Pomorze: konflikt w WOPR z wyborami w tle

Jednostkę WOPR w Gdańsku władze Pomorskiego Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego uznały za działającą nielegalnie i podjęły uchwałę w sprawie jej zawieszenia. Prezydent Gdańska, jako organ nadzorujący działalność stowarzyszeń, wniósł do sądu o unieważnienie tej uchwały, a sąd podzielił jego zdanie.

Gdzie leży przyczyna konfliktu? Jak mówią nieoficjalnie jego strony - gdzie nie wiadomo o co chodzi - z pewnością chodzi o pieniądze...

Spotkania bez ustaleń
- Nie możemy wydawać kart pływackich, egzaminować, czyli tego, o co w ramach działalności stowarzyszenia robiliśmy do tej pory. Władze Pomorskiego WOPR po prostu paraliżują naszą działalność - mówi portalowi rynekzdrowia.pl członek zarządu Sopockiego WOPR Kazimierz Zalewski.

- Byliśmy 9 sierpnia na drugim już spotkaniu z prezydentem Gdańska Pawłem Adamowiczem. Spotykaliśmy się także z wojewodą. Na jednym ze spotkań z władzami województwa obecni byli prezesi WOPR w Słupsku, Wejherowie, Gdyni, Sopocie, Gdańsku. Niestety, nie zapadły żadne konkretne ustalenia - ubolewa Ryszard Miroszniczenko, prezes Gdańskiego WOPR.

Jego zdaniem sytuacja w Pomorskim WOPR jest chora. W opozycji do zarządu wojewódzkiego są największe nadmorskie jednostki terenowe WOPR.

- W ramach struktur wojewódzkich jednostki liczące 20 członków mają tyle samo do powiedzenia, co na przykład jednostka gdańska, która ma ponad 300 członków, a co najmniej drugie tyle to gdańska młodzież, która została pozbawiona praw statutowych decyzją o zawieszeniu gdańskiego WOPR - stwierdza Miroszniczenko.

Chcą jawności
Całe zło zaczęło się, zdaniem gdańskich działaczy, trzy lata temu, kiedy zaczęli się domagać większej jawności i przejrzystości działalności WOPR, w tym dostępu do sprawozdań finansowych.

- Sądziliśmy, że poradzimy sobie z konfliktem we własnym gronie. Niestety, na to się nie zapowiada. Pewnym rozwiązaniem mogłoby być działanie nadzoru nad stowarzyszeniami i wniosek do sądu o powołanie w stowarzyszeniu kuratora. Sytuacja tego wymaga bo w Pomorskim WOPR dzieje się źle - zaznacza Miroszniczenko.

Prezes Pomorskiego WOPR Marek Koperski podkreśla, że nie ma żadnego konfliktu pomiędzy zarządem wojewódzkim a jednostkami w Gdańsku i Sopocie. Jego zdaniem jest jeden WOPR i nie ma w jego ramach miejsca na inne instytucje, które mogą być samorządne. W strukturze jest Zarząd Główny WOPR, zarządy wojewódzkie oraz... WOPR w Sopocie i Gdańsku.

- Uchwała, o likwidacji gdańskiego oddziału WOPR, którą uchylił sąd, została wadliwie przez nas podjęta. Gdański WOPR, podejmując decyzję o zarejestrowaniu się jako stowarzyszenie, automatycznie wyłamał się ze struktur WOPR. W PCK nie może być drugiego PCK, czy w ZHP nie może być drugiego niezależnego ZHP - tłumaczy Koperski.

Nie ma konfliktu?
- Jedyną dopuszczalną możliwością legalnej działalności WOPR w ramach pomorskich struktur jest zmiana organizacji ze stowarzyszenia na jednostkę terenową. To wynika z logiki statutu krajowego i pomorskiego WOPR, który mówi o jednostkach terenowych a nie o związku stowarzyszeń na poziomie województwa pomorskiego, którego nigdy nie było i nie będzie - dodaje Koperski.

Zdaniem prezesa nagonka w mediach i pisanie o konflikcie, którego nie ma w Pomorskim WOPR, nie służy organizacji. Nie będzie też pomocne w rozliczaniu środków unijnych jakie otrzymali ratownicy.

Marek Koperski przypomina o pozyskanych przez WOPR z Urzędu Marszałkowskiego 1,8 mln zł, gdzie 25 proc. to środki własne, na zakup sprzętu ratowniczego dla wojewódzkiej jednostki WOPR w Gdańsku i jednostek terenowych - w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego dla Województwa Pomorskiego na lata 2007-2013.

- Sześć jednostek terenowych intensywnie korzysta z tych środków, a cztery pozostałe w mniejszym stopniu. To jest niewątpliwy sukces Pomorskiego WOPR, który przeszkadza tym, którzy nie uczestniczą w projekcie i robią wszystko, aby go zdezawuować - stwierdza Koperski

Bo idą wybory...
- Z tego, co mi wiadomo, nieporozumienia w Pomorskim WOPR mają podłoże personalne. Ratownicy "śródlądowi", działający na jeziorach i pływalniach, mają inne interesy niż ratownicy pracującymi w kąpieliskach nadmorskich. Oczywiście żaden konflikt nie jest potrzebny takiej organizacji jak WOPR i wysoce naganna jest nieumiejętność jego rozwiązania – mówi portalowi rynekzdrowia.pl Jerzy Telak prezes Zarządu Głównego WOPR.

Zdaniem prezesa obecna sytuacja i coraz wyższa temperatura konfliktu spowodowana jest zbliżającymi się wyborami do władz Zarządu Wojewódzkiego WOPR w regionie.
 
- Mam nadzieję, że zostaną przeprowadzone demokratycznie, według takiego klucza, który umożliwi wybór na szefa związku prezesa-lidera, jak to było do 2004 roku. Nasze stowarzyszenie ma strukturę budowaną od podstaw - nie poleceniem, nie decyzją czy uchwałą zarządu. Liderów wybiera się na samym dole. Moi koledzy powinni myśleć nad tym co zrobić, aby rozwiązać całą tę konfliktową sytuację - podkreśla Jerzy Telak.

Było pięknie, teraz potrzebny jest spokój
Prezes WOPR wspomina czasy, kiedy Pomorski WOPR był jednym z trzech najsilniejszych ośrodków w kraju. W tej chwili np. WOPR w Zachodniopomorskiem wyprzedził go znacznie pod względem rozwiązań organizacyjnych i technologii ratownictwa.

Mimo że Sopot nadal jest nad morzem niekwestionowanym liderem pod względem ratownictwa, to zaczyna z nim skutecznie rywalizować Świnoujście, jest bardzo nowoczesny Kołobrzeg, świetnie radzą sobie Międzyzdroje.

- Pozostaję w kontakcie z Urzędami: Wojewódzkim i Marszałkowskim w Gdańsku. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że obecna struktura Pomorskiego WOPR, w szczególności pod względem personalnym, już wyczerpała swoje możliwości. Dobrym rozwiązaniom potrzebny jest jednak spokój i demokratyczne wybory - podsumowuje prezes Telak. Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH