PAP/Rynek Zdrowia | 01-04-2019 11:44

Mińsk Mazowiecki: 3-latek zadławił się ością, policjanci eskortowali go do szpitala

3-letnatek zadławił się ością i zaczął się dusić. Jego ojciec zauważył patrol policji i podbiegł do funkcjonariuszy. - Używając sygnałów świetlnych i dźwiękowych, rozpoczęli eskortę do szpitala w Warszawie - poinformował w poniedziałek (1 kwietnia) asp. Marcin Zagórski z mińskiej komendy.

Ojciec chłopca wyjaśnił, że był już w szpitalu w Mińsku Mazowieckim, ale polecono mu we własnym zakresie dowieść dziecko do placówki w Warszawie. Fot. Piotr Drabik/Flickr 2.0 Generic (CC BY 2.0)

Do zdarzenia doszło w piątek około godz. 17. Dzielnicowi mińskiego rewiru patrolowali ulice miasta. Gdy byli na ul. Siennickiej do ich radiowozu podbiegł zdenerwowany mężczyzna. Okazało się, że jego syn jadł rybę i zadławił się ością. - Ojciec chłopca przekazał policjantom, że jego 3-letnie dziecko dusi się i potrzebuje natychmiastowej pomocy - relacjonuje PAP aspirant Marcin Zagórski z mińskiej policji.

Ojciec chłopca wyjaśnił, że był już w szpitalu w Mińsku Mazowieckim, ale polecono mu we własnym zakresie dowieść dziecko do placówki w Warszawie. Niestety korki na drogach uniemożliwiały mu szybki przejazd, a sytuacja robiła się dramatyczna. Maluch był coraz bardziej siny.

- Biorąc pod uwagę stan dziecka oraz aktualne warunki na drodze związane z piątkowym natężeniem ruchu, policjanci nie wahali się ani chwili. Poinformowali o całej sytuacji dyżurnego, a ojcu polecili, aby jechał za nimi - aspirant Marcin Zagórski.

Funkcjonariusze włączyli sygnały świetlne i dźwiękowe i rozpoczęli eskortę samochodu z duszącym się chłopcem w kierunku Warszawy. W miejscowości Kobierne do dzielnicowych dołączyli policjanci ruchu drogowego. Dwa radiowozy z mińskiej komendy i samochód z duszącym się dzieckiem dojechały do granic powiatu mińskiego. Tam dzięki koordynacji służb czekali już policjanci z komendy stołecznej, którzy przejęli eskortę. Dzięki temu dziecko szybko trafiło do szpitala pediatrycznego, w którym lekarze udzielili mu niezbędnej pomocy.

PAP - Aleksandra Kuźniar