Zapis monitoringu w Szpitalu Uniwersyteckim nr 2 im. dr. J. Biziela nie potwierdza relacji bydgoszczanina Michała Grossmanna, który twierdził, że w nocy z 5 na 6 kwietnia nie mógł dostać się do porodowej izby przyjęć w tej lecznicy.

Placówka domaga się przeprosin od męża pacjentki - pisze Gazeta Wyborcza.

Lecznica monitorowana jest przez firmę zewnętrzną. Wynika z niego, że mężczyzna nie sprawdził, czy w izbie jest położna, nie korzystał też z dzwonka, który znajduje się przy wejściu.

- Takie pomówienie podważa dobre imię i zaangażowanie w pracę osób zatrudnionych w Katedrze i Klinice Położnictwa, Chorób Kobiecych i Ginekologii Onkologicznej. Podobne oskarżenia prowadzą do utraty zaufania pacjentek do naszego szpitala - stwierdza Andrzej Motuk, dyrektor lecznicy.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH