Eksperci o katastrofie: technika może być zawodna, jest też czynnik ludzki

Na kolei są systemy zabezpieczające przed zderzeniem pociągów, ale technika może być zawodna; do sobotniej (3 marca) katastrofy kolejowej, do której doszło w okolicach Szczekocin, mógł się też przyczynić błąd człowieka - ocenia prof. Marek Sitarz, kierownik Katedry Transportu Szynowego Politechniki Śląskiej.

- Systemy zabezpieczające były i są, ale w niektórych przypadkach - nie wiem, czy akurat w tym - gdy jeden tor jest remontowany, czy nieczynny można po jednym torze puszczać na przemian dwa pociągi, albo jeden z pociągów puszczać warunkowo, mimo że nawet nie ma zielonego światła - powiedział prof. Marek Sitarz.

Według niego, możliwe, że ktoś nie zauważył, że tor jest już zajęty i wpuścił drugi pociąg "na białym", czyli zezwolił maszyniście warunkowo jechać - mimo że nie ma zielonego światła. Takie pozwolenie - zaznaczył prof. Sitarz - może dać dyżurny ruchu. - Nie wiadomo jak było w tym przypadku - dodał.

Przypomniał, że na kolei działają systemy automatycznego zatrzymania pociągu; uruchamiają się po przejechaniu czerwonego światła, jeśli maszynista sam nie wyhamuje składu.

- Gdyby okazało się, że obydwa tory był czynne, przypuszczalną przyczyną katastrofy był błąd ludzki. W większości przypadków decyduje czynnik ludzki albo w jakiś sposób została ominięta technika, jeśli tam było coś naprawiane - powiedział prof. Sitarz. Zwrócił uwagę, że do katastrofy doszło po zmroku. - W tym przypadku maszyniści też pewnie do końca myśleli, że jadą sąsiednimi torami, dlatego do ostatniej chwili nie hamowali.

- Moja refleksja ogólna to pogarszający się stan bezpieczeństwa infrastruktury kolejowej w skali całego kraju. To rozważanie teoretyczne, nie dotyczy akurat ściśle tego przypadku, bo tam jest nowa infrastruktura, wszystko było wyremontowane, tam prawdopodobnie zawinił gdzieś człowiek - ocenia specjalista w zakresie m.in. systemów transportowych, prof. Stanisław Krawiec z Wydziału Transportu Politechniki Śląskiej.

Jak tłumaczy w całym systemie kolejowym przewidziane są sytuacje nadzwyczajne - i są procedury na te sytuacje. Taką procedurą jest np. sygnał zastępczy na semaforze - białe migające światełko. To jest też sygnał zezwalający (na przejazd) - ale w sytuacji awaryjnej. Jeżeli ten stan awaryjny zdarza się rzadko, człowiek jest w stanie podejść do tego problemu w sposób nadzwyczajny i tak się nim zainteresować, żeby się nie pomylić.

- Jeżeli jest to sytuacja częsta, a na niektórych stacjach kolejowych jest to wręcz standard, to sytuacja nadzwyczajna staje się zwykłą sytuacją. Poziom bezpieczeństwa obniża się o kilka szczebli i potem jest tak, jak jest. To, co się zdarzyło w nocy, to sytuacja tragiczna, ale liczba wykolejeń, liczba nastawianych w ten sposób semaforów, jest w skali kraju, według moich nieoficjalnych wieści, przerażająca - tłumaczył prof. Krawiec.

Jego zdaniem bezpieczeństwo jest obniżane w ten sposób, że sytuacje awaryjne stają się standardowymi. - Wtedy jest łatwiej o błąd ludzki, bo sygnał zastępczy omija procedury kontrolne - dodaje.

CZYTAJ TAKŻE

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH