OF/Rynek Zdrowia | 04-04-2009 11:09

Kilimandżaro 2009: słyszysz własne tętno

Góra literatów, sześciotysięcznik wyrastający wprost z sawanny - fenomen natury z kulturową

Kilimandżaro jest doskonałe na początek przygody z górami wysokimi, a to dlatego, że można je zdobyć niejako z marszu

Kilimandżaro to góra znana poprzez związki z literaturą. Ale legendzie przysłużyły się także medialne zapowiedzi, że przy obecnym tempie zmian klimatycznych za 20-30 lat z Dachu Afryki znikną ostatnie lodowce, a tytuł opowiadania Hemingway’a stanie się odwołaniem do innej epoki.

– Oprócz emocjonalnych powodów popularności tej góry są i racjonalne – uważa Leszek Cichy, lider wyprawy, jeden z najsłynniejszych polskich himalaistów, współautor (z Krzysztofem Wielickim) pierwszego zimowego wejścia na Mount Everest.

– Kilimandżaro jest doskonałe na początek przygody z górami wysokimi, a to dlatego, że można je zdobyć niejako z marszu – bez mozolnej aklimatyzacji. W tym przypadku w 5 dni po wylocie z Polski, idąc, a nie wspinając się, można stanąć na szczycie. Nie bez znaczenia jest też lokalizacja w sercu Afryki. Startujemy z dżungli, potem jest sawanna, wyżej alpejska roślinność typu tundrowego, potem pustynia, a wreszcie śnieg i lód – dodaje Leszek Cichy.

– Staramy się angażować w projekty, które stanowią nowe wyzwania. Nie są nam jednak obce wyzwania w mniejszej, a w każdym razie w zupełnie innej skali – wyjaśnia jeden z uczestników wyprawy, Wojciech Kuśpik, prezes zarządu PTWP SA, wydawca miesięcznika Rynku Zdrowia i portalu rynekzdrowia.pl. – Wyprawa na Kilimandżaro to także projekt związany z konsekwentnym pokonywaniem barier.

Proces motywowania
rozpoczyna się już w kraju. Ważne, by uzmysłowić, co będzie nagrodą za trud włożony w wejście na szczyt – satysfakcja, możliwość zaimponowania innym, radość z pokonania słabości, wysokoenergetyczne poczucie, że „nie ma rzeczy nie do zdobycia”...
– Nagrodę tę każdy przydziela sam sobie konsekwentnie dążąc do celu – podkreśla Cichy. – Wśród uczestników jest wiele osób, które myśl o wejściu na Dach Afryki noszą w sobie od lat. To podstawa, na której można zbudować solidną motywację.

Z 12 uczestników wyprawy CKL-u na szczyt nie weszły tylko trzy osoby. Średnia wszystkich wypraw to zaledwie 40% wejść.

– Taka skuteczność to w dużej części zasługa naszego lidera, jego umiejętności motywowania każdego z nas – podkreśla doktor Krzysztof Moćko, lekarz ze Szpitala Miejskiego nr 1 w Siemianowicach Śląskich, uczestnik wyprawy. – Leszek to spokój, kompetencja i skromność. Zadziwiająca, biorąc pod uwagę to, czego dokonał.

Pokonanie pięciokilometrowej różnicy poziomów w ciągu pięciu dni stanowi dla organizmu spory stres adaptacyjny. Ostatnie etapy to walka z narastającym zmęczeniem i odczuwalne rozrzedzenie powietrza.

Klucz w psychice
– Tętno spoczynkowe powyżej stu to nic dziwnego – wspomina doktor Moćko. – Metabolizm ukierunkowany jest na dotlenienie organizmu. Słyszysz i czujesz własne tętno, a każdy krok wiąże się z wysiłkiem. Kluczowa okazuje się psychika. Po takiej walce ludzie na szczycie nie mogą powstrzymać łez... Emocje porównałbym ze zdobyciem medalu olimpijskiego. Widok z gładkim „morzem chmur”, gdzieś tam w dole, naprawdę zapada w pamięć.

– Góra zmienia ludzi – uważa Cichy. – Zaczynają rozumieć, że poza pracą ważne są i inne sprawy; że warto zadbać o zdrowie, o jakość życia, by w przyszłości wydawać pieniądze na to, co w życiu dobre i przyjemne, a nie na lekarzy.