Interwencyjne leczenie udarów mózgu ma akceptację AOTMiT, teraz czas na... Pacjent po zabiegu trombektomii mechanicznej ma 50 proc. szans, że będzie w pełni sprawny. Fot. Archiwum

Rada Przejrzystości AOTMiT opowiedziała się za finansowaniem z budżetu interwencyjnego leczenia udarów niedokrwiennych mózgu, które obecnie wykonywane jest sporadycznie, u około dwustu pacjentów rocznie. Ostateczną decyzję w tej sprawie podejmie ministerstwo zdrowia.

Interwencyjne leczenie udarów niedokrwiennych polega na natychmiastowym przewiezieniu chorego do szpitala i jak najszybszym udrożnieniu tętnic doprowadzających krew do mózgu - tłumaczy kierownik Centrum Interwencyjnego Leczenia Udaru i Chorób Naczyniowych Mózgu Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie dr hab. n. med. Adam Kobayashi.

- Zabieg polega na nakłuciu tętnicy udowej i - w sposób zbliżony do koronarografii czy zakładania stentów w sercu - dojścia specjalnymi cewnikami do tętnic szyjnych albo kręgowych, które doprowadzają krew do głowy. Pod lampą rentgenowską sprawdzamy, gdzie jest skrzeplina, a następnie małym stentem przypominającym koszyk zbieramy tę skrzeplinę i wyciągamy ją na zewnątrz - wyjaśnia specjalista. Jest to tzw. trombektomia mechaniczna.

Dr hab. Kobayashi ocenia, że na razie w Polsce wykonuje się nie więcej, niż 200 takich zabiegów rocznie.

- Spodziewamy się, że jak ta procedura będzie już refundowana, to na początku będzie ich około 2-3 tys. Z epidemiologii wynika, że pacjentów, którzy kwalifikowaliby się do mechanicznej trombektomii, byłoby około 5 tys. na jakieś 60-70 tys. udarów niedokrwiennych - dodaje.

W Polsce w skali roku udar mózgu zdarza się u 80-90 tys. osób i jest drugą przyczyną zgonów (po zawałach serca) oraz głównym powodem niepełnosprawności wśród osób po 40. roku życia.

Prof. Radosław Kaźmierski ze Szpitala MSWiA w Poznaniu twierdzi, że ciągu roku na skutek udaru umiera od 33 do 50 proc. pacjentów, a z co drugi z tych, co przeżywają, nie jest w stanie samodzielnie funkcjonować i wymaga pomocy.

Na niedokrwienny udar mózgu przypada około 90 proc. wszystkich udarów (pozostałe to tzw. wylewy krwi do mózgu). Najczęściej stosowane jest wtedy leczenie farmakologiczne. Dr hab. Kobayashi wyjaśnia, że jest to tzw. tromboliza dożylna, czyli trwający godzinę dożylny wlew leku, który rozpuści skrzep.

- Do trombolizy kwalifikowany jest praktycznie każdy pacjent z udarem niedokrwiennym, który przyjedzie do szpitala w odpowiednio krótkim czasie, czyli do 4,5 godziny od momentu wystąpienia objawów. Powyżej tego czasu skuteczność leku jest niewielka, żeby nie powiedzieć zerowa, a już na pewno niwelowana przez powikłania, bo jest to lek bardzo silnie rozrzedzający krew i boimy się krwawień do mózgu - wyjaśnia Kobayashi.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH