Absurdy ochrony zdrowia. Jak je widzą pacjenci Poradnik informuje pacjentów, jak poruszać się w systemie pełnym potencjalnych kolizji interesów Fot. Archiwum

Nie tylko pracownicy ochrony zdrowia, ale i pacjenci stykają się codziennie z absurdami. Fundacja My Pacjenci, patrząc na system z pozycji osoby chorej, stworzyła listę tych absurdów i uwzględniła w poradniku dla pacjentów.

Poradnik informuje, jak poruszać się w systemie pełnym potencjalnych kolizji interesów (z przyczyn biurokratycznych) nie generując konfliktów z personelem medycznym. Tłumaczy też powody, z których do takich sytuacji może dojść.

Fundacja My Pacjenci wytypowała najważniejsze absurdy z kategorii systemowych, czyli takich, które przeszkadzają wszystkim pacjentom niezależnie od wieku czy problemu zdrowotnego.

Jedno z topowych miejsc na tak powstałej liście problemów zajmuje rozwiązanie polegające na finansowaniu POZ w oparciu o stawkę kapitacyjną. Paradoksalnie - co warte w tym miejscu podkreślenia - jest ono szeroko stosowane, i to nie tylko w Polsce. Sprawia jednak - jak przekonuje Fundacja - że lekarz podstawowej opieki zdrowotnej w ramach budżetu jaki posiada konkuruje z pacjentem o wydatki na badania diagnostyczne.

Tak rosną kolejki
Pacjent, który chce wykonać badania, często wybiera zatem specjalistę, jednak brak możliwości rozwiązania wszystkich problemów chorego podczas jednej wizyty zmusza do ich powtarzania, co generuje kolejki. Pojawia się też kolejna bariera - limitów przyjęć.

- Gdy w poradni ambulatoryjnej opieki specjalistycznej nie można zrobić z powodu kolejek nawet prostego badania za ok. 10 zł pacjent kładzie się do szpitala. Tyle, że koszt społeczny tej zbędnej 2-dniowej hospitalizacji to już np. 1000 zł, choć te same badania można wykonać taniej - mówi Ewa Borek, prezes Fundacji My Pacjenci.

Te obserwacje Fundacji zdają się - zupełnie niezależnie - potwierdzać specjaliści, gdy zastanawiają się nad mało efektywnym wydatkowaniem pieniędzy na leczenie.

Np. wycena procedur w warunkach ambulatoryjnych w reumatologii często uniemożliwia wczesną diagnostykę. Pacjent musi sumować wizyty u specjalisty, by zostały przeprowadzone pełne badania, co może trwać nawet rok - półtora. Oddala się szansa na trafienie z leczeniem w tzw. okno terapeutyczne i uzyskanie jego spodziewanej skuteczności.

- Dlatego diagnostyka często jest prowadzona w warunkach szpitalnych. Pacjent jest hospitalizowany 4 dni, tylko po to, żeby zrobić badania, które można wykonać w ciągu jednego dnia - wskazywała w czerwcu br. prof. Brygida Kwiatkowska, kierownik Kliniki Wczesnego Zapalenia Stawów w Narodowym Instytucie Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH