– Obecny system jest zły z dwóch powodów. Po pierwsze lekarz, który ma czuwać również nad profilaktyką, nie może poświęcić jej czasu ze względu na dużą liczbę chorych dzieci – mówi profesor Alicja Chybicka, prezes Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego. – Po drugie, aby lekarz mógł zobaczyć zdrowe dziecko, muszą się z nim zgłosić rodzice. Niestety,  wielu z nich idzie do lekarza tylko wówczas, gdy dziecko jest chore. Dlatego wielu małych pacjentów w ogóle nie jest objętych badaniami profilaktycznymi, a problemy odkrywamy wtedy, gdy są już naprawdę poważne – dodaje prof. Chybicka.

– Kiedyś, gdy w pierwszych latach życia dziecka rozpoznano schorzenie, np. zaburzenia metaboliczne, wadę serca, alergię, następował przydział do odpowiedniej grupy dyspanseryjnej, a książeczka zdrowia wydawana była w innym kolorze. To oznaczało częstsze kontrole u pediatry i większą uwagę lekarza szkolnego. Obecnie żaden ślad po tej dobrej praktyce nie został – dodaje profesor Chybicka.

Brakuje pediatrów i pielęgniarek szkolnych
Lekarzy w szkołach nie ma, ale powinny być pielęgniarki medycyny szkolnej. I są, ale niestety, nie wszędzie. O ile problemy kadrowe dotyczą pielęgniarstwa w ogóle, o tyle w medycynie szkolnej występują w wersji zwielokrotnionej.

– Pielęgniarka szkolna jest najgorzej wyceniana przez NFZ i trudno się dziwić, że brakuje  chętnych do wykonywania tego zawodu. Finansowanie z NFZ zależy od liczby dzieci. Stawka jest mizerna i ta sama od trzech lat: 3,20 zł na ucznia miesięcznie – przypomina Małgorzata Wojciechowska.

Prezes Wojciechowska zaznacza, że gdyby w Szkolmed NZOZ Medycyny Szkolnej S.C. w Szczecinie, którego jest współwłaścicielem, starsze pielęgniarki odeszły na zasłużoną emeryturę, wiele szczecińskich szkół pozostałoby bez opieki.

Zdaniem profesor Chybickiej, nieskuteczność systemu opieki na dziećmi w wieku szkolnym to także efekt braku lekarzy.

– Połowa członków PTP jest na emeryturze, druga połowa ma średnią wieku powyżej pięćdziesiątego roku życia – podkreśla prof. Chybicka. – Powstaje luka pokoleniowa, bo następców jest niewielu, a jeśli już się pojawiają, to dzięki dobremu krokowi Ministerstwa Zdrowia, które uznało pediatrię za dziedzinę deficytową, co oznacza, że rezydentura jest wyżej płatna niż inne. W ub. r. do kliniki, którą kieruję, przyszło aż dziesięciu rezydentów – stwierdza prof. Chybicka.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH