MAK/Rynek Zdrowia | 11-11-2019 10:43

Specjalista: lekarz musi oswoić się z ciałem zmarłego

Pierwsze zajęcia w prosektorium są dla wielu studentów medycyny przełomem. Teoria nabiera bardzo praktycznego, ludzkiego wymiaru. To także bardzo ważny moment dla dydaktyków, aby odpowiednio nastawić studentów - podkreślają specjaliści.

Dr Zygmunt Domagała, p.o. kierownika Zakładu Anatomii Prawidłowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu; FOT. Tomasz Walów/UMW

W prosektorium obowiązują specyficzne zasady. Dotyczą nie tylko odpowiedniego stroju, ale przede wszystkim zachowania. Zmarłym należy się szacunek. Zwłaszcza tym, których decyzja o donacji pozwala kształcić przyszłych lekarzy.

- Lekarz musi oswoić się z ciałem zmarłego. W moim odczuciu nowinki technologiczne mogą uzupełnić wiedzę, stanowić cenny dodatek w edukacji. Wirtualny stół nie zastąpi jednak możliwości przeprowadzenia sekcji, dotknięcia ciała, zmierzenia się z nim wszystkimi zmysłami - podkreśla dr Zygmunt Domagała, p.o. kierownika Zakładu Anatomii Prawidłowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

I dodaje: - Nie byłoby to możliwe bez decyzji osób, które dokonują aktu donacji. Najczęściej dzwonią lub pytają o szczegóły poprzez tradycyjny list wysyłany pocztą. Na stronie katedry znaleźć można dokładnie opisaną procedurę. By przekazać po śmierci ciało na potrzeby edukacji przyszłych lekarzy spełnić należy kilka warunków.

Akt donacji potwierdzić należy notarialnie. I to jest koszt, którego uczelnia medyczna, niestety, nie może zwrócić. Kopię potwierdzonego notarialnie dokumentu przesłać należy do Zakładu Anatomii, oryginał donator zachowuje u siebie. Kolejny obowiązek spada na osobę zajmującą się pochówkiem - musi udać się do Urzędu Stanu Cywilnego i tam uzyskać dokument dawniej zwany kartą pochówku, dziś częścią przeznaczoną dla administracji cmentarza

- To moment, w którym tracimy wiele aktów donacji. W związku z tym, że nie mamy centralnych rejestrów, gdzie takie zgody byłyby przechowywane i ogólnie dostępne, wiele osób, które wyraziło chęć donacji i tak jest często chowanych w grobach, bo informacja nie została nikomu przekazana. Szczególnie mocno odczuwany jest ten problem w przypadku osób samotnych - wyjaśnia dr Zygmunt Domagała.

Wskazuje, że w ostatnich latach zauważalny jest wzrost zgłoszeń od osób, których dzieci wyjechały na stałe za granicę. Boją się, że ich groby będą zaniedbane. - Dużym ułatwieniem byłaby możliwość wpisania deklaracji o chęci oddania swojego ciała po śmierci dla celów naukowo-dydaktycznych do urzędu stanu cywilnego. Musiałaby to być prosta procedura, najlepiej wykonywana w biurze notarialnym w czasie wypełniania i potwierdzania aktu donacji - zwraca uwagę p.o. kierownika Zakładu Anatomii Prawidłowej UMW.

Wskazuje, że dodatkowo przydałoby się powołanie i opłacenie specjalisty z dostępem do centralnego systemu komputerowego, w który wpisane byłyby osoby deklarujące oddanie swojego ciała po śmierci - lekarz miałby możliwość sprawdzenia, czy zmarła osoba ma zgłoszony akt donacji.

Koszt transportu ciała do Zakładu Anatomii i późniejszego pochówku pokrywa uczelnia. Jak wiele osób decyduje się na ten krok? Obecnie w Zakładzie Anatomii Prawidłowej UM w Wrocławiu przechowywanych jest około 100 aktów donacji. Nie wszystkie zostaną zrealizowane.

- Rocznie na naszą uczelnię trafia średnio 7-8 ciał. Do celów dydaktycznych potrzebowalibyśmy około 12-15. Jeśli mielibyśmy rozszerzać także kształcenie podyplomowe lekarzy, potrzeby rosną o kolejne 20 ciał rocznie. A trzeba podkreślić, że z wielu klinik napływają coraz częściej prośby o preparaty anatomiczne, które pozwalają na doskonalenie technik chirurgicznych i bezpieczne dla pacjentów przygotowywanie się lekarzy do nowatorskich operacji - tłumaczy dr Domagała.

Podkreśla, że to nie kwestie finansowe, ale potrzeby kształcenia powodują, że np. wirtualną technologię znów zastępują ludzkie ciała: - Znakiem czasów jest fakt, jak wiele z nich nosi w sobie piętno wyniszczających chorób cywilizacyjnych. To lekcja pokory dla studentów, ale też duże utrudnienie dla dydaktyków. Wyzwań dla uczących przyszłe pokolenia lekarzy jest zdecydowanie więcej - zaznacza dr Zygmunt Domagała.