PAP/Rynek Zdrowia | 21-08-2019 11:12

Naczelnik TOPR: szanse na przeżycie grotołazów są minimalne

Szanse na przeżycie poszukiwanych grotołazów w Jaskinie Wielkiej Śnieżnej, w panujących tam warunkach, są absolutnie minimalne, ale walczymy do końca, dopóki ich nie znajdziemy - powiedział w środę (21 sierpnia) naczelnik TOPR Jan Krzysztof.

Fot. archiwum

- Zdajemy sobie sprawę, że ryzyko głębokiej hipotermii w tych warunkach jest absolutnie realne. Z historii znamy takie przypadki. Sam fakt, że grotołazi znaleźli się w tym miejscu oznacza, że są na pewno wykwalifikowanymi speleologami i mają fizyczne warunki, które im umożliwiły dotarcie w ten ekstremalny teren - powiedział naczelnik.

Jak dodał, eksploracja jaskini w tym miejscu jest ekstremalnie trudna i niewiele osób, które zajmują się taternictwem jaskiniowym jest w stanie tam dotrzeć.

- Z punktu widzenia sportowego, jest to bardzo ambitne zadanie. Takie wyczyny możemy porównać do tego, co dzieje się w górach najwyższych. Eksploratorzy jaskiń zdają sobie sprawę z ryzyka - wyjaśnił.

Dodał, że jeżeli nie pojawią się jakieś ekstremalne przeszkody, które nie pozwoliłyby na kontynuowanie akcji, ratownicy będą nadal drążyć tunel i wysadzać skały, aż do momentu odnalezienia grotołazów. W gotowości jest już cała grupa, która zajmuje się transportem poszkodowanych na powierzchnię.

- Teren, który teraz kawałek po kawałku przeszukujemy, dotąd był nieznanym obszarem tak zwanych Przyimkowych Partii. Strona, od której usiłujemy się dostać do poszukiwanych ma nazwę Biała Woda. Tam poszukiwani byli słyszani przez swoich towarzyszy. Zakładamy, że byli wówczas bardzo blisko, bo była to dobrze słyszalna rozmowa - dodał naczelnik.

W miejscu, w którym ratownicy zaczęli poszerzaniu tunelu, poszukiwani ratownicy odnaleźli ekwipunek grotołazów, między innymi uprzęże i prowiant.

Na razie korytarz jest poszerzany na tyle, aby umożliwić przeczołganie się ratownikom. Do wtorku ratownikom udało się poszerzyć korytarz na długości ośmiu metrów. Nie wiadomo jeszcze, jaki odcinek udało się poszerzyć im minionej nocy. Na środę zapowiadane są w Tatrach opady deszczu jednak naczelnik uważa, że nie będą one na tyle duże, aby mogły zatrzymać akcję ratunkową.

W nocy z wtorku na środę w jaskini odbyły się trzy etapy detonowania ładunków i rozsadzania skał. Rano nastąpiła wymiana ekipy poszukiwawczej.

- Mamy wrażenie, że jesteśmy już bardzo blisko. Z każdym strzelaniem i zdobywaniem kolejnych metrów sytuacja będzie nam się wyjaśniała. Mamy informacje, że materiał skalny po wysadzeniu zsypuje się również na drugą stronę, co oznacza, że jest tam jakaś pochylnia" - powiedział naczelnik TOPR.

Na środę zaplanowano kolejne detonacje, rozsadzanie skał i usuwanie urobku. W dalszym ciągu, co około osiem godzin następuje rotacja ratowników. Jedna ekipa poszukiwawcza składa z pięciu ratowników i dwóch pirotechników.

Dwaj poszukiwani grotołazi weszli do Jaskini Wielkiej Śnieżnej w Tatrach wraz z czterema towarzyszami w czwartek. Dwóch z nich zostało odciętych przez wodę, która zalała część korytarza w tzw. Przemkowych Partiach. Ostatni kontakt głosowy ze swoimi towarzyszami poszukiwani mieli w sobotę około godz. 2 w nocy. Ratownicy zostali powiadomieni o kłopotach w sobotę późnym popołudniem.