pozwoliłem sobie odsłonić to, co zwykle jest bardzo intymne dla mnie - powiedział prof. Maksymowicz.

Dodał, że obrazy maluje głównie dla siebie, rodziny i przyjaciół.

Pytany, skąd zainteresowanie sztuką, prof. Maksymowicz odpowiedział, że w młodości miał wiele artystycznych zainteresowań.

- Niektórzy mówią, że najlepiej, jak się ma jedną pasję i człowiek się na niej koncentruje. Ja miałem ten problem, że miałem wiele pasji. Gdy kończyłem Liceum Ogólnokształcące nr 1 im. Adama Mickiewicza w Olsztynie, moja polonistka uważała, że powinienem zająć się na poważnie literaturą i zacząć pisać. Nauczycielka od sztuk plastycznych namawiała mnie na studia w Akademii Sztuk Pięknych - powiedział.

Jak wspomina, kiedy recytował w szkolnej auli np. Wielką Improwizację, był przekonany, że aktorstwo także może być jego powołaniem. Odkrył w sobie również miłość do śpiewu i zaczął uczęszczać do klasy wokalnej w szkole muzycznej.

- Gdy zaczęła się klasa maturalna, trzeba było się jednak na coś zdecydować. Zaciekawiły mnie problemy związane z fizjologią mózgu, a moja babcia, która była - obok mamy - moją przewodniczką życiową, namówiła mnie na medycynę. Babci bardzo zależało, by podtrzymać rodzinne tradycje; jej brat był uznanym przed wojną lekarzem i wielkim społecznikiem - wspomina prof. Maksymowicz.

Jak dodał, uzgodnił z babcią, że pójdzie studiować medycynę, jednak nie zostanie lekarzem praktykującym, ale zajmie się naukowo neurochirurgią. Wówczas, jak wspomina, malarstwo zeszło na drugi plan, ale w wolnych chwilach do niego powracał - i wciąż powraca.

- W pracy zawodowej, jestem nieustannie poddawany stresom. Na co dzień podejmuje się decyzje dotyczące życia i śmierci, i ta odpowiedzialność i stres kumuluje się. Potrzebuję chwil, w których mogę oderwać się od pracy i malowanie daje mi to niewątpliwie - wskazał.