Jacek Wykowski/Rynek Zdrowia | 02-08-2019 06:00

Młodzi, gniewni, nietuzinkowi - ci lekarze swoją misję rozumieją szerzej

Dawid Ciemięga, rocznik 84, lekarz pediatra - w sądzie i mediach walczy z pseudomedycyną i hejterami, chce nakręcić film o antyszczepionkowcach. Bartosz Fiałek, rocznik 88, lekarz rezydent reumatologii - aktywny związkowiec, prekursor walki z mobbingiem dotykającym lekarzy. Dlaczego nie wystarczy im praca w zaciszu gabinetów lekarskich?

Bartosz Fiałek zajął się pomaganiem mobbingowanym lekarzom. W ramach OZZL powstała ''specgrupa'', do której mogą się zgłaszać szykanowani medycy. Fot. Archiwum

Większość lekarzy w Polsce swoją misję rozumie jako leczenie chorych w szpitalach, przychodniach, gabinetach. Są jednak tacy, dla których ratowanie zdrowia i życia wykracza poza te ramy. Nierzadko stają się prekursorami walki z patologiami systemu ochrony zdrowia. Mają odwagę bycia asertywnymi, medialnymi. Co ich napędza? Czy tacy lekarze społecznicy są potrzebni?

Pseudomedycyna, antyszczepionkowcy i hejterzy kontra jeden lekarz
Jednym z najbardziej medialnych i rozpoznawalnych lekarzy, a już na pewno pediatrów, jest Dawid Ciemięga, który walczy w mediach i w sądzie z hejterami i - szerzej - z pseudomedycyną. Chce też nakręcić film o antyszczepionkowcach. W tym celu zebrał na jednym z najpopularniejszych portali crowdfundingowych ponad 100 tys. zł.

- Aktualnie w toku jest kilkadziesiąt postępowań wobec hejterów, którzy będą słono płacić za swoją głupotę, a mowa o sumach idących w dziesiątki tysięcy złotych. Znaczna część wywalczonych pieniędzy trafi na cele charytatywne, nieznaczna na pokrycie kosztów, jakie ponoszę - informuje Dawid Ciemięga. Dodaje, że film ''o antyszczepionkowcach oraz biorezonansie i pseudomedycynie'' jest już w trakcie realizacji. 

Pediatra aktywnie działa także na rzecz ochrony przyrody, zajmując się głównie ochroną wielorybów. W obszarze zdrowia wybrał walkę z hejterami i pseudomedycyną. Dlaczego?

- Stałem się celem ataku hejterów w roku 2018. Próbowali zniszczyć mój wizerunek, dobrą opinię. Nie może być tak, by ktoś bezkarnie i bezpodstawnie atakował tych, którzy uczciwie i ciężko na coś pracują. Instytucje, które powinny ich ścigać i karać tego nie robią, a przynajmniej nie z pełnym zaangażowaniem - mówi.

Walka z biernością, ale nie dla pieniędzy
Jak zaznacza Ciemięga, wymienione inicjatywy to jego prywatna działalność, niezarobkowa, kosztem wolnego czasu. Rynek Zdrowia zapytał go o motywację, cel. Bo jeśli nie chodzi o pieniądze, to o co?

- Bardzo irytuje mnie złodziejstwo; pseudomedyczne działalności, w których ludzie oszukując innych, zarabiają dobre pieniądze. Jeszcze bardziej irytuje mnie, że było to latami niezauważane - podkreśla.

Ocenia, że polski system ochrony zdrowia ''jest w totalnej ruinie'', co jest efektem wielu lat zaniedbań i bagatelizowania problemów.

- Jako młodzi lekarze byliśmy zmuszani do pracy po 30-35 godzin ciągiem i mało kogo to w ogóle dziwiło. Kiedy trzy lata temu rozmawiałem z lekarzami i pielęgniarkami w Sydney, nie chcieli uwierzyć, że gdzieś na świecie takie rzeczy się dzieją. To jest chore, a w Polsce wielu powtarzało latami - jakoś to będzie - opowiada.

Zapytany, skąd się ta bierność bierze, odpowiada, że wielu decydentów robi coś, czym nigdy nie powinni się zajmować.

- Brakuje przede wszystkim rzetelnych osób, które są zdeterminowane, by zmieniać świat na lepsze. Nie brakuje natomiast ludzi, których zaangażowanie i kompetencje są bardzo słabe, bagatelizują wszystko, co nie daje im korzyści - ocenia. - Ja się na taką głupotę nie zgadzam - konstatuje.

Ciemięga wyjaśnia, że wszystko co robi, nie jest związane z naprawą systemu, bo nie wierzy, że coś się zmieni; nie wierzy politykom i ludziom na wysokich stanowiskach. Stawia za to na edukację. Skąd do tego motywacja?

- Inspirują mnie ludzie tacy jak Elon Musk, którzy nie boją się stawiać wielkich wyzwań i nie słuchają tych, którzy ciągle narzekają, że tak musi być albo że ''jakoś to będzie''. Inspirują mnie ci, którzy robią coś dla idei i mają wyższe priorytety, niż tylko zarabianie pieniędzy i myślenie o własnych korzyściach - kończy.

Dotknął go mobbing, teraz pomaga innym
Bartosz Fiałek, który działalność lekarską łączy ze ''społecznikowaniem'' i byciem związkowcem (jest szefem kujawsko-pomorskiego OZZL), najpierw sam musiał bronić się przed nękaniem i zastraszaniem.

Chodzi o konflikt Fiałka z zastępcą dyrektora Szpitala Uniwersyteckiego nr 2 w Bydgoszczy, Zbigniewem Sobocińskim. Z powodu braków kadrowych na SOR dyrekcja zarządziła, że lekarze z klinik będą zajmowali się też pacjentami SOR-u. Fiałek się sprzeciwił - najpierw bezskutecznie interweniował wewnątrz szpitala, potem w Państwowej Inspekcji Pracy, NFZ, urzędzie wojewódzkim i resorcie zdrowia. Gdy został wezwany do gabinetu wicedyrektora, usłyszał: ''Chce pan się tu jeszcze uczyć, czy już pożegnamy się zaraz?... Pan się wpier... nie w to, co potrzeba... Dobra, wynoś się człowieku stąd. A ja się zastanowię, jak cię zwolnić''. Rozmowę nagrał i upublicznił.

- Najpierw zawieszono, a potem odwołano dyrektora, który mi groził. Cały czas toczy się prokuratorskie dochodzenie o przestępstwo. Z kolei Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej skierował w tej sprawie po postępowaniu wyjaśniającym wniosek do Okręgowego Sądu Lekarskiego o ukaranie obwinionego - mówi nam Bartosz Fiałek.

Ostatecznie Fiałek sam zajął się pomaganiem mobbingowanym lekarzom. - Po nagłośnieniu sprawy odezwało się do mnie bardzo wielu z nich, mówiąc: ''Bartek, my też to przeżywaliśmy”. Zapaliła mi się lampka, że jest to rzecz powszechna - dodaje.

W ramach OZZL powstała więc ''specgrupa'', do której mogą się zgłaszać szykanowani lekarze. 19 lipca br. inicjatywa została usankcjonowana przez Prezydium Zarządu Krajowego OZZL. Specgrupa ma już pierwszą sprawę.

- Będziemy przygotowywać pismo dla lekarki z żądaniem przeprosin skierowanym do jej przełożonego - mówi Fiałek.

Tłumaczy, że mobbingiem czy innymi sprawami ważnymi dla lekarzy/systemu mogą zajmować się izby lekarskie, ale - jak mówi - słabym punktem takiej ścieżki jest czas.

- Do rzecznika odpowiedzialności zawodowej zawiadomienie wysłałem 28 stycznia br. Postępowanie wyjaśniające zakończono 18 lipca br. Osoby w mojej sytuacji potrzebują pomocy i ochrony tu i teraz - zaznacza.

Mamy w środowisku czarne owce
Fiałek zapytany, dlaczego zajmuje się zwalczaniem takich praktyk, odpowiada: - Jeżeli mamy czarne owce, które nie zachowują się właściwie wobec pracowników czy pacjentów, a reszta na to pozwala, zachowując milczenie, to reforma systemu opieki zdrowotnej traci sens. Bez oczyszczenia środowiska z patologii zmiany będą pozorne - ocenia.

Dodaje, że od najmłodszych lat nie godził się z panującym status quo, nieadekwatnym do zastanych realiów. - W szkole głównie chodziło o program nauczania, formy testowe. Teraz nie godzę się choćby na paternalistyczny styl zarządzania w szpitalach. Jeśli coś jest ewidentnie niesprawiedliwe, ktoś zyskuje czyimś kosztem, mówię o tym otwarcie, w sposób zauważalny, odważnie. Dlaczego? Bo daje to największą szansę na dokonanie zmiany - uważa.

Według niego - w co wielu lekarzy nie wierzy - chroni także ofiarę. Nie sprawia to jednak, że Fiałek nie ma żadnych obaw.

- Boję się , że ktoś ograniczy mi robienie kariery medycznej. To mnie jednak nie paraliżuje. W razie czego zabieram rodzinę i lecimy do innego kraju, gdzie będę leczył, mając czystą kartę - przyznaje.

Zaznacza, że osób takich jak on czy Dawid Ciemięga jest bardzo mało. - W OZZL mamy ok. 10 tys. lekarzy, a aktywnych społecznie, medialnie jest najwyżej kilkunastu. Wydaje mi się, że to wynika z pewnej zachowawczości, potrzeby utrzymania strefy komfortu, niewychylania się. Lekarze boją się o swoje stanowiska, karierę. To środowisko jest tak skonstruowane, że wystarczy podpaść jednej osobie, by zamknąć przed sobą wiele ścieżek - mówi.

NIL wskazuje na bierność państwa i instytucji
Według prof. Andrzeja Matyi, prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej, aktywnych społecznie lekarzy w Polsce jest sporo, ale są mniej medialni i działają w mniejszej skali niż Fiałek czy Ciemięga.

- Na przykład poprzez samorządy terytorialne, w mniejszych społecznościach, promując chociażby profilaktykę zdrowotną czy zdrowy styl życia. Taką aktywność także trzeba docenić - zaznacza, dodając, że działania doktorów Dawida Ciemięgi i Bartosza Fiałka NIL jak najbardziej wspiera.

- Mobbing jest i powinien być surowo karany, trzeba go zwalczać wszelkimi możliwymi sposobami. W przypadku niekonwencjonalnych terapii, jeśli ich propagatorzy wręcz zakazują stosowania medycyny opartej na faktach, także takie praktyki należy bezwzględnie powstrzymywać - mówi.

Prof. Matyja podkreśla, że najbardziej brakuje mu odpowiedzialności państwa i instytucji z obszaru przestrzegania prawa za te praktyki, które negatywnie oddziaływają na zdrowie publiczne.

- Przykładem może być uzdrowiciel z Nowego Sącza, który doprowadził do śmierci półrocznej dziewczynki (chodzi o sprawę Marka Haslika, który został skazany na 3,5 roku bezwzględnego więzienia; ''leczył'' dziewczynkę kozim mlekiem - red.). Dysponuję dokumentami, że zanim do tego doszło, kilka lat wcześniej OIL w Krakowie zwróciła się do prokuratury o wszczęcie postępowania przeciwko temu panu ze względu na jego szeroko zakrojoną, szkodliwą dla zdrowia innych, działalność. Prokuratura umorzyła postępowanie ze względu na niską szkodliwość społeczną. Gdyby zadziałała, być może nie doszłoby do tej tragedii - wskazuje.

Podsumowuje, że zwalczanie patologii, które zagrażają zdrowiu i życiu człowieka, a także przeszkadzają personelowi medycznemu realizować misję leczenia chorych (m.in. wspomniany mobbing), to rola nie tylko pojedynczych lekarzy  - mimo że jest ważna -  ale państwa, organizacji samorządowych, związkowych, zawodowych.