Lekarskie hobby: po nazwiskach, czyli alfabet do zapamiętania

Nie sposób ustalić, czy ten chirurg, dr Mieczysław Wyględowski, w swoim długim życiu więcej ludzi zoperował czy poznał. Wiadomo natomiast, że w Alfabecie Wyględowskiego nestor częstochowskich lekarzy sportretował 103 sylwetki. Większość to lekarze.

Niektórzy stawili się osobiście w częstochowskim Ratuszu z okazji wydania Alfabetu Wyględowskiego. Przyjechała np. prof. Adriana Gierek-Łapińska, twórczyni i wieloletnia dyrektor obecnego Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 5 ŚUM w Katowicach, o której autor napisał, że jest jedną z niewielu kobiet w kraju, które osiągnęły szczyty nauki w okulistyce. Jednak - jak zauważył - zawiść ludzka i brak wyrozumiałości przedwcześnie zakończyły jej karierę. ”Ludzie zrobią Ci tyle dobrego, ile muszą i tyle złego, ile mogą” - gorzko zakończył portretowanie.

W piątek (11 października) na wieczorze z autorem widziany był też pan ”średniego wzrostu, szczupły z licznymi jeszcze włosami zaczesanymi z przedziałkiem o twarzy ufnego dziecka”. To o Krzysztofie Kuszewskim, podsekretarzu stanu w MZ w latach 1994-1997 odpowiedzialnym za przekształcenia systemowe, współautorze Narodowego Programu Zdrowia 2007-2015. Obecnie Kuszewski jest kierownikiem jednego z zakładów Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego - Państwowego Zakładu Higieny w Warszawie.

Listę obecności można ciągnąć: profesorowie, lekarze, politycy, artyści…

Wyględowski funkcjonował w różnych środowiskach. W latach 1991-97 był senatorem, przewodniczył komisji zdrowia i polityki społecznej Senatu, co tłumaczy polityczne znajomości (poznał Margaret Thatcher, Raisę Gorbaczow i Hillary Clinton). Obecność artystów na spotkaniu (np. malarza Tomasza Sętowskiego) uzasadnia z kolei to, że autor jest też znawcą i kolekcjonerem malarstwa.

Skalpelem i dobrym słowem

Z tym kolekcjonerstwem to ciekawa sprawa. Gdy czyta się o ludziach z Alfabetu, ma się wrażenie, że niemal każdy z opisanych ma lub miał jakąś pasję. - Z obserwacji i literatury wspomnieniowej polskich i zagranicznych lekarzy wynika, że kolekcjonują obrazy, monety, instrumenty muzyczne, stare meble i porcelanę, malują, muzykują, żeglują, są myśliwymi. Zresztą sam zbieram antyki i uprawiam żeglarstwo - mówił nam Wyględowski.

Nie wydaje się, żeby aktywni dziś zawodowo lekarze mogli pochwalić się tak różnorodnymi zainteresowaniami, jak ich poprzednicy. Nie mają czasu - gonią z dyżuru na dyżur, dorabiają się, robią specjalistyczne kursy, szkolą się. Wyględowski powiedział, że pracują stanowczo za dużo, a to dla nich i dla medycyny fatalne.

Lektura Alfabetu sprawia wrażenie jakby opisywał postaci z innej epoki, gdy czas płynął wolniej. Co miał do powiedzenia współczesnym lekarzom osiemdziesięciolatek, który przez 43 lata leczył trzy pokolenia mieszkańców Częstochowy: dziadków, rodziców, dzieci?

- Dwa już odeszły bez śladu. Mam świadomość przemijania - wyznał i zauważył: - Pacjenci, których jeszcze spotykam, wcale nie dziękują mi za to, że dobrze ich zoperowałem. Są wdzięczni, że ich podtrzymywałem na duchu, trzymałem za rękę.

Po przejściu na emeryturę, co dla chirurgów jest wręcz traumatycznym przeżyciem, napisał kilkanaście książek o historii medycyny i chirurgii. Ostatnia jest lżejszego kalibru. Sporo w niej anegdotek.

Protekcja w sprawie pogody

W 1991 r. Wyględowski był organizatorem i inicjatorem I Światowego Kongresu Polonii Medycznej, Obecne kierownictwo resortu zdrowia dystansuje się od Kongresu (minister Arłukowicz odmówił przyjęcia zaproszenia na ostatni VIII Kongres Polonii Medycznej i I Światowy Zjazd Lekarzy Polskich, który w maju tego roku zgromadził w Krakowie prawie 1000 lekarzy z 27 krajów). Wtedy jednak wszyscy mieli świadomość znaczenia spotkania, szczególnie dla polskich lekarzy z krajów byłego ZSRR.

Żeby uzgodnić część religijną programu, dr Mieczysław Wyględowski jako członek Komitetu Organizacyjnego wybrał się na Jasną Górę.

”Po uzgodnieniu programu uroczystości zapytałem ojca Jerzego (Tomzińskiego, przeora Jasnej Góry - red.), czy na wypadek niepogody można przygotować inne, zadaszone miejsce na spektakl teatralny (Obrona Jasnej Góry, wystawiana przez Teatr Częstochowski)” - wspominał w książce.

”Z pełnym spokojem i zrozumieniem odpowiedział, że pogoda będzie. Ja tej pewności nie miałem, stąd ponowiłem pytanie: - A gdyby pogoda się załamała, to gdzie mógłby odbyć się spektakl? Usłyszałem odpowiedź: - Pogoda będzie.

Trzy razy zadawałem to pytanie i za każdym razem odpowiedź była taka sama.

W końcu ojciec Tomziński poradził, że jest sposób na zapewnienie pogody - mianowicie są w Polsce dwa zakony dominikanek, którym należy złożyć ofiarę, a pogoda będzie pewna. Mając dalej wątpliwości, co do tego rodzaju protekcji, zadałem ponownie pytanie: - Dobrze, ofiarę złożymy. Ale co będzie jak spadnie deszcz? Z pełną powagą i spokojem o. Jerzy spojrzał na mnie wymownie, mówiąc: - Jeżeli złożycie ofiarę, a pogody nie będzie, to znaczy, że ofiara była za mała.

Zrozumiałem… Pożegnaliśmy się serdecznie pełni nadziei. Ofiary nie złożyliśmy, pogoda była znakomita, spektakl odbył się pod gołym niebem wieczernika”.

Podobał się artykuł? Podziel się!

CZYTAJ TAKŻE

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH