Stażyści i lekarze na specjalizacjach twierdzą, że traktuje się ich jak tanią siłę roboczą. Dlatego wyjeżdżają za granicę, by tam kształcić się, tak jak jest to przyjęte w standardach. Jak podaje Dziennik, lekarz marzący o kardiochirurgii zostaje urologiem, a młody ginekolog ekspertem w... wypisywaniu pacjentów ze szpitala

W teorii każdy polski lekarz, który ukończył staż, powinien mieć na koncie odpowiednią liczbę dyżurów i pracować na różnych oddziałach. W rzeczywistości jednak często staż okazuje się fikcją.

– To smutna praktyka, ale wiele wymogów wobec stażystów czy lekarzy robiących specjalizację jest spełnianych tylko na papierze. Młodzi dostają odpowiedni podpis i to wszystko. Dotyczy to przede wszystkim dyżurów - mówi robiący specjalizację z neurologii Paweł Jezierski, założyciel Fundacji "Nie biorę, chcę normalnie zarabiać".

Kolejnym problemem jest dostanie się na wymarzoną specjalizację. Młodzi lekarze narzekają, że ośrodki, które mogłyby przyjmować uczących się medyków, nawet nie myślą o tym, żeby starać się o konieczną akredytację.

- Nie ma żadnego systemu motywacyjnego dla takich szpitali. Poza tym zdarza się, że specjaliści w danej dziedzinie po prostu nie chcą szkolić konkurencji, która potem otworzy kolejną w mieście prywatną praktykę - podkreśla z goryczą Sławomir Józefowicz, przedstawiciel młodych lekarzy w specjalnym rządowym zespole, który opracowuje zmiany w systemie kształcenia polskich lekarzy.

- Poza tym, na najbardziej intratne specjalizacje nie można się dostać, bo... nie ma na nie miejsc. Np. na liście miejsc dla lekarzy, którzy mieli rozpocząć specjalizację w lipcu tego roku w woj. mazowieckim, nie było ani jednego miejsca na położnictwie i ginekologii, protetyce stomatologicznej czy ginekologii onkologicznej - dodaje Józefowicz.

Każdy młody lekarz w Polsce kończący sześcioletnie studia musi odbyć jeszcze obowiązkowy roczny staż, po którym zdaje Lekarski Egzamin Państwowy (LEP), czyli sprawdzian podsumowujący wiedzę z siedmiu lat nauki. Właśnie wtedy musi również zdecydować, czym chciałby się zajmować w przyszłości.

Gdy już wybierze specjalizację, musi się przygotować na co najmniej pięć lat nauki i pracy w szpitalu. W tym czasie będzie zarabiać jedynie 1700 zł na rękę.

– Ten system musi się zmienić - mówi Dorota Mazurek, która reprezentuje medyków w Ogólnoposkim Związku Zawodowym Lekarzy. I wylicza: - Trzeba zwiększyć liczbę miejsc specjalizacyjnych na takich kierunkach jak ginekologia, dermatologia czy okulistyka i podnieść zarobki lekarzy rezydentów.

Szansa na zmiany jest - rządowy zespół ma do końca pierwszego kwartału przyszłego roku opracować założenia reformy kształcenia przeddyplomowego i podyplomowego lekarzy.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH