W Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Płocku dziś w ofercie swetry, spódnice, pościel, bielizna. Jutro nowy fason fartuchów dla pielęgniarek i lekarzy. Handel na szpitalnych korytarzach kwitnie; nie tylko w tej placówce - pisze Gazeta Wyborcza. - Dla szpitala takie stoisko to po prostu zarobek. Za sześć metrów kwadratowych powierzchni handlowcy muszą nam zapłacić 150 zł dziennie - tłumaczy dyrektor lecznicy Stanisław Kwiatkowski.

Handel w szpitalach to nic nowego. Dyskusja na ten temat trwa już od wielu lat. Swoje racje mają przeciwnicy urządzania w takich miejscach bazarów. Argumentów zwolenników też nie można nie dostrzec. A stoiska na szpitalnych korytarzach były, są i pewnie długo jeszcze nie znikną.

 - Właśnie wracam ze szpitala na Winiarach, byłem odwiedzić bliską osobę - dzielił się swoimi spostrzeżeniami mężczyzna dzwoniący do redakcji GW. - Na korytarzu obok wind stoją stragany z jakimiś ubraniami. Czułem się, jakbym był na targowisku. A przeceż tam cierpią i umierają ludzie.

- Rację ma pewnie i jedna, i druga strona - mówi dyrektor szpitala wojewódzkiego Stanisław Kwiatkowski.

Tłumaczy: - Odwiedzający bliskich i sami pacjenci mają prawo mieć pretensje, że korytarz jest zajęty straganami. Ale z drugiej strony na stoiskach sprzedawane są rzeczy naprawdę przyjazne pacjentowi. W naszym szpitalu poza kwiaciarnią i barem nie ma stałych sklepów. W starym układzie budowlanym szpitala nie ma miejsca na takie formy działalności. Dlatego stoiska stoją na korytarzu. Poza tym takie stragany są w wielu szpitalach. Na Banacha, czy na Bródnie w Warszawie, albo w Międzylesiu. Tam ten handel jest prowadzony o wiele bardziej agresywnie niż u nas.

W szpitalu taką formę handlu nazywają kiermaszami. Mogą na nich kupować najpotrzebniejsze drobiazgi i sami pacjenci, którym wolno wstawać z łóżka.

- To nie jest tak, że jedna firma prowadzi tu stoisko latami - mówi dyrektor szpitala.

Dodaje: - Sprzedający zmieniają się. Wcześniej zwracają się do nas o zgodę na taką działalność. I nie jest tak, że mogą sprzedawać cokolwiek. Ich towary mają być przydatne dla pacjentów. Dlatego na stoiskach można kupić np. bieliznę. Zdarza się też, że handluje u nas firma sprzedająca odzież ochronną dla lekarzy i pielęgniarek. Nie muszą wtedy biegać po mieście, fartuchy mogą znaleźć na miejscu. A dla szpitala takie stoisko to po prostu zarobek. Za sześć metrów kwadratowych powierzchni handlowcy muszą nam zapłacić 150 zł dziennie - przyznaje dyrektor.

Nie wszyscy pacjenci i ich bliscy są przeciwni stoiskom na szpitalnych korytarzach, chociaż większość uważa, że przydałoby się je trochę ucywilizować. Dyrektor płockiego szpitala tłumaczy, że stanie się tak, gdy tylko gotowy będzie nowy pawilon.

- W nowo budowanej części znalazło się miejsce na wnęki, które będzie można zabudować i otworzyć sklepy - mówi. - Ogłosimy wtedy przetarg na ich wynajęcie i wszystko ucywilizujemy - obiecuje.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH