– Sportowcy podczas tzw. sesji hipoksyjnej oddychają powietrzem z mniejszą ilością tlenu i większą dwutlenku węgla. Powoduje to bardzo dużą produkcję EPO – erytropoetyny, hormonu zwiększającego wytwarzanie erytrocytów. W rezultacie zwiększa się pojemność tlenowa krwi, może przenieść więcej tlenu, a co za tym idzie rośnie zdolność wysiłkowa. Już niedługo pewnie i ta metoda znajdzie się na liście antydopingowej – mówi pół żartem, pół serio profesor Andrzej Ziemba.
Działanie erytropoetyny wykorzystywane jest niezgodnie z prawem przez sportowców jako środek dopingowy. Jednak i tak tego typu „treningi” nie są najważniejsze dla piłkarzy i ich sztabów medycznych na mistrzostwach świata.
– 50 proc. sukcesu to odnowa biologiczna i odpowiednia regeneracja – podsumowuje dr Robert Śmigielski.
Czytaj więcej: medycyna sportowa | Robert Śmigielski | Andrzej Ziemba | fizjologia | odnowa biologiczna
MZ przypomina o konsekwencjach ustawy o działalności leczniczej