Moje życie odmieniło się, kiedy otrzymałem od Fundacji Anny Dymnej
16 lat temu Janusz Świtaj uległ wypadkowi, który przykuł go do łóżka. Minęło 26 miesięcy od czasu, kiedy mieszkaniec Jastrzębia-Zdroju złożył do sądu prośbę o skrócenie swojego życia. Rok temu otrzymał od Fundacji "Mimo Wszystko" specjalny wózek, dzięki któremu może poruszać się poza mieszkaniem. Dzisiaj mówi, że cieszy go każda minuta życia.
Jego świat zmienił się niewiarygodnie. Był człowiekiem rozpaczliwie wołającym o pomoc, a teraz sam tej pomocy udziela tym, którzy jej potrzebują.
– Moje życie odmieniło się, kiedy otrzymałem od Fundacji Anny Dymnej „Mimo Wszystko” wózek. Stworzył mi możliwość oderwania się od codziennej monotonii, wyjścia z czterech ścian i mojego łóżka – mówi Janusz Świtaj portalowi rynekzdrowia.pl.
– Spacer, słońce, śpiew ptaków sprawiają mi taką radość, że nie sposób jej opisać słowami. Nie mogę zmarnować żadnej chwili życia. Staram się wykorzystać czas, jak tylko mogę najlepiej, dzieląc go pomiędzy rehabilitację, naukę i pracę. Czasami spacer, a ostatnio nawet wyjazdy za miasto.
Siła i nadzieja
Historia Janusza Świtaja stała się symbolem dla osób niepełnosprawnych, skazanych na cierpienie i samotność, walczących o prawo do chwil radości.
– Przykład Janusza był i jest bardzo motywujący dla wielu niepełnosprawnych – mówi Ewa Dziadyk z Fundacji „Mimo Wszystko”. – Jego historia pokazała, że tak naprawdę siła jest w nich samych. Wielu, zwracając się do fundacji o pomoc, wspomina Janusza, mówiąc, że to właśnie on był dla nich inspiracją do działania. Często użalali się nad sobą i na tym poprzestawali. Janusz dał im siłę i nadzieję. Dał im to, co jest bezcenne.
Z ogromną satysfakcją Janusz Świtaj mówi o swojej pracy, jak ją określa – społeczno-użytecznej. Z pasją opowiada, jak niedawno, w okresie przedświątecznym, udało mu się zorganizować kilkanaście paczek dla potrzebujących.
– Wszystkim, którzy pomogli to zorganizować jestem niezmiernie wdzięczny. Jednego, czego mogłobym sobie tylko życzyć – to więcej sponsorów, po to, aby można było pomóc jak największej liczbie osób. Marzyłoby mi się żeby, móc rozszerzyć w przyszłości takie akcje jak ta przed Wielkanocą – opowiada Janusz Świtaj.
Znam to od podszewki...
Ten, który jeszcze nie tak dawno krzyczał rozpaczliwie o pomoc, dzisiaj udziela jej innym. Pracuje w Fundacji „Mimo Wszystko”, gdzie z jego zaangażowania wszyscy są bardzo zadowoleni: – Wiem, że ta praca sprawia mu ogromną satysfakcję i jest szczęśliwy pomagając innym – mówi Ewa Dziadyk.
Janusz Świtaj zajmuje się z kontaktami z niepełnosprawnymi. Wyszukuje te osoby, które są w podobnej sytuacji jak on. Organizuje dla nich pomoc.
– Jest fundraiserem. Znając, jak nikt inny, potrzeby osób niepełnosprawnych, Janusz jest w stanie dostarczyć im informacji, których nie otrzymali na przykład od pracowników Miejskich Ośrodków Pomocy Społecznej czy innych instytucji. Co miesiąc przygotowuje raporty ze swojej pracy, więc dokładnie wiemy, jakiej pomocy potrzebują, jakie to są osoby, z jakich środowisk – dodaje Ewa Dziadyk.
MZ przypomina o konsekwencjach ustawy o działalności leczniczej