Coraz więcej chorych w objęciach paramedycyny. Czas na poważną dyskusję? Obecne wyliczenia ekspertów mówią już o ponad 100 tysiącach bioterapeutów, healerów, zielarzy, homeopatów, kręgarzy, hipnoterapeutów, radiestetów, irydologów... Fot. Shutterstock

Chorzy, częściowo w wyniku niezaspokojenia ich potrzeb przez system ochrony zdrowia, ale też wskutek szerszego trendu powrotu do tzw. naturalnego leczenia, coraz chętniej zwracają się ku medycznej alchemii. Krytykowanie pacjentów lub udawanie, że problemu nie ma, może nie wystarczyć.

- Czy powinniśmy o tym dyskutować? Musimy. Ten element krajobrazu ochrony zdrowia będzie coraz bardziej widoczny. Im szybciej go zaczniemy cywilizować i przestaniemy udawać, że go nie ma, tym lepiej - podkreśla dr Łukasz Andrzejewski, prezes Polskiej Ligi Walki z Rakiem.

Przestrzega przed stygmatyzacją osób, które z niemedycznych metod leczenia korzystają. 

- Łatwo jest powiedzieć, że ktoś jest niemądry, bo nie rozumie struktury dowodu naukowego i zamiast chemioterapii stosuje cieciorkę. Tyle, że tego typu krytyka nic nie wnosi. Takich ludzi trzeba zrozumieć i im pomóc - podkreśla.

Już ponad 100 tys. uzdrowicieli
Na początku roku 2000 w Polsce było co najmniej 50 tys. uzdrowicieli, dekadę później wskazywano, że jest ich 70 tys., a obecne wyliczenia ekspertów mówią już o ponad 100 tysiącach bioterapeutów, healerów, zielarzy, homeopatów, kręgarzy, hipnoterapeutów, radiestetów, irydologów, białych magów i szamanów.

Oszacowanie dokładnej liczby jest trudne, bo wielu paramedyków ukrywa się w szarej strefie. Samych oficjalnie działających firm paramedycznych jest obecnie ponad 23,5 tys., ale według szacunków wszystkich może być nawet 70 tys.

Dane GUS opublikowane w 2014 r. („Ochrona zdrowia w gospodarstwach domowych w 2013 r.”) pokazują, że z usług medycyny niekonwencjonalnej, do której zaliczono m.in. bioenergoterapię, homeopatię, ziołolecznictwo, kręgarstwo, akupresurę, akupunkturę czy apiterapię (leczenie produktami pszczelimi), korzystało 3 proc. gospodarstw domowych (ok. 1,3 mln osób).

WHO już w roku 2000 apelowało, że wypracowanie międzynarodowych standardów ewaluacji tego typu metod, określenie poziomu bezpieczeństwa oraz ich skuteczności to szczególnie aktualne wyzwanie.

- Wypracowano wyłącznie lokalne metody, a w międzyczasie skala zjawiska diametralnie się zmieniła. To już nie są pojedynczy faceci, którzy siedzą gdzieś w chatkach i przyjmują pacjentów. Powstał cały rynek tego typu usług - zauważa dr Andrzejewski.

- Są oczywiście sondaże, które pokazują, że ta skala rośnie, ale bardzo potrzebne byłyby dokładne, rzetelne badania ukierunkowane stricte na ten obszar - mówi Rynkowi Zdrowia dr Krzysztof Puchalski, socjolog zdrowia w Instytucie Medycyny Pracy im. prof. J. Nofera w Łodzi.

CZYTAJ TAKŻE

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH