Pijany czy trzeźwy - wyjścia nie ma pomóc mu trzeba. Niestety, często niosący pomoc - po bliższym kontakcie z nietrzeźwymi pacjentami - nie raz sami potrzebują pomocy. O bulwersujących sytuacjach, atakach ze strony pacjentów albo ich rodzin opowiadają lekarze, pielęgniarki i dyrekcje lecznic.

- Lekarka, po nieudanej próbie reanimacji 86-letniej pacjentki, została uderzona pięścią w klatkę piersiową przez członka rodziny staruszki tak, że aż zatoczyła się z bólu - mówi Lucyna Wiśniewska, zastępca dyrektora do spraw lecznictwa w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Radomiu.

- Pacjent ma przede wszystkim prawa, ale powinien mieć i obowiązki, między innymi do taktownego zachowania wobec personelu i innych pacjentów. Jesteśmy po to, by pomagać chorym z należytą starannością, według dostępnej wiedzy. Agresywne zachowania, na jakie napotykamy, często wywołują rozgoryczenie i frustrację wśród pracowników – dodaje Wiśniewska.

Obrazki widziane na polskich oddziałach często odbiegają od tych, kreowanych choćby w jednym z popularnych serialu. Częściej jest na złe, niż na dobre. Personel musi wcielać się w rolę mediatorów rodzinnych sporów, wzywać ochronę nie tylko do nietrzeźwych pacjentów, ale także rodziców, którzy w podobnym stanie, nagle środku nocy zapragnęli odwiedzić swoją pociechę.

Lekarze czują się również upokarzani przez pacjentów, którzy ich fałszywie oskarżają m.in. o to, że są pijani na dyżurach. Lekarze nie mogą nic zrobić, jedynie dochodzić swojego dobrego imienia na drodze cywilnej.

Kilku pijanych pacjentów w ciągu dyżuru to też norma. Z "ululanymi” muszą zmagać się i personel, i inni pacjenci - pisze radomskie Echo Dnia.

Pijani trafiają do specjalnego pomieszczenia zwanego "misiem”. Wielu z nich traktuje je jak własną noclegownię: przychodzą, wyśpią się, po czym wychodzą bez słowa. Większość jednak musi przejść badania, na które trzeźwi muszą czekać. W ciągu jednego dyżuru na oddział trafia pięciu-sześciu pijanych. Łóżko musi być wyścielane folią, bo delikwent zwykle jest zanieczyszczony, ma brudne ubrania i strasznie cuchnie.

- Dochodzi do absurdów. Taka osoba wymiotuje, wyzywa, krzyczy. Personel musi posprzątać, doprowadzić ją do należytego stanu, umyć, przebrać - opowiada pielęgniarka koordynująca.

Dyżur w pogotowiu i 11 pacjentów pijanych w ciągu doby to też smutna norma. Są dni, że osoby w stanie spożycia znajdowane na ulicy, chodnikach i w melinach biją rekordy. Do takich należą święta, sylwester, popularne imieniny albo po prostu... dzień wypłaty zasiłku dla bezrobotnych.

Problem jest dużo większy, gdy w danym mieście nie ma izby wytrzeźwień. Zostały one w większości zlikwidowane z powodów finansowych. Samorządowcy tłumaczą, że koszty utrzymania są za wysokie, i same izby w wolnym, demokratycznym kraju nie są modne.  Dlatego powoli modnym staje się prawo dżungli. Wygrywa silniejszy i sprytniejszy.

Dlatego aby móc sobie radzić, szpitale coraz chętniej korzystają z usług firm ochroniarskich. Postawni ochroniarze są potrzebni. Drobna pielęgniarka nie poradzi sobie przecież sama z agresywnym, nietrzeźwym mężczyzną, który właśnie chce zobaczyć się z dawnym znajomym.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH