Pokonali raka, teraz zdobywają szczyty

Podopieczni Fundacji Pokonaj Raka 20 lutego wrócili z wyprawy, której zwieńczeniem była próba wejścia na szczyt na Aconcaguę (6962 m. n.p.m.). Ci podopieczni to osoby, które wygrały walkę z rakiem. Wyprawa została zorganizowana w ramach projektu Szczyty Życia.

Na najwyższy szczyt Ameryki Południowej wspinał się młody mężczyzna, który na swoim koncie ma zwycięską walkę z rakiem pnia mózgu oraz kobieta, która wygrała z nowotworem piersi. Wcześniej podopieczni Fundacji zdobyli już Mont Blanc i Kilimandżaro. W kolejce są następne szczyty z Korony Ziemi.

Wielu z nich ma karty inwalidzkie, są po wyniszczającej chorobie, operacjach, chemioterapii. To nie znaczy, że są w gorszej sytuacji niż zdrowi. W górach wszyscy mają takie same szanse.

- Podchodzenie od bramy Machame w Parku Narodowym Kilimandżaro (1800 m n.p.m.) do wejścia na szczyt - 5895 m n.p.m. zajęło nam 6 dni. Na szczycie był śnieg, po drodze czułam jak odmarzają mi palce. W 11 - osobowej grupie dwie osoby były po chorobie nowotworowej. Na 9 pozostałych zdrowych uczestników 5 nie weszło. Byli lepiej przygotowani fizycznie, ale chyba zawiodła ich psychika - opowiada Małgorzata Kurtyka-Kozioł, która uczestniczyła w ubiegłorocznej wyprawie na szczyt.

Nie wolno się poddać

W 2006 roku, w wieku 42 lat, dowiedziała się, że jest chora na raka. Pierwsza operacja była w grudniu 2006 roku, później kilka kolejnych, 8 eksperymentalnych chemioterapii, okazało się, że są trzy różne nowotwory. Jednak przekonanie, że to nie jest jeszcze moment na odejście - pomogło.

Informacja o wyprawach była ogłoszona na spotkaniu Amazonek. - Góry nie były moją wielką pasją. Najwyżej dotąd byłam na Giewoncie. Jednak pomyślałam, że to jest dla mnie. Nie wiem dlaczego. Badania przed wyjazdem - na wydolność i kondycyjne - wyszły ledwo dostateczne. Pomyślałam: to jest dopiero wyzwanie. Pokazać, że jednak się da.

Przed wyjazdem był trekking w Alpach i ćwiczenia na poprawę kondycji. Ale wyprawa na Kilimandżaro to trochę co innego. - Był taki moment, który potem minął, że porównywałam wejście na szczyt z chemioterapią. Przeżyłam ją ciężko. Kiedy miałam kryzys, lekarz powiedział, że pozwoli mi umrzeć, jeśli tylko powiem czekającym za drzwiami mężowi i dzieciom, że to koniec, że chcę się poddać, nie chcę już walczyć. Pomogło.

Podczas wspinaczki na Kilimandżaro też był moment zawahania. - Było ciężko, 130 m od wierzchołka góry pomyślałam, że odpuszczę. Ale przyszła refleksja - nie idę dla siebie. Muszę wejść, by opowiedzieć o tym innym kobietom, które zmagają się z chorobą i nie radzą sobie z codziennością. To dla nich znak, że można pokonać słabości i przezwyciężyć najgorsze. Trzeba iść do przodu, nie wolno się poddawać.

Nie ma łatwych gór

Bardzo często próbę zdobycia szczytu traktuje się jako wyzwanie podobne do podjęcia walki z chorobą nowotworową. Przede wszystkim dla osób, które nie mają doświadczenia w wyprawach wysokogórskich.

- Z rakiem jest tak samo: spotyka nas po raz pierwszy, każdy kolejny dzień przynosi nowe doświadczenia. Podobnie jak wyprawa na szczyt, wymaga niesamowitego wysiłku, wytrzymałości fizycznej i psychicznej. Przede wszystkim zaś stawiamy czoła temu wyzwaniu sami, mimo bliskości rodziny i przyjaciół. Każdy powinien zdać sobie sprawę, że jest kowalem własnego losu. Mamy wpływ na swoje życie, możemy je zmienić, by żyć świadomie - mówi Katarzyna Gulczyńska, prezes Fundacji.

W realizacji projektu "Szczyty Życia" chodzi głównie o pokazanie symboliki, że choroba i góry są do siebie bardzo podobne. Wybór szczytów z Korony Ziemi jest również symbolem tego, że na raka chorują ludzie na całym świecie, niezależnie od koloru skóry, zasobów finansowych, miejsca zamieszkania. Symboliczny jest też cel.

- Sukcesem nie musi być zdobycie szczytu. Jest nim to, że chorzy chcą iść. Najważniejszy sukces mają za sobą - pokonanie raka. Dlatego mówimy o próbach wejścia na szczyt. Bez nonszalancji i brawury, bo w górach nie można sobie na to pozwolić. Najważniejsze jest życie ludzkie i zapewnienie bezpieczeństwa uczestnikom. Staramy się przewidzieć pewne sytuacje, wybiegamy naprzód, chociaż do końca nigdy nie jest to możliwe. Każda góra jest wymagająca, indywidualna, nie ma łatwych gór - stwierdza prezes Gulczyńska.

Dlatego kandydaci do wyjazdu muszą wpierw przynieść zaświadczenie od lekarza prowadzącego o braku przeciwwskazań do wspinaczki wysokogórskiej. Potem jest rozpisany plan treningowy, bo wyrabia samodyscyplinę, którą trzeba mieć w górach: siłownia na wzmocnienie mięśni, nordic walking.

Odbywany w dalszej kolejności trekking górski ma na celu nie tylko ocenę możliwości fizycznych. Organizatorzy podpatrują chęci i nastawienie kandydata do wyjazdu. Zachowanie osób, które nie miały ochoty przez kilka dni opuszczać obozu, uznaje się za lekceważenie gór i przewodników. W przypadku planowanej w przyszłym roku wyprawy na McKinley, uczestnicy przejdą dodatkowo szkolenie lawinowe i chodzenie w rakietach.

Bezpieczeństwo jest również kluczowe w trakcie wspinaczki. Opiekunem wypraw jest obecnie himalaista Tomasz Kobielski. Przed wejściem na wysokości uczestnicy uczą się oddychania w warunkach rozrzedzonego powietrza. Ponieważ w trakcie aklimatyzacji na dużych wysokościach, gdzie brakuje tlenu, organizm szybciej się odwadnia, niezbędne jest uzupełnianie płynów - trzeba pić co najmniej 2,5 litra dziennie. Uczestnicy przechodzą też codzienny rytuał: pomiary tętna i saturacji. Muszą również pamiętać o zabezpieczeniu skóry kremami z wysokim filtrem chroniącym od mrozu i słońca.

Rak to nie jest choroba zakaźną

W 2009 roku na łamach Journal of Psychosocial Oncology Amerykanie opublikowali raport traktujący o doświadczeniach osób zajmujących się pacjentami onkologicznymi - lekarzy, pielęgniarek i pracowników socjalnych (Climbing Everest: Oncology Work as an Expedition in Caring).

Jeden z cytowanych w raporcie lekarzy zauważył, że ludzie obawiają się raka do tego stopnia, że unikają jakiejkolwiek myśli albo rozmowy o tej chorobie. Kiedy podczas spotkania towarzyskiego orientowali się, z kim mają do czynienia, zdarzało się, że kończyło się to izolacją pracownika medycznego. Tak jakby od samego słuchania o chorobie lub kontaktu z lekarzem można było się nią zarazić.

- Nowotwór to jednostka chorobowa, która jednoznacznie źle się kojarzy. Chcemy pokazywać, że rak to nie wyrok, a jedynie diagnoza. Musimy pozytywnie nastawić chorego, by miał wolę zmienić oblicze choroby. Sam musi uwierzyć, że można z nią wygrać i że należy podjąć rękawicę rzuconą przez los. Sukces zaczyna się od głowy - od pozytywnego myślenia i odpowiedniego nastawienia. Możemy przyjmować, co przynosi nam otoczenie, albo małymi krokami próbować coś zmienić  - mówi Katarzyna Gulczyńska.

Podobnie widzi to Małgorzata Kurtyka-Kozioł: - Do wejścia na szczyt inspirowała mnie chęć przekazania swojej pewności siebie i wiary. Dla mnie to początek drogi. Nie wiem, czy będą to kolejne szczyty czy inne wyzwania. Jestem "odzyskanym" człowiekiem - miało mnie już nie być, a jestem. Nie mogę żyć tylko dla siebie. Ważne, by ludzie chorzy wiedzieli, że raka można pokonać. Chciałabym teraz oddać trochę tego dobra, które dostałam od czasem przypadkowo spotkanych w czasie choroby ludzi.

Podobał się artykuł? Podziel się!

CZYTAJ TAKŻE

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH

Drodzy Użytkownicy!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych przetwarzamy Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.