Choć pączki to przysmak kaloryczny i ciężkostrawny, nie warto rezygnować z tradycji, ale warto podejść do niej z rozwagą - radzi dietetyk, dr Agnieszka Jarosz z Instytutu Żywności i Żywienia w Warszawie.
Jej zdaniem, z dużą liczbą kalorii, które zjadamy razem z pączkami w tzw. tłusty czwartek (w tym roku 3 marca), musimy się pogodzić. Dr Jarosz podkreśla jednak, że osoby dbające o linię muszą zwrócić uwagę na to, czym pączek jest nadziany i polany.
- Dodając lukier i nadzienie możemy zwiększyć wartość kaloryczną pączka nawet do 350 kalorii, podczas gdy zwykły ma ich około 250. Najmniej kaloryczne są pączki bez nadzienia. Wszystkie dodatki - dżem, powidła czy budyń - podniosą jego kaloryczność - ostrzega.
Jej zdaniem, chcąc ograniczyć kalorie najlepiej nie prószyć pączków dodatkowo cukrem i nie polewać lukrem. - Jeśli jemy pączki z nadzieniem, to lepiej zrezygnować z lukru. Jeśli z lukrem, to już bez nadzienia - radzi dr Jarosz.
Kilka dni temu zwycięzca VII Mistrzostw Poznania w jedzeniu pączków zjadł ich 10 w 4 minuty i 12 sekund. Według dr Jarosz, zafundowanie sobie takiej "bomby kalorycznej" wcale nie musi oznaczać kłopotów zdrowotnych.
- Wszystko zależy od diety, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni. Osoba, które je tłusto paradoksalnie może pozwolić sobie na więcej. Natomiast stosująca niskotłuszczową dietę musi uważać, bo już po 2-3 pączku może mieć niestrawność i skarżyć się na dolegliwości kolkowo-brzuszne - wyjaśnia dietetyk. Radzi przy tym, by jeść świeże pączki, bo świeże produkty lepiej trawimy.
Co jednak zrobić gdy przesadziliśmy z liczbą zjedzonych kalorii?
- Możemy wypić trochę anyżku, czy mocniejszą gorzką herbatę, a w następnym dniu wstrzymać się od jedzenia tłustych potraw. Jednak nie oznacza to, że musimy przestać jeść - zaznacza dr Jarosz.
Czytaj więcej: dietetyka
MZ przypomina o konsekwencjach ustawy o działalności leczniczej