Nie ma blokady na staż cząstkowy w kardiologii

Jak dotąd nie spotkałem się z zarzutem, że młodzi lekarze odbywający specjalizację z kardiologii muszą wydłużać czas specjalizacji, gdyż nie mają gdzie tego stażu odrobić - mówi nam prof. Robert Gil, kierownik Kliniki Kardiologii Inwazyjnej Szpitala MSWiA w Warszawie, proszony odniesienie się do ogólnych uwag na ten temat pojawiających się w prasie.

 - Ani w mojej klinice, ani też w wielu innych klinikach, prowadzonych przez moich kolegów nie odmawia się lekarzom możliwości odbycia stażu.  Prawdą jest natomiast, że ze względu na odpowiedzialność formalno-prawną łatwiej jest taki staż załatwić komuś, kto uzyskał rekomendację swojego przełożonego, z której jasno wynika co młody adept umie, na ile jest zaangażowany w proces szkolenia i na ile jego zatrudnienie w danym ośrodku, z którego pochodzi, jest ważne.

Cała sprawa rozbija się o brak uwarunkowań formalno-prawnych. W oddziałach klinicznych nie ma wyznaczonych osób odpowiedzialnych tylko za szkolenia. Brakuje więc takiego nadzoru konsultanckiego nad wykonywanym programem. Do tego dochodzi pośpiech, żeby zdążyć na czas z zabiegami - bo inaczej NFZ może nie zapłacić za zabieg - i ogromna odpowiedzialność prawna za pacjenta.

Trzeba bowiem pamiętać, że w naszej specjalności przyjmując stażystę trzeba dopuścić go do wykonywania bardzo poważnych zabiegów na ludziach. To z jednej strony wiąże się z przejęciem za niego odpowiedzialności, z drugiej zaś strony spowalnia wykonywanie zabiegów, zwiększa możliwość powikłań i w końcu zakłóca codzienny tok pracy.

Wydaje się, że przy tej liczbie zabiegów, którą wykonuje się codziennie, rzeczywiście taki stażysta bywa utrapieniem. Stąd dostanie się na staż cząstkowy, w dużej mierze zależy od dobrej woli i współpracy szefów oddziałów, klinik i pracowni.

Ludzie, którzy są podsyłani przez naszych kolegów, którzy wcześniej sami u nas pracowali, albo też z nami współpracują, przyjeżdżają do nas na staże. Ale my już coś o nich wiemy. Orientujemy się co potrafią i jak bardzo są zmotywowani, bo ktoś już za nich poręczył.

U nas taka osoba zostaje powoli włączona do coraz trudniejszych zabiegów. Przyjeżdża na  2 - 4 tygodnie. Najpierw asystuje, potem pod naszym nadzorem wykonuje operacje, następnie wraca do siebie, wdraża te zabiegi w rodzimej klinice i dopiero za jakiś czas przyjeżdża do nas na kolejne, bardziej zaawansowane szkolenie.

Należy pamiętać, że zupełnie inaczej wygląda staż cząstkowy, nie związany z zabiegami na człowieku. Tam nie ma takiej odpowiedzialności jak u nas. W kardiologii czy kardiochirurgii nie można kogoś nauczać, nie dopuszczając go do operacji na żywym człowieku. A dobre wyszkolenie kardiologa interwencyjnego trwa minimum trzy lata.

Trudno jest człowieka nauczyć w dwa tygodnie, nawet jeśli wychodzą mu tzw. proste zabiegi, planowe, to przecież musi on także umieć znaleźć się w zabiegach ratujących życie. Jeśli lekarz nie ma w takich sytuacjach wypracowanych pewnych ruchów automatycznych, to potem sobie może nie radzić.

Zupełnie inaczej wygląda kwestia szkolenia tzw. chętnego z miasta. Dla tych młodych ludzi, faktycznie szkolenie może być trochę "drogą przez mękę". Bo jeśli ktoś przechodzi z jednego szpitala do drugiego zupełnie anonimowo i nikt o nim nic nie wie, poza tym, że chce, to rzeczywiście, taka osoba może mieć problem z dostaniem się do dobrej kliniki na staż cząstkowy. Ale nie dlatego, że ktoś ją blokuje, czy nie dopuszcza. Raczej z powodu trudności obiektywnych, braku systemu, czy też plastyczności szkoleń.

Kardiolodzy przyjmują ich na szkolenia, jednak to wszystko trwa. Młodzi lekarze muszą dostosować się do z góry ustalonych terminów, na które czasami trzeba czekać wiele miesięcy, bo chętnych jest dużo.

Jeśli w klinice już szkoli się kilka osób, to nie można przyjmować następnych, bo tu nie chodzi o to, żeby ci młodzi lekarze tylko się przyglądali, ale przede wszystkim wykonywali zabiegi. Jeśli jest już stażysta, to nie można brać następnego. To, jeszcze raz podkreślam, kwestia odpowiedzialności. Wszędzie tam, gdzie w grę wchodzą zabiegi, które wiążą się z powikłaniami, wszystko musi być robione z głową i wyczuciem, a nie na siłę.

Trzeba też pamiętać o tym, że z im lepszego ośrodka jest stażysta, tym więcej staży ma u siebie, z im mniejszego, mniej doświadczonego, tym więcej musi wędrować i spędzić czasu poza własnym ośrodkiem. Nie ma innej drogi, żeby stać się dobrym specjalistą.

Jedno jest pewne. Nie ma żadnej akcji, która blokuje staże.


comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH