Roman Łabędź/Rynek Zdrowia | 05-04-2013 08:36

W mniejszych ośrodkach brakuje specjalistów

Zdaniem dr. Romana Łabędzia, prezesa Okręgowej Izby Lekarskiej w Koszalinie, konieczna jest dyskusja nad systemem podyplomowego kształcenia lekarzy. W mniejszych ośrodkach miejsc rezydenckich jest ich zbyt mało, nie tylko w specjalizacjach deficytowych.

Średni wiek specjalistów w koszalińskiej izbie lekarskiej wynosi już 56 lat. Ciężar opieki zdrowotnej przenosi się zatem na lekarzy starszych wiekiem. Dyżurują, pracują w poradniach póki im na to zdrowie pozwala. Miejsca rezydenckie są głównie dostępne w dużych miastach. Tam lekarze rezydenci są zatrudniani na czas robienia specjalizacji i nie chcą wracać do prowincjonalnych miejscowości - mówi nam dr Roman Łąbędź, poproszony o opinię na temat przyczyn braku lekarzy specjalistów w mniejszych ośrodkach. Niedostatek specjalistów jest widoczny szczególnie w dawnych mniejszych województwach, pozbawionych ośrodków akademickich.

Problem jest też w tym, że małe szpitale nie występują o akredytacje. Przyjęcie lekarza na dokształcanie wymaga od szpitala nakładów ze środków własnych i ich dyrektorzy nie są za bardzo do tego skłonni, aby kształcić przyszłych specjalistów za szpitalne pieniądze. Poza tym szpital musi dysponować odpowiednim zapleczem diagnostycznym oraz warunkami do wykonywania specjalistcznych procedur. To też jest dla jednostki wyzwaniem organizacyjnym i finansowym.

Kierownicy specjalizacji nie otrzymują gratyfikacji za ich prowadzenie. Robią to nieodpłatnie, a jest to spore obciążenie - ponoszenie odpowiedzialności, zarówno prawnej za młodego adepta jak i związane z niemałymi obowiązkami. Z pewnością łatwiej przychodzi to lekarzom zatrudnionym na etatach dydaktycznych niż tym w szpitalach. 

To oczywiste, że potrzeby poszczególnych regionów w zakresie ilości miejsc rezydenckich w określonych specjalizacjach są różne. Wpływ na określanie ich ilości powinny mieć nie tylko ośrodki akademickie. Decyzje w tym względzie powinny zapadać na szczeblu władz samorządowych, po zasięgnięciu opinii konsultantów wojewódzkich oraz w porozumieniu z okręgową izbą lekarską.

To byłby ideał gdybyśmy mogli, nie akcyjnie, ale z pewnym wyprzedzeniem planować politykę kształcenia specjalizacyjnego lekarzy. Są ku temu potrzebne dane o rozmieszczeniu lekarzy, a takie ma każda izba lekarska i będzie chętnie współpracowała zarówno z konsultantami wojewódzkimi jak i władzami samorządowymi. Aby wprowadzić taką politykę potrzebna jest tylko dobra wola stron i decyzje polityczne.

Uważam także, że lekarze pracujący na umowach cywilno-prawnych muszą mieć zagwarantowane urlopy na wyjazdy i szkolenia. To jest bardzo ważny problem w kształceniu podyplomowym. Nie może być tak, że lekarz ma jednoosobowe stanowisko na kontrakcie i nie może wyjechać na trzydniowy lub tygodniowy kurs, bo nie ma go kto zastąpić. 

Niedopuszczalna jest taka sytuacja, że lekarz jedzie na szkolenie w ramach urlopu wypoczynkowego. A niestety tak się często zdarza. Lekarz powinien być obligowany do takich wyjazdów szkoleniowych i powinien mieć to zagwarantowane w kontraktach, przecież i tak sam płaci za to własnej kieszeni.

W województwie koszalińskim, podobnie jak w całej Polsce, mamy największy kłopot z brakiem specjalistów w dziedzinie pediatrii, nefrologii, endokrynologii, geriatrii. Brakuje generalnie specjalistów w tych dziedzinach, w których specjalizację można osiągnąć najczęściej tylko w jednym ośrodku. Jeżeli jedna klinika w województwie prowadzi specjalizację w endokrynologii, to po pierwsze - niewiele jest miejsc, a po drugie - trzeba tam przebywać kilka lat. Niewielu ją wtedy zdobywa. Problem z brakiem geriatrów ma i inne podłoże. Nigdy nikt nie traktował specjalności geriatrycznej jako nobilitującej. Teraz mamy tego efekt.