Anna Kaczmarek/Rynek Zdrowia | 25-04-2009 09:30

Z(a)dania zbyt złożone dla lekarzy-obcokrajowców

Zza granicy przyjeżdża do nas pracować niewielu lekarzy ponieważ nie są w stanie w odpowiednim stopniu nauczyć się naszego języka. Natomiast ci, którym się to udało alarmują, że nie są w stanie zdać naszych egzaminów specjalizacyjnych, ponieważ pytania są językowo zbyt skomplikowane.

Są lekarze-obcokrajowcy wykonujący zawód od 10 lat. Państwo egzaminując ich wcześniej uznało, że znają nasz język, ale... Na egzaminie specjalizacyjnym tym samym lekarzom państwo udowadnia, że nie posługują się dostatecznie językiem polskim.

Jak informuje Naczelna Izba Lekarska w ubiegłym roku tylko 24 medyków z innych krajów podjęło pracę w Polsce, byli to głównie Białorusini i Ukraińcy z polskimi korzeniami. Zdarzali się też Kazachowie i Kirgizi.

– Tak mało obcokrajowców pracuje w Polsce dlatego, że nie są w stanie przejść bariery, jaką jest egzamin z języka polskiego, który każdy z nich musi zdać – mówi Konstanty Radziwiłł.

Jednak lekarze zza granicy, którzy przystępują do egzaminów specjalizacyjnych, to jak mówi portalowi rynekzdrowia.pl doktor Wojciech Buczyński ze Stowarzyszenia Inicjatywa Protest PES, w 99 proc. absolwenci polskich uczelni medycznych, którzy maja prawo wykonywania zawodu od 8-10 lat.

– Ci lekarze biegle mówią po polsku. Państwo egzaminując ich wcześniej uznało, że znają nasz język. Na egzaminie specjalizacyjnym zaś udowadnia im, że nie posługują się dostatecznie językiem polskim – oburza się Wojciech Buczyński.

O co chodzi?
Nie chodzi, tu zdaniem lekarzy o wiedzę merytoryczną tylko o pytania, które są skomplikowane pod względem językowym. Problem nie dotyczy testów ze wszystkich dziedzin, jako przykład mało zawiłego językowo podają test z anestezjologii.

– Bardzo pod tym względem poprawił się test z interny. Podczas ostatniego egzaminu pytania były prosto skonstruowane językowo – twierdzi doktor Buczyński.

Problem w tym, że wcześniejsze testy były skomplikowane gramatycznie i obcokrajowcy oblewali je i teraz muszą np. powtarzać specjalizację. Nic nie dają prośby, pisma czy wyjaśnienia dlatego cudzoziemcy zwrócili się o pomoc do stowarzyszenia.

Dodatkowo, jak mówi doktor Buczyński, z niektórych dziedzin egzamin można zdawać w języku angielskim, który jest łatwiejszy dla cudzoziemców.

Co ich boli?
Jeden z lekarzy-obcokrajowców napisał dramatyczny list do lekarzy ze Stowarzyszenia. Oto fragment:

„Ja od początku przystąpienia do tego egzaminu ( jesień 2005 r.) nie mogę się pogodzić z tym co oni zrobili (robią) z nami wszystkimi, a tym bardziej teraz, kiedy nam karzą powtarzać specjalizację, to jest nieludzkie. Ja robiłem specjalizację bez stypendium i żyłem tylko z pojedynczych dyżurów lekarskich, jeździłem po różnych miast Polski za własne pieniądze, żeby zrealizować kursy. Pod koniec uniemożliwiają nam zaliczyć ten egzamin. Przecież większość z nas ma rodziny. To bardzo mnie boli i przeżywam to, że oblewają mnie nie z mojej winy”.

Stowarzyszenie Protest PES napisało w tej sprawie do Minister Zdrowia, Ewy Kopacz.

Problemu nie ma?
Z argumentami Stowarzyszenia Protest PES i lekarzy cudzoziemców nie zgadza się dyrektor Centrum Egzaminów Medycznych w Łodzi, prof. Stanisław Orkisz.

– Egzamin z anestezjologii jest przetłumaczony na język polski i w takim języku zdają go lekarze. Wszyscy zdający muszą być traktowani tak samo. Nie ma żadnych przepisów, które pozwalałyby na inne traktowanie lekarzy cudzoziemców – mówi nam prof. Orkisz.

Dodaje, że czasami obcokrajowcy proszą o dodatkowy czas na teście, ale wówczas ten dodatkowy czas muszą mieć również inni zdający.

Zdaniem profesora problemu nie ma.

– Nie było żadnych skarg. Nie widać też różnic jeżeli chodzi o wyniki uzyskiwane przez te osoby w stosunku do ogółu zdających. Czasami, dlatego że ukończyli oni nasze uczelnie,  to nawet nie wiemy, że są obcokrajowcami, nie jest to nigdzie odnotowane. Nie ma powodów, ani podstaw prawnych żeby wprowadzić inne warunki zdawania egzaminu dla tych osób – podsumowuje prof. Orkisz.